Warszawa

Semantyka dla smyka. O tym, że słowa mają moc rozmawiamy z Profesorem Grzegorzem Leszczyńskim

Patronat CzasDzieci.pl
Semantyka dla smyka. O tym, że słowa mają moc rozmawiamy z Profesorem Grzegorzem Leszczyńskimpowiększ

Właśnie ukazała się najnowsza książka Profesora Grzegorza Leszczyńskiego. W pełni poświęcona językowi, po wielokroć akcentująca jego wielowymiarowość, pokazująca moc drzemiącą w słowach.


Motywująca, inspirująca, dająca do myślenia. Daję słowo, że warto po nią sięgnąć!


„Daję słowo. Wędrówki po języku i literaturze” miała swoją premierę na 20. Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie, stając się inspiracją do rozmowy tak o samej publikacji, jak i o języku w ogóle.


Z Panem Profesorem Grzegorzem Leszczyńskim rozmawia Anna Hacuś – Krawczyk


CzasDzieci: W słowach drzemie wielka moc, prawda?

 

Profesor Grzegorz Leszczyński: W baśniach, które są reliktami dawnej kultury i dawnych wiar, mamy wiele świadectw mówiących o tym, jak wielką moc zawsze, jak długo trwa ludzka kultura, przypisywano słowom. Na dźwięk słów otwierały się wrota Sezamu, kije samobije przystępowały do swego dzieła, stoliczek sam nakrywał się i kusił do ucztowania. Słowami ranimy innych i pomagamy im znosić trud życia. Są jak powietrze, którym oddychamy, a którego nie widzimy. Dopiero wtedy, gdy braknie nam słów, albo wtedy, gdy nas olśnią, uradują lub zabolą, widzimy, jak wiele znaczą.


Słowami uczłowieczamy świat. Jedna z najpiękniejszych scen w Biblii opowiada o tym, że Adam  nadawał "nazwy  wszelkiemu bydłu i ptactwu niebios, i wszelkim dzikim zwierzętom". Adam oswajał świat. To, co nazwiemy, jest nam bliskie, możliwe do poznania. Nienazwany świat jest obcy. Gdy ktoś wchodzi do lasu i nie umie rozpoznać gatunków roślin, widzi mniej niż ten, kto odróżnia brzozę czarną od brodawkowatej.


Co jeszcze mogą słowa?


Za pomocą słów można człowiekiem manipulować, formować jego postawę, poglądy, wrażliwość moralną. Wykorzystujemy to w procesie wychowania i kształcenia, ale wykorzystuje to również propaganda dla realizacji często niecnych zamiarów. Bywa, że jesteśmy wobec niej bezradni, bo "język giętki", jakby kpiąc z pragnień Słowackiego,  bywa nazbyt elastyczny. Słowa można na różne sposoby naginać, w efekcie w jednych ustach znaczą co innego niż w innych. 


Co to oznacza w praktyce?


Mówię: "Stepan Bandera był zabójcą" - i czynię z niego zabójcę. Ktoś inny mówi: "Był patriotą". I czyni z niego patriotę. Słowa, czy tego chcemy, czy nie, są jak baśniowe zaklęcia. Wypowiadamy je - i ich magiczna siła czyni swoje.
Tyle o mocy słów rozmawiamy, ale wciąż nie odkrywamy ich całego potencjału.
Jest jeszcze jedna moc języka. Proszę wyobrazić sobie dwoje dzieci: jedno wzrasta wśród milczących dorosłych, drugie - wśród dorosłych, którzy ze sobą rozmawiają, nie plotą bez umiaru i bez sensu, ale rozmawiają. Ten pierwszy mały człowiek będzie zamknięty w sobie, nie będzie potrafił nazywać swoich uczuć, w konsekwencji nie będzie umiał zrozumieć innych ludzi; ten drugi będzie szukał kontaktu z innymi, będzie widział bogactwo świata, będzie na dużo wyższym poziomie rozwoju.


Mało optymistycznie wydaje się jednak, że dziś coraz mniej jest wspomnianych rozmawiających.


Niestety, żyjemy w świecie ciszy, samotności, milcząc zamykamy się w sobie, oddalamy od siebie. A przecież słowa budują więzi, tworzą nasz świat. Całe nasze bogactwo, które dostajemy w darze w okresie dzieciństwa, zbudowane jest z miłości, gestów i słów. Ten dar towarzyszy nam do śmierci, jeśli wcześniej nie roztrwonimy go lub nie zgubimy.


To dlatego tak ważne jest, by świadomość językową kształtować od najmłodszych lat?


Dziecko musi wiedzieć, że tę samą rękę, którą uderzyło, może podać do zgody, że słowo, które zraniło lub wywołało czyjeś łzy, może też ukoić ból i przynieść radość. Ta świadomość przychodzi wraz z doświadczeniem, zabawą i rozpoznawaniem skrytych obszarów tajemnicy. Dziecko interesuje się wszystkim, co je otacza, także językiem.  Słowo jest jednym z charakterystycznych elementów dziecięcej zabawy - słowo przedrzeźniane, wyśmiewane, wydrwione, wykoślawione to wieczny obszar żartów i eksperymentów nawet dwu- trzylatków. Dziecko samo bawi się językiem, samo odczuwa potrzebę "uświadomienia sobie", doświadczenia obecności i umowności jego różnych warstw, zwłaszcza brzmieniowej i semantycznej.


Warto więc zostawić dzieciom pole do eksperymentowania?


Nie przesadzałbym z usilnym kształtowaniem tej językowej świadomości. Muzyka podoba się nam lub nie bez względu na to, czy skomponowano ją w tonacji durowej czy molowej. Nie trzeba rozpoznawać stylów architektonicznych żeby przeżywać piękno jakiejś świątyni. Zaciekawiać, formułować pytania - tak.
Zresztą język często płata figle nam dorosłym, dzieci miewają lepszą intuicję językową. Na przykład obco brzmiące słowa wywołują w dorosłych poczucie lęku i bezradności, dlatego łatwo manipulować postawami społecznymi przy użyciu takich słów.


W czasach mojego dzieciństwa pobrzmiewały w propagandzie takie słowa jak syjonizm czy rewizjonizm, dziś szafuje się pojęciem gender. Dla dzieci te słowa nie są bardziej niezrozumiałe niż setki rdzennie polskich, więc ich złowróżbna magia nie działa.


Najnowsza książka Pana Profesora, „Daję słowo”, to moc inspiracji i niebywała zachęta do pracy z tekstem: tak mówionym, jak i pisanym. Niezwykle motywująca, nie tylko dla tych, którzy z językiem są za pan brat.


Chciałbym, żeby tak się stało. Pisałem tę książkę namówiony przez Panią Iwonę Zabielską-Stadnik, wydawczynię,  i przez Pana Grzegorza Kasdepke. Przymierzaliśmy się z Grzegorzem, by wspólnie stworzyć książkę o językowych pułapkach. On miał pisać o słowach z perspektywy pisarza, ja - profesora. Chcieliśmy zachęcić dorosłych do podszytych żartem rozmów z dziećmi o języku i same dzieci do przeglądania książki, gdzie mogłyby znaleźć rozszyfrowane znaczenia takich słów, które są niezrozumiałe nawet dla wielu dorosłych (jak homofobia), i takich, które porządkują życie (jak zdrada czy prawda).

 

Okazało się, że Grzegorz, tworząc swoją część, pisał zupełnie inną książkę niż ja i że nie da się tych dwóch części złożyć. Tak powstała książka Grzegorza Kasdepke "45 puknięć w głowę" dla dzieci młodszych i moje "Daję słowo" - dla starszych. Są zupełnie inne, ale to chyba dobrze - dziecko może rosnąć wraz z nimi, tak samo jak rośnie ze słowami, które niezauważalnie towarzyszą jego dojrzewaniu.


„Daję słowo” to także zaproszenie do poszukiwania słów kluczowych, do szukania słów szczególnie ważnych. Dlaczego to tak istotne? W czym ma nam to pomóc?


Gdy tworzyłem listę haseł, zastanawiałem się, w jakiej sytuacji jest 10-12-latek, gdy słucha radia, czyta portale internetowe, ogląda współczesny medialny świat. Myślałem o kurtynie słów, która w niekontrolowany sposób to podnosi się, to opada. Gdy jest podniesiona, niczego nie przesłania, publiczność widzi całą scenę, ruch postaci i grę świateł. Ale może się zdarzyć, że kurtyna mimowolnie opadnie i choć przedstawienie będzie trwało dalej, publiczność wyjdzie do domu pewna, że widowisko skończone. Gdy czegoś nie rozumiemy, odrzucamy to, skazując się na obcość.


Młodszy nastolatek czy kandydat na nastolatka porusza się po oceanie języka tak, jak nakazują mu obowiązujące współcześnie standardy: ani kroku w głąb, ani jednego spojrzenia w toń wody, ma ślizgać się po powierzchni, byle szybciej do celu. Prawda w szkole i debatach publicznych jest jednowymiarowa, płaska, pozbawiona migotliwości i głębi znaczeniowej.


Tymczasem…


Tymczasem jest przecież prawda psychologiczna, prawda świata, prawda człowieka, prawda rozumu i prawda emocji... Jeśli dostrzegamy lub choćby przeczuwamy, jak wiele meandrów naszego życia odzwierciedla jedno słowo prawda, zaczynamy rzeczywistość widzieć w sposób bardziej pogłębiony, bardziej świadomie myślimy o własnym człowieczeństwie...

Albo mądrość - sprowadzona do wymogów edukacyjnych oznacza wiedzę, jakąkolwiek wiedzę, choćby encyklopedyczną. Gdy pytam swoich studentów, polonistów, którzy kończą studia i przystępują do egzaminu magisterskiego, kto to jest mądry człowiek, nierzadko uzyskuję odpowiedź: mądry to wykształcony. Iluż jest wykształconych głupich ludzi! Zaraz pada następna odpowiedź: mądry to inteligentny. A przecież najwięcej zła w dziejach ludzkości  wyrządzili ludzie inteligentni. Rozumiem tę trudność, sam nie wiem, kto to jest mądry człowiek.


No właśnie! Kto to jest „mądry człowiek”?


Chyba ten, kto szuka mądrości.


Czy świadomość językowa jest ważna zawsze?


Im gorszy tekst, tym bardziej potrzebna świadomość językowa.

 

Jak rozpoznać zły tekst?

 

Zły tekst to taki, który jest nasycony nienawiścią, agresywny, kłamliwy, manipuluje naszą postawą, uwodzi usypiając czujność.


Jakie są tego konsekwencje?


Uśpiona wrażliwość językowa nie tworzy skutecznej bariery, wzniesione wcześniej zapory odkształcają się niezauważenie, jak niezauważenie odkształca się bryła kamienia od każdej kropli wody, która na nią kapie. "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą" - twierdził Goebbels. Tysiące uwiedzionych nie zdążyło obudzić się z przerażenia.


Słowa powinny być wrotami, za którymi kryje się bogaty w piękno świat, człowiek, cały byt. Każdy, kto te wrota otwiera, czy dorosły, czy całkiem mały, powinien wiedzieć, jak pozbyć się z nich rdzy i czym je oliwić, żeby nie zgrzytały za każdym razem, gdy zaglądamy do ukrytego za nimi tajemniczego ogrodu.

 

Z Panem Profesorem Grzegorzem Leszczyńskim rozmawiała Anna Hacuś - Krawczyk 

Warto zobaczyć