Warszawa

Teraz jest dobry czas dla literatury dla dzieci - wywiad z Brandonem Mullem -

Teraz jest dobry czas dla literatury dla dzieci - wywiad z Brandonem Mullem -

Zapraszamy na wywiad z Brandonem Mullem -  amerykańskim pisarzem, autorem powieści fantasy dla dzieci, który niedawno odwiedził nasz kraj. Czytelnikom na całym świecie znany jest z serii o "Baśnioborze", a teraz na nasze półki wkracza kolejna seria, czyli "Smocza straż".

Co nam opowiedział? Z czego jest dumny? jak pisze? I czy coś z polskich legend znajdzie się w jego książkach? Zapraszamy do czytania.

 

 

Zacznijmy od początku - od „Baśnioboru” - czy pamiętam Pan dzień, w którym zaczął pisać „Baśniobór”?

Tak, pamiętam, to było po tym, kiedy napisałam swoją pierwszą książkę, która potem przerodziła się w „Pozaświatowców” i rozmawiałem z wydawcą, który nie chciał wydać tej książki, ale zapytał czy mam inne pomysły. Wtedy opowiedziałam mu o mojej koncepcji na „Baśniobór”. Spodobała mu się i zasugerował, abym tym się zajął. Zaraz następnego dnia zasiadłem do pracy i na „pełen etat” w ciągu 5 miesięcy napisałem tę książkę.

 

Skąd Pan czerpie pomysły. Tolkien, Rowling, Lewis - to niejako oczywiste, ale to jest literatura, dość wąska, znana światowa, ale jednak tylko trzy nazwiska. Zakładam, że być może tych inspiracji jest więcej: ze świata, z przeżyć, z życia rodzinnego (dzieci), ze snów.

Kiedy przeczytałem „Kroniki Narni” to generlanie zacząłem czytać  fantasy i to czytać bardzo dużo. Zacząłem też fanatazjować - śnić na jawie tak dużo żyłem we własnej głowie, uciekając od problemów rzeczywistości. To z tego fantazjowania właśnie wzięło się pisanie. W gruncie rzeczy teraz pisząc dzielę się z innymi tym moim mechanizmem radzenia sobie z rzeczywistością. Źródłem pomysłów jest wszystko co widzę, co czytam (moi ulubieni autorzy), różne legendy, mity, które napotykam, ale przede wszystkim to jest bardzo, bardzo dużo śnienie na jawie, fantazjowanie.

 

A mogę zapytać o ulubione mity, legendy?

Kiedy chodziłem do szkoły ilekroć lektury kierowały się w stronę legend, wtedy zaczynały mnie interesować i w dużej mierze to czego uczymy się w amerykańskich szkołach to jest mitologia grecka więc centaurowie, satyrowie, Odyseja, Iliada, to były rzeczy, na które zwracałem uwagę i które mnie interesowały. W zasadzie wtedy, kiedy chodziłem do szkoły starałem się chłonąć wszystko, co było jakąś formą mitu i legendy, więc np. „Sen nocy letniej”, który był takim fajnym, przyjemnym wprowadzeniem do świata wróżek, a kiedy z zacząłem pisać „Baśniobór” to w bardziej aktywny sposób zacząłem się interesować różnymi mitologiami, mitami, więc zacząłem studiować mitologię rdzennych amerykanów, aborygenów australijskich, mity skandynawskie i im więcej czytałem o różnych bogach i potworach z różnych kultur tym więcej znajdywałem pomysłów, więcej znajdowałem stworzeń, które mogłyby zaludniać „Baśniobór” i inne magiczne rezerwaty, które stworzyłem. Jeśli chodzi i mity i legendy tak automatycznie, zupełnie tego nie kontrolując zwracałam uwagę na różnego rodzaju istoty i potwory. Z jakiegoś powodu zawsze pamiętałem je lepiej niż same historie, same fabuły. I może właśnie dlatego, kiedy czyta się „Baśniobór” i „Smoczą straż” to można tam spotkać wszystkie baśniowe stworzenia, o których kiedykolwiek się słyszało.

 

Jesteśmy w Krakowie, to może zapytam o legendy krakowskie.
(Brandon Mull śmieje się i pokazuje zdjęcie z pomnikiem Smoka Wawelskiego).
Mogę powiedzieć, że moi polscy wydawcy bardzo dbają, abym poznał polskie legendy i bardzo chcą, aby choć jakaś ich część trafiła do „Smoczej straży” i mogę powiedzieć, że jest bardzo możliwe, że właśnie tak stanie. To dlatego, że zawsze szukam ciekawych mitów i legend i właśnie tutaj Smok Wawelski był bardzo inspirujący, podobnie jak warszawska Syrenka i zastanawiam się cały czas, jak to zrobić, żeby gdzieś w którym momencie tej serii, coś się działo w Polsce. Kiedy ostatnim razem byłem w Polsce, we Wrocławiu, to wtedy dzięki Wrocławiowi zacząłem myśleć o krasnalach.

 

Wróćmy do pisania, do tego jak Pan pisze. Zawsze interesuje mnie warsztat pisarza, jego miejsce, w którym tworzy. Czy to jest uporządkowana przestrzeń z poukładanymi książkami, notatkami, książkami, tablicą czy też to może być przestrzeń, gdzie biegają dzieci, gra telewizor, radio. Jak to wygląda u Pana? Czy są jeszcze jakieś godziny pracy?

To co dla mnie jest ważne, to to, żeby wszystkie „rozpraszacze” były bardzo ograniczone, żeby było bardzo mało rzeczy, które mnie odbciągają uwagę, dlatego, że ja się bardzo łatwo rozpraszam, czyli nie mogą mnie otaczać inni ludzie, nie mogę słyszeć dźwięku telewizora. Niektórzy pisarze piszą w kawiarniach, ja tak nie mogę, dlatego, że wtedy zamiast pisać oglądałbym ludzi. Czasem słucham muzyki, ale to musi być już znajoma muzyka, gdubym słuchał jakiś nowych utworów zwracałbym uwagę na muzykę i znowu się rozpraszał. Często potrzebuję ciszy i miejsca, gdzie mogę się położyć z laptopem na łóżku lub na podłoże. To mi bardzo odpowiada. Bałagan mi nie przeszkadza. Jestem bardziej bałaganiarzem niż zorganizowanym człowiekiem.

 

Jak się Pan porusza wśród bohaterów. Jest ich dość sporo, jak się zatem nie pomylić, kto już był, kto ile ma lat, kto jak wygląda? Autorzy czasem mają swoje notatki, w których zapisują, kto się gdzie pojawił, jak był ubrany i w jakim jest wieku.

Mam wiele wad i w wielu różnych sprawach jestem kiepski, ale moją super mocą jest śnienie na jawie, więc mam doskonałą pamięć do historii, zatem trzymam je wszystkie w swojej głowie. Najczęściej nie potrzebuję zatem notatek, ponieważ historie, które wymyślam, wymyślam je jak film w swojej głowie, który odtwarzam sobie sam setki razy, aż się stanie znajomy. Tym samym znam go bardzo dobrze. Natomiast „Baśniobór” pisałem między 2006 a 2010 rokiem, więc kiedy przystąpiłem do pisania kontynuacji, to była mi potrzebna pomoc. Minęło dużo czasu - 7 lat, więc musiałam przypomnieć sobie kim wszyscy byli i co się działo, jakie były między nimi połączenia. Poprosiłem moją szwagierkę, która jest bardzo dobra, jeśli chodzi analityczną pracę, żeby przygotowała grubą księgę, w której rozpisała rozpisała relacje, kto kim jest i rzeczywiście nie zawsze, bo dużo wciąż pamiętałem, ale z tego korzystałem.

 

W takim razie kolejne pytanie jest bez sensu, bo chciałam zapytać o wpadkę. Czytelnicy znaleźli jakiś błąd i przysłali informacje: „Szanowny Panie, tu jest pomyłka, ten bohater zachowywał się lub wyglądał wcześniej inaczej….”

Trochę błędów czasami się zdarza. To jest mój największy koszmar dlatego, że bardzo ciężko pracuję nad tym, aby utrzymać złudzenie iluzji. Ja wierzę w to, że fantasy to nie jest nonsens, tylko świat, który składa się z innego zbioru reguł, które muszą być spójne. Czytelnik musi zanurzyć się w tym świecie i na ten czas uwierzył, że wszystko jest prawdziwe i autentyczne, więc każdy jakiś nawet mały błąd, który mi się gdzieś wkradnie jest dla mnie frustrujący. Na szczęście nigdy nie zdarzył mi się jakiś taki duży błąd, który by rozsadzał całą konstrukcję. Drobne wpadki tak - na przykład ktoś coś innego nosił. Czasami czytelnicy pytają o to lub zwracają uwagę. Jeśli mi się udaje to staram się wymyślić jakieś wyjaśnienie, dlaczego to był błąd, tylko, że ma to swoją logikę. Często robię to na poczekaniu. A czasami w kolejnych wznowieniach, w kolejnych wydaniach, redagujemy te błędy i je usuwamy.

Czy jest jakiś pierwszy czytelnik, np. Pana dzieci lub zaprzyjaźnione dzieci, które czytają książki i oceniają. A następnie po ich uwagach nanoszone są na poprawki.

Moimi pierwszymi czytelnikami jest grupa przyjaciół, którą zebrałem przez lata. Niekoniecznie są to dzieci, lecz dorośli myślący podobnie jak ja, którzy lubią fantasy. Częściowo są to dawni członkowie mojej trupy komediowej, którą prowadziłem na studiach, częściowo są to jest rodzina, częściowo są to moi sąsiedzi. Oni sugerują mi wiele poprawek, wiele uwag. Ja je uwzględniam zanim skończę książkę. A kiedy już kończę książkę, to zawsze czytamy ją z moimi dziećmi, mam ich czwórkę, czytam ją na głos. Ich komentarze wpływają na kolejną książkę. Bardzo zwracam uwagę na to co je zainteresowało, co je mniej zainteresowało. To uwzględniam w przyszłości.

 

Mimo ogromnej popularności seria o Baśnioborze została zamknięta. Nie pojawiła się pokusa, żeby napisać jeszcze kilkanaście tomów? A co z kolei spowodowało, że w „Smoczej straży” wróciliśmy do tego świata. Czy to były pomysły, które zostały nie wykorzystane, czy też może czytelnicy prosili, aby ten świat jeszcze raz dla nich otworzyć.

Kiedy przystępowałem do pisania „Baśnioboru” miałem plan na 5 książek, więc kiedy napisałam pięć części to było dokładnie to, co chciałem.Taki był plan, tak sobie założyłem i tak opowiedziałem. Gdybym wtedy na początku miał pomysł na 10-ksiąg to napisałbym 10 książek. Oczywiście, kiedy skończyłem pisać byli czytelnicy, który prosili o więcej, a kiedy po jakimś czasie spojrzałem z dystansem na te historie, zdałem sobie sprawę, że bardzo mało czasu spędziliśmy w Smoczych Azylach, które były jednymi z najlepszych elementów tego całego cyklu. Pomyślem zatem, że można do nich wrócić. Kiedy zacząłem myśleć o „Smoczej Straży” zaczęły mnie zalewać nowe pomysły, cała powódź nowych pomysłów przychodziła mi do głowy. I wtedy pomyślałem, że mógłbym opowiedzieć historię na większą skalę niż w pierwszym cyklu. Dlatego postanowiłem sobie założyć kolejny pięcioksiążkowy cykl, w którym bym tę historię opowiedział.

 

Może uda się podpytać trochę o kolejne części serii. W Polsce wydano dwie z nich, w przyszłym (2020) będzie trzecia, czy możemy zatem prosić o jakieś może zdradzenie tajemnicy, co się będzie działo w kolejnych, jeszcze nam nie znanych częściach. Czy coś nas zaskoczy?

To co lubię w trzecim tomie to akcja, która rozgrywa się w smoczym azylu na wyspie. Mamy tam zatem wreszcie okazję, aby spotkać stworzenia oceaniczne, morskie smoki, syreny, węże morskie, czyli wszystkie te istoty, których nie mogliśmy oglądać, dlatego, że akcja nigdy nie toczyła się w pobliżu wybrzeża. Tom drugi „Smoczej straży” kończy się czym szokującym i to, oczywiście będzie ważnym elementem tego, co się będzie działo w tomie trzecim. Jestem pewien, że wiele rzeczy będzie zaskakujących, będzie niespodziankami dla czytelników. Sytuacja dla bohaterów będzie się robiła coraz trudniejsza i przygoda będzie się rozrastała na coraz większą skalę.

 

Jeszcze chciałabym zapytać o literaturę na całym świecie. W Polsce mówi się często, że dzieci nie chcą czytać, że mało czytają, że kiedyś literatura była inna. Oczywiście częściowo my w portalu tego nie zauważamy, bo wokół nas, są dzieci, które czytają i tych czytelników jest bardzo dużo i są wspaniałe książki, ale chciałabym zapytać o samą istotę literatury, jaka ona powinna być, co powinna dawać, jak powinna zachęcać do czytania. Czy obserwuje Pan jakąś zmianę w stosunku do tego, kiedy Pan był dzieckiem czy jest tak samo.

Uważam, że teraz jest dużo lepszy czas do czytania, żeby być młodym czytelnikiem, niż wtedy kiedy ja byłem chłopcem. Jest znacznie więcej literatury fantasy dla młodych czytelników. Kiedy ja byłem dzieckiem jedyne co mogłem czytać to były „Opowieści z Narni” większość fantasy, czy też ogólnie fantastyki to były publikacje dla dorosłych. Seria książek o Harrym Potterze na prawdę zmienił ten cały obraz. Te książki pokazały, że jest olbrzymia rzesza czytelników, którzy chcą czytać takie książki. Po drugie pokazał, że książki dla młodych czytelników mogą być mądre i ciekawe również dla dorosłych, że mogą powstawać opowieści, które chciałaby czytać cała rodzina. I to są właśnie takie publikacje, które ja chce pisać. Aby dzieci czytały je z własnej woli, które byłyby tak dobrą zabawą, która może rywalizować z każdą inną formą rozrywki.
Chce jeszcze dodać, że jestem bardzo dużym rzecznikiem, orędownikiem literatury dla dzieci. W ciagu 15 lat mojej kariery odbyłem tysiące wizyt w szkołach, „chereliderem literatury” dla dzieci i często dzisiaj po tych 15 latach zdarza mi się, że przychodzą do mnie dwudziestoparolatkowie i mówią: „Pana książka była tą, która sprawiła, że zacząłem lub zaczęłam czytać” i dla autora nie ma niczego lepszego, co mógłby usłyszeć. Ja uwielbiam każdą formę dobrej rozrywki: lubię dobrą telewizję, dobre filmy, ale w dobra książka ma coś wyjątkowego. Mianowicie to, że cała historia rozgrywa się w głowie czytelnika i angażuje czytelnika w jej współkreację. Wciąga go i tak naprawdę czytelnik staje się, odtwarzając ją w głowie, jego częścią. Uważam, że naszą pracą jako pisarzy jest spotykanie dzieci z dobrymi książkami, dlatego, że kiedy poznają dobre książki zmieniają się w czytelników na całe życie.

 

Już ostatnie pytanie, jak się Pan czuje jako autor kochany przez czytelników i tłumaczony na wiele języków na całym świecie.

To jest olbrzymia ulga, że coś co miałem nadzieje, że będzie dobre, co w mojej głowie wydawało mi się dobre w mojej głowie, kiedy siedziałem sam i pisałem w pokoju. Przeczuwałem, że to może być zabawne czy ciekawe. Sam czasem nie wiem, czy mam czytelników. Dopiero kiedy dowiaduję się, że jest ich tylu, to jest to wspaniałe uczucie, że to co wydawało mi się, że może być interesujące właśnie takie jest.

 

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Wywiady

Warto zobaczyć