Warszawa

Pierwsze chwile bycia mamą

Pierwsze chwile bycia mamą

Mam wrażenie, że w trakcie pierwszej ciąży byłam egoistką. Dopiero dzieci mnie zmieniły. O dziwo nie zastanawiałam się wtedy w ogóle, czy sobie poradzę z dzieckiem, mimo, że była to dla mnie zupełnie nowa sytuacja.

 

Przez pierwsze miesiące ciąży bardzo się cieszyłam, że mogłam odsapnąć od codziennego wczesnego wstawania i troszkę monotonnej pracy (udało mi się ustalić, że pracuję w domu a w firmie pojawiam się tylko raz w tygodniu). Wszystko byłoby idealne, ale jedna rzecz nie dawała mi wtedy spokoju: tak, jak większość kobiet w ciąży martwił mnie poród. Ciągle myślałam o bólu, który mnie czeka i zastanawiałam się, jak go uniknąć. Nie wiedziałam, gdzie zwrócić się o poradę, z kim porozmawiać (nie wiedziałam o gimnastyce dla kobiet w ciąży, nie chodziłam na basen dla ciężarnych, nawet nie znałam innych kobiet w ciąży z okolicy)...

 

Z perspektywy siedmiu lat, które minęły od tego czasu, wiem, że nie tylko byłam wtedy zupełnie „zielona” w tych sprawach, ale i sama byłam zupełnie inna (dzieci bardzo człowieka zmieniają!). Informacji szukałam głównie w internecie – na forach dyskusyjnych, portalach tematycznych itp.  I oczywiście coraz bardziej się nakręcałam! Czytałam o strasznych warunkach w  szpitalach o tym, że w szpitalu pacjent jest traktowany przedmiotowo. Wybrałam się nawet do szkoły rodzenia, gdzie miało odbyć się spotkanie z anestezjologiem. Niestety dowiedziałam się w zasadzie tyle, że trzeba mieć duże szczęście, żeby się „załapać” na znieczulenie zewnątrzoponowe, na którym mi zależało. No i taka nie do końca przygotowana pojechałam na poród do jedynego w Poznaniu szpitala, gdzie podobno była szansa na takie znieczulenie (mimo, że miałam ginekologa z innej placówki). Na dodatek położna, z którą rozmawiałam o porodzie wyjechała  i zostałam sama.

 

Poród był w zasadzie szybki, ale ból nieziemski, do tego ja - wściekła, że nie dostałam tego znieczulenia, mimo że bardzo chciałam (przy kolejnym porodzie udało mi się już na nie załapać i, w moim przypadku, było to „wybawienie”). Wydaje mi się, że nie byłoby tak źle, gdyby nie moje nastawienie, że bez pomocy z zewnątrz sobie nie poradzę z bólem. Według mnie miało to większe znaczenie, niż tzw. „próg bólu”.


Z perspektywy czasu wydaje mi się, że pierwsze miesiące z dzieckiem  trochę marnotrawiłam – głównie „odpoczywałam po porodzie”. Niby wszystko robiłam, co trzeba, ale nic ponadto. Skupiłam się na szukaniu większego lokum dla naszej rodzinki. Dopiero, gdy syn miał około roku  odżyłam. Byliśmy „urządzeni” w nowym domu, a ja byłam w drugiej ciąży. I wtedy zaczęła się moja przygoda z macierzyństwem, która trwa do dzisiaj!

 

Nie wiem, co było tym punktem początkowym. Może klub maluszka, do którego zaczęłam chodzić z synem. Spotykaliśmy się raz w tygodniu. Można było odsapnąć, pogadać z innymi mamami oraz nawiązać przyjaźnie. Zaczęłam też myśleć o „przyszłości” syna. Może by go nauczyć angielskiego? W końcu najlepiej przecież drugi język znają dzieci, które od najmłodszych lat miały z nim styczność. Osłuchiwałam więc syna z angielskim (bajki, słuchowiska itp.). W międzyczasie urodził się drugi syn. Zaczęłam czytać w internecie o wczesnej edukacji. Odkrył się przede mną zupełnie nowy świat, o którym nie miałam pojęcia – Doman, Montessori - wcześniej te nazwy kojarzyły mi się tylko z „wymyślnymi” przedszkolami. Nie wiedziałam, że już niemowlaka można uczyć czytać, że warto małym dzieciom prezentować muzykę poważną, że pływanie z kilkumiesięcznym maluszkiem świetnie wpływa na jego rozwój fizyczny, że dzieci zaznajomione z matematyką w okresie przedszkolnym radzą sobie ZNACZNIE lepiej od rówieśników w tym zakresie w szkole. Teraz już to wiem, bo dzieci są większe i zaczynam „odrywać kupony” wczesnej edukacji. Wcześniej był to dla mnie głównie sposób na przyjemne spędzenie czasu z dziećmi – zabawa w czytanie napisów, liczenie koralików, słuchanie bajek po angielsku, rysowanie map, lepienie literek z plasteliny. Wszystko to byłą świetną zabawą zarówno dla mnie, jak i dla dzieci, która trwa nadal.

 

mama z Poznania

 

Jeśli macie ochotę podzielić się swoim doświadczeniem, piszcie na wioleta.pustulka@czasdzieci.pl. Chętnie zamieścimy Wasze teksty.

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Okiem rodzica

Warto zobaczyć