Warszawa

"...gdybym np. nie miał dzieci i pochodził ze złej dzielnicy, miałbym zespół hiphopowy..." Wywiad z Łukaszem Dębskim

"...gdybym np. nie miał dzieci i pochodził ze złej dzielnicy, miałbym zespół hiphopowy..." Wywiad z Łukaszem Dębskim powiększ

Z Łukaszem Dębskim, autorem książki „Pan Teodor Wąsik III, czyli kurs Bon-Ton dla dzieci” rozmawiała Marta Kapelan, uczestniczka warsztatów dziennikarskich Centrum Młodzieży im. H.Jordana

 
 Marta Kapelan: Jakie są według Pana najważniejsze zasady dobrego wychowania, których absolutnie nie może złamać zarówno dorosły, jak i dziecko?
Łukasz Dębski: To zależy, czy chodzi o zachowanie przy stole, wobec siebie, czy wobec osób trzecich. Dla mnie i dla moich dzieci najbardziej kłopotliwe jest kłócenie się albo nie okazywanie sobie szacunku przy osobach trzecich, nawet jeśli mamy różne zdania. Brak szacunku dzieci wobec rodziców, jak i rodziców wobec dzieci przy osobach trzecich to chyba najpoważniejszy błąd.
 
MK: Czy jakaś konkretna sytuacja skłoniła Pana do napisania książki o bon tonie? Zobaczył Pan np. dziecko, które nie potrafiło odpowiednio zachować się przy stole?
ŁD: Mój tata, gdy byłem małym dzieckiem zwracał bardzo dużo uwagi na to i jak miałem cztery latka potrafiłem już pokroić schabowego nożem i widelcem. Kosztowało mnie to strasznie dużo zdrowia (śmiech). Pomyślałem sobie, że może dzieciom będzie łatwiej jak dostaną te wszystkie informacje w jednej książce. Na pewno przyglądając się swoim dzieciom i innym dzieciom zawsze tak jest, że rodzice uważają że teraz właśnie dzieci są gorsze, ale już od czasów Platona wszyscy krytykują pokolenia, które dopiero rosną.
 
MK: Dżentelmen w Pana wydaniu, czyli Teodor Wąsik III jest uosobieniem elegancji, ale żeby odpisać na listy wyciąga swojego notebooka i pisze maile. Celowo połączył Pan klasykę z nowoczesnością?
ŁD: Tak, ponieważ powinniśmy wiedzieć jak się zachowywać korzystając z Internetu czy pisząc SMS, tak samo jak mamy zasady tego jak się przywitać, jak toczy się rozmowę w sposób kulturalny. Tam też powinniśmy okazywać sobie szacunek. To, że ktoś jest dobrze wychowany i tak jak nasz główny bohater jest ambasadorem w podeszłym wieku nie znaczy, że nie umie korzystać z Internetu. Dobre zachowanie powinniśmy przenosić na wszelkie formy komunikacji ze sobą.
 
MK: Czy Pana zdaniem ktoś taki jak Teodor Wąsik mógłby istnieć we współczesności?
ŁD: Pewnie, ja z resztą poznałem takiego Pana, który jest pierwowzorem tej postaci. To był były ambasador Polski w Watykanie, obecnie już staruszek mieszkający na warszawskim Starym Mieście w pięknym starym mieszkaniu, pełnym starych książek. Pamiętam jak przyjechaliśmy do niego w czwórkę (2 małżeństwa) i wszyscy byli oczarowani jego manierami. Każda chwila z nim spędzona była przyjemnością. Wstaliśmy o 7 rano a on już był w garniturze i szykował nam śniadanie. I ja chciałbym być takim dziadziusiem jak już będę dziadziusiem.
 
MK: Najnowszą bajkę poświęcił Pan w całości wychowaniu, ale we wcześniejszym utworze ,,Zegarek" również nawiązał Pan do bon tonu. W „Zegarku” poznajemy wujka Czarka, który wbrew swojej woli spóźnia się na spotkania. Na końcu stwierdza, że „pod tym względem nie należy być zbyt surowym dla młodzieży”. Czy tylko w tym wypadku młodzież może dostać taryfę ulgową?
 
ŁD: Dzieci w ogóle inaczej pojmują czas. Czas leci dla nich zupełnie innym trybem niż dla dorosłych. Chciałbym im powiedzieć, że nawet jeśli dziecko się spóźni nie oznacza to braku szacunku, tak jak często myślą dorośli. Dlatego w tym jednym elemencie, może nie mówię o taryfie ulgowej, ale o tym by na wzajem się rozumieć. To samo np. dotyczy nudy. Dorośli, którzy nie mają czasu w ogóle nie wiedzą jakim wielkim problemem dla dzieci jest nuda, a 8latek, który nie ma co robić jest bezbronny. To jest jego wielki walec, który go przygniata i trzeba mu coś wymyślić. Nuda jest dla dzieci problemem niezbadanym przez dorosłych, ponieważ dorośli się nie nudzą.  
 
MK: No właśnie, rodzice wymagają od swoich dzieci zachowania dobrych manier, ale czy sami je zachowują? Czy dorośli dbają o bon ton?
ŁD: Ha, no to jest kolejny element tej książki. Trzeba zdać sobie sprawę, że dorośli, chociaż sami chętnie opowiadają dzieciom, jakie dzieci być powinny sami się czasem do tych zasad nie stosują. Na kilku stronach mojej książki jest taka instrukcja obsługi dorosłych: z czym należy się liczyć, jakie są zagrożenia, na punkcie jakich rzeczy dorośli mają fioła, a dla dzieci to często w ogóle nie jest ważne.
 
MK: A czy Panu zdarzyło się popełnić jakąś wpadkę? Banalny błąd, na myśl o którym czerwieni się Pan po uszy?
ŁD: Naturalnie, ale jako autor książki o bon tonie muszę pozostawić to w sekrecie (śmiech).
 
MK: Rozumiem. Książki, które ilustruje Pana żona Ania zadedykowane są Pańskim dzieciom, Kalince i Kacperkowi. W jaki sposób dzieci wpływają na Pańską twórczość? Czy zawsze korzysta Pan z ich rad?
ŁD: Gdyby nie dzieci pewnie nie pisalibyśmy w ogóle tych książek. Bardzo chętnie biorą udział w ich powstawaniu, zwłaszcza w warstwie plastycznej. Do ostatnich dwóch książkach Kacper lepił figurki z masy solnej, co sprawiło mu ogromną frajdę. Dzieci zawsze mówią wprost , co myślą o naszych książkach, nawet jeśli im się coś nie podoba. Kiedyś nawet poprosiłem Kalinkę, żeby wymieniła swoich pięciu ulubionych autorów i niestety ja się w tej piątce nie znalazłem (śmiech). Nasze dzieci rosną coraz bardziej, a książki razem z nimi. No cóż, pewnie niedługo będziemy pisać jakieś horrory prozą albo kryminałki.
 
MK: Jest Pan wobec nich bardzo wymagający jeśli chodzi o zasady dobrego wychowania, czy jako ojciec troszkę spuszcza Pan z tonu?
ŁD: U nas jest akurat tak, że to ja jestem tym dobrym policjantem, to mama raczej je pilnuje.
 
MK: Łatwo jest pisać książki dla dzieci?
ŁD: Ja akurat bardzo lubię pisać książki dla dzieci. Powieść, którą pisałem prozą dla dorosłych pisałem bardzo długo. Wynika to z tego, że bardzo łatwo przychodzi mi rymowanie. Pewnie gdybym np. nie miał dzieci i pochodził ze złej dzielnicy, miałbym zespół hiphopowy bo rymuje z głowy i jest to dla mnie bardzo duża przyjemność.
MK: Dziękuję!
 
 

Warto zobaczyć