Warszawa

Przygody Sindbada Żeglarza - relacja z Teatru Muzycznego w Gdyni

Przygody Sindbada Żeglarza - relacja z Teatru Muzycznego w Gdyni

Niedzielny wieczór spędziliśmy bardzo kulturalnie - wybraliśmy się na przedstawienie do Teatru Muzycznego w Gdyni. W ostatni weekend odbyła się premiera rodzinnego spektaklu "Przygody Sindbada Żeglarza" opartego na baśni Bolesława Leśmiana.


Pierwsze wrażenie - bardzo pozytywne. Sam Teatr Muzyczny przywitał nas pięknymi wnętrzami, przestrzenią i dobrym, klasycznym stylem.

 

Baśń o Sindbadzie jest dobrze znana zarówno dorosłym, jak i dzieciom - jest to ponoć najbardziej znana bajka z Księgi tysiąca i jednej nocy. Opowiada historię chłopca, który wyruszył w daleką podróż, aby zwiedzać świat i przeżywa niesamowite przygody.

 

 

W spektaklu pokazano kilka tajemniczych miejsc, do których trafił Sindbad, m. in. krainę, w której mieszka Najpiękniejsza - księżniczka zjadająca diamenty, dwór króla Miraża, wyspę afrykańską, czy kraj ludożerców. Wszędzie chłopcu towarzyszył Diabeł Morski - raz mu przeszkadzając, a raz pomagając.


Wraz z każdą nową przygodą pojawiała się nowa scenografia: bajkowa i kolorowa - idealna dla dzieci. Dodatkowo zastosowano ciekawe rozwiązanie - do sceny dobudowano motyw statku, którym podróżował Sindbad. Dało to fajny efekt - scena weszła w przestrzeń widowni i przybliżyła aktorów do widza.

 


Kostiumy były równie fantazyjne i kolorowe. Mi najbardziej utkwiły w pamięci sceny z udziałem tubylców na wyspie afrykańskiej oraz dwór króla Miraża, gdzie pojawił się gigantyczny, niebieski słoń. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie również wplecione w akcję pokazy akrobatyczne, które stanowiły ciekawe urozmaicenie.

 


Mieliśmy miejsca bardzo blisko sceny, akurat tuż obok przejścia, którym co jakiś czas wbiegały na scenę postacie. Fajnie - bo choć syn podskoczył kilka razy ze strachu, to czuliśmy się jakby bliżej aktorów, którzy kilka razy zaczepili nas uśmiechem, czy gestem.

 

Całemu spektaklowi towarzyszyła muzyka Grzegorza Turnaua, skomponowana przez niego specjalnie na tę okazję. Czasem spokojna, a czasem niezwykle dynamiczna; momentami nieco orientalna lub charakterystyczna - szantowa.

 

Spektakl trwał 3 godziny - dla młodszych dzieci, jak mój syn (niecałe 6 lat), to nieco długo, żeby wysiedzieć w jednym miejscu. Na szczęście pomiędzy aktami była przerwa, podczas której można było się nieco przejść, rozprostować lub skorzystać z oferty kawiarni na piętrze.

 


Podsumowując - bardzo się podobało. Pięknie pokazana, wyśpiewana i wytańczona baśń dla dzieci i dla dorosłych. Widziałam, że syn nie wszystko zrozumiał - ale nie to było w tym widowisku najważniejsze.


Warto raz na jakiś czas zafundować sobie taką kulturalną ucztę. Szczególnie w przypadku dzieci dobrze jest, jeśli mają możliwość poznania różnego rodzaju sztuki - nie tylko kina i bajek z telewizji. Niestety, z uwagi na cenę biletów, nie jest to rozrywka dostępna dla każdego. A szkoda.

 

relacja: mama Kasia

 

zdjęcia: Piotr Manasterski

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Okiem rodzica

Warto zobaczyć