Warszawa

Bardzo lubię grać i śpiewać... - wywiad z Łukaszem Dębskim

Bardzo lubię grać i śpiewać... - wywiad z Łukaszem Dębskim

Jakie książki z dzieciństwa zrobiły na Panu największe wrażenie?


Łukasz Dębski: Z dzieciństwa najchętniej wspominam Cypiska i Rumcajsa. Będąc małym chłopcem, bardzo lubiłem też książki Alfreda Szklarskiego, które są ciągle wznawiane i wydaje mi się, że nadal trafiają w gust dzieci. Chętnie czytałem wiersze Brzechwy i Tuwima. Myślę nawet, że w moich tekstach można jakieś echa tych lektur usłyszeć, na przykład w konstrukcji, w rytmie, a także w podejściu do warstwy scenariuszowej utworów. Lubiłem, jak wszystkie chyba dzieci z moich czasów, baśnie H. Ch. Andersena z rysunkami J. M. Szancera – to są twórcy, którzy do dzisiaj stanowią nierozłączną parę w mojej pamięci, i to do tego stopnia, że obrazki nachodzą w wyobraźni na tekst. Dla mnie wydawanie Andersena z innymi ilustracjami nie ma sensu, nie jestem w stanie się przestawić.


Ja w ogóle, będąc dzieckiem, nie czytałem zbyt wiele i to trwało bardzo długo. Interesowałem się raczej sportem. Grałem w nogę, potem trenowałem badmintona, więc nie miałem czasu na czytanie książek. Trochę tego żałuję, ale to, co działo się wtedy, też było interesujące i nie zamieniłbym czasu poświęconego na sport na nic innego. Sam nie sięgałem po książki zbyt często, ale w czasach głębokiego dzieciństwa mama czytała mi bardzo dużo i to z tego okresu tak dobrze pamiętam Andersena czy Cypiska i Rumcajsa.


Proszę opowiedzieć o miejscu, w którym Pan dorastał.


ŁD: Miałem szczęście wychowywać się w dużej grupie rówieśników i w fajnym otoczeniu, jeśli chodzi o przyrodę. To było miejsce po trosze przypominające pejzaże z Dzieci z Bullerbyn, a po trosze z Mikołajka. Patrząc na swoje dzieci, które są w pewien sposób uwięzione w mieście, widzę, że i one tęsknią za możliwością spacerowania gdzieś samopas. A my, jako rodzice, oczywiście ze względu na bezpieczeństwo, nie jesteśmy w stanie ich puścić. Ja, będąc w wieku mojego syna, po prostu włóczyłem się całymi dniami po lesie i jakichś dzikich ostępach, a sam bym mu na to nie pozwolił.


Napisał Pan Przewodniki dla dzieci (Francja, Włochy, Grecja oraz Wierszownik z podróży dookoła świata), a czy Pan lubi podróżować i oglądać miejsca, tak jakby patrzyły na nie dzieci? Może stąd właśnie wzięła się inspiracja do tworzenia takich książek?


ŁD: Bardzo lubię podróżować – tym bym się zajmował cały czas, gdybym tylko nie musiał chodzić do pracy. Kiedy wyjeżdżam w grupie dorosłych to plan zwiedzania wygląda oczywiście inaczej niż kiedy wyruszam z dziećmi. Interesuję się architekturą, malarstwem, zwłaszcza holenderskim z XV i XVI wieku. Jeśli więc wyruszam sam lub z żoną Anią – a część tych moich pasji wynika z jej zainteresowań, bo to ona nauczyła mnie czytania obrazów i poszukiwania własnych upodobań w malarstwie, które są już dziś zupełnie inne aniżeli jej – to poszukuję innych atrakcji. Jednak bardzo lubię wyjeżdżać też z dziećmi i znajdować takie rozrywki, które dla nich są fajne. Lubię spędzać aktywnie czas z synem i córką, więc, jeśli mamy okazję gdzieś jechać, to staram się patrzeć na świat ich oczyma i pod kątem ich rozrywek. Chętnie więc spędziłbym cały tydzień na przykład w Parku Asterixa pod Paryżem. Pewnego razu poświęciliśmy na to miejsce półtora dnia i to była naprawdę świetna zabawa.


My bardzo dużo podróżujemy samochodem, nawet do odległych miejsc w Europie. Ilość pytań, które zadają dzieci podczas takich wyjazdów, może zamęczyć każdego rodzica. A kiedy dziecko ma przewodnik, to siedzi sobie cicho z tyłu i czyta. Między innymi z tych cynicznych pobudek powstały wspomniane przez Panią przewodniki. Ale także z tego powodu, że tłumaczenie dzieciom wszystkiego, nie jest wcale takie proste. Nawet rozpisanie osi czasu dla dziesięciolatka i tłumaczenie, czym był renesans lub barok albo gdy powiemy, że ktoś pochodzi z jakiegoś okresu, nie pomoże - dla dzieci to jest w ogóle nieczytelne. Natomiast opisanie architektury, obrazów, obyczajów innych krajów ich językiem może być dla nich ciekawe. Trzeba jednak znaleźć klucz i odpowiedni sposób opowiadania. My staraliśmy się też szukać takich wiadomości, które zainteresują dzieci, a jakich z pewnością nie znajdziemy w przewodnikach dla dorosłych. Mali turyści uwielbiają na przykład czytać o innych dzieciach, więc informacja o tym, że we Francji dzieci nie chodzą do szkoły w środę, będzie bardzo ciekawa dla polskich uczniów.


A właściwie to dlaczego dzieci we Francji nie chodzą do szkoły w środę?


ŁD: Wtedy to organizowane jest coś w rodzaju dnia społecznego, poświęconego na wycieczki, służące poznawaniu własnego kraju i kultury. Często wyjścia takie planowane są przez rodziców, dzieci spotykają się też w domach i po prostu wspólnie przygotowują posiłki, poznając kulturę kulinarną swojego kraju.


Na przekór tym dalekim podróżom zapytam teraz o rodzinne okolice. Pisze Pan też książki poświęcone Małopolsce (Kierpce, wianki, obwarzanki). Pomysł na podjęcie takiej tematyki wziął się z patriotyzmu lokalnego czy Kraków jest wyjątkowym dla Pana miejscem?


ŁD: W Małopolsce, w porównaniu z innymi województwami, jest wyjątkowo duża ilość atrakcji – zarówno jeśli chodzi o zabytki, jak i piękno krajobrazu. Małopolska jest pod tym względem szczególnie bogata, a nie wszyscy, nawet pochodzący z tych okolic, o tym wiedzą. Cóż, ja i moja rodzina żyjemy tu od urodzenia, jeździmy na wycieczki z naszymi dziećmi, więc z pewnością przemawia przeze mnie patriotyzm lokalny. Ale przyczyną powstania tej książki jest też to, że znalazł się wydawca na taką, bądź co bądź ryzykowną, publikację, bo nie ma zbyt wielu przewodników dla dzieci o regionach. Zdarzało mi się oglądać przewodniki o miastach – o Wrocławiu czy Krakowie. Jednak jeśli chodzi o Małopolskę, czyli o całe województwo, to chyba Kierpce, wianki, obwarzanki to jest pionierski pomysł. Świadomość tego, że Urząd Marszałkowski będzie tę książkę udostępniał wielu dzieciom za darmo, był kolejnym motorem do pracy. Mieliśmy bowiem pewność, że dotrze ona do wielu czytelników. Część nakładu ma być udostępniona szkołom i przedszkolom za darmo, i to jest piękna sprawa! A nie ma co kryć, że produkcja takiego przewodnika jest bardzo droga i wymaga dużej pracy redakcyjnej – zebranie materiału fotograficznego i innych danych to nie to samo, co wykreowanie fikcji.


Powiedział Pan kiedyś podczas wywiadu: „Pewnie gdybym np. nie miał dzieci i pochodził ze złej dzielnicy, miałbym zespół hiphopowy, bo rymuję z głowy…” – napisał Pan jakąś piosenkę? Oczywiście niekoniecznie hiphopową? A może ma Pan to w planach?


ŁD: Tak, napisałem kilka piosenek, ale one dotychczas nie ujrzały światła dziennego. Pisałem też piosenki dla dzieci, bo muzyka jest moją drugą pasją, ale taką domową. Bardzo lubię grać i śpiewać, a to, że nie mam talentu wokalnego zupełnie mi nie przeszkadza. Ciekawe jest obserwowanie mojego syna, który też posiada umiejętność lekkiego rymowania. On, będąc w drugiej klasie, wymyślał na przykład wierszyki kolegom do laurek dla mam. Ja pamiętam, że byłem taki sam. Trudno się chwalić takim talentem, bo on nie jest moją zasługą, po prostu jest. Stąd też znacznie łatwiej pisze mi się wierszowane książki dla dzieci niż prozę dla dorosłych.


Jest Pan dyrektorem Stowarzyszenia Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA. Jak to się stało, że zaangażował się Pan do pracy w tym stowarzyszeniu?


ŁD: Moje zaangażowanie w prace Stowarzyszenia wynikało z tego, że będąc właścicielem Cafe Szafe i zajmując się tym miejscem wspólnie z żoną, organizowaliśmy sporo przedsięwzięć kulturalnych: festiwali, spotkań czy koncertów, a w pewnym momencie zaczęło mi brakować przestrzeni na to, żeby zrealizować się przy tworzeniu większych imprez. Natomiast pracując w stowarzyszeniu PAKA, mam okazję organizować przedsięwzięcia na dużo większą skalę. Tam jest też oczywiście większy zespół ludzi. I czy to Festiwal Kabaretowy PAKA czy rozmaite inne festiwale, koncerty, które organizuje Stowarzyszenie, to wydarzenia te pozwalają mi rozwinąć skrzydła. Mogę się też znacznie więcej nauczyć.


A jak spędza Pan czas z dziećmi, oczywiście poza wycieczkami?


ŁD: Cieszę się, że robi się coraz cieplej, ponieważ będziemy mogli spędzać więcej czasu na zewnątrz. Tak jak wszyscy tatusiowie jeżdżę z dziećmi na rowerach. Wspólnie gramy też w piłkę nożną nogę, w badmintona – to jest moja dawna pasja, więc dzieci także nauczyłem grać. Poza tym chodzimy na basen i jeździmy na narty.


Dziękuję za rozmowę.


ŁD: Dziękuję.

 

Z Łukaszem Dębskim rozmawiała Marta Pustuła

 

Łukasz Dębski poleca także Miejsce na Czasie - Cafe Szafe (kliknij). A my zapraszamy do zapoznania się z rankingiem jego ulubionych książek (kliknij).

 

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Wywiady

Warto zobaczyć