Warszawa

Industriada – Katowice Giszowiec

Industriada – Katowice Giszowiec

10.00 rano w sobotę zbiórka w parku. Dookoła widać już kolorowe parasole zwiastujące wesoły festyn. Wciąż jeszcze dużo biegania i rozkładania, ale pierwsze dzieci przychodzą już zaciekawione sprawdzić co się będzie działo. W powietrzu czuć już zapach grillowanej kiełbaski, widać już watę cukrową, rozstawiają się krzesła dla publiczności koncertów. Dzieci zaciekawione patrzą na kolejne namioty i zastanawiają się co się będzie pod nimi kryło.

 

Kolorowe bańki mydlane szybko pojawiają się blisko sceny, nieco dalej ktoś związuje taśmą kolejne drzewa, a obok nich kilka osób składa jakąś skomplikowaną konstrukcję, która szybko okazuje się batutem. Ktoś obok przejechał na jednokołowym rowerze, a z drugiej strony zaczynają dobiegać piski i gwizdy ludzi w bardzo kolorowych ubraniach z bardzo dziwnie przystrojonymi rowerami.

 

Dzieci przybywało coraz więcej, czasem zwabiane przez kolorowy korowód na rowerach, biegły sprawdzić co takiego się dzieje w parku. Dotychczas szary chodnik, zaczął pokrywać się kolorami kredy. Dzieci na początku nieśmiało przyłączały się do zabawy, jakby czekały na pozwolenie i obawiając się, że może jednak ktoś im tego zabroni. Ale kreda wyglądała tak zachęcająco, że trudno było nie skorzystać. Przy jednej z ławek szybko zebrał się mały tłum. Kolejne dzieci grzecznie czekając w kolejce, mogły przymierzyć nowe dziwne, skaczące buty – Poweriser. Nagle okazywało się, że można chodzić jak dinozaur i być wyższym o 20cm. Coraz więcej dzieci ustawiało się więc w kolejce by też spróbować, szczególnie, że odważni mogli liczyć na nagrody.

Inni w tym czasie przekonywali się, że jedno koło w rowerze to wcale nie za mało i dzielnie podejmowali naukę jazdy na monocyklach, widząc trójkę wspaniale jeżdżących na tym sprzęcie panów, gotowych by nauczyć tej sztuki każdego odważnego, który się tylko do nich zgłosi.

 

Taśmy pomiędzy drzewami okazały się linami, po których można chodzić! A do tego pan instruktor potrafił na nich zrobić niesamowite rzeczy, jak skakanie na siedząco, a nawet salto! Dzieci były oczarowane slackline i starały się wykorzystać okazję do chodzenia, lub chociaż huśtania się na takiej linie, jak na wyjątkowo skaczącej huśtawce.

 

Był też ogromy batut i można było skakać do woli, trzeba było tylko pamiętać, żeby zdjąć wcześniej buty i poczekać aż poprzednie kilka osób wyjdzie. To czekanie było najgorsze, tak już by się chciało poskakać, ale nie może za dużo osób naraz.

 

Kolorowy dmuchany zamek nie budził już tyle emocji. Nie można tam było dostać naklejek portalu CzasDzieci.pl i na dodatek trzeba by zapłacić za chwilę zabawy. Z tej perspektywy wszystko inne wyglądało dużo bardziej kolorowo, toteż dzieci tym chętniej korzystały z innych atrakcji.

 

W tle rozbrzmiewał koncert Mojito Konga, takie przyjemne dla ucha dźwięki, jakie zespół potrafił wydobyć z różnego rodzaju bębnów. Rodzice w tym czasie mogli sobie spokojnie usiąść w krzesłach i obserwować, albo zjeść trochę dobroci z grilla, wiedząc, że ich pociechy są cały czas pod opieką instruktorów od wszystkich tych dziwnych sprzętów.

 

Ach, trzeba będzie pojechać jeszcze z dziećmi na taką większą imprezę do Gliwic - Ulicznicy, gdzie 1-3. lipca jeszcze dodatkowo będzie można nauczyć się żonglować i spróbować wielu innych fantastycznych rzeczy!!!

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Okiem CzasDzieci.pl

Warto zobaczyć