Warszawa

Nie taki żłobek straszny…

Nie taki żłobek straszny…

Po niedawnych wydarzeniach związanych ze złym traktowaniem dzieci w żłobku zapewne wielu rodziców zastanawia się czy bezpiecznym jest oddawanie pod opiekę swoich pociech do takich instytucji jakimi są żłobki. Małe dzieci „żłobkowe” nie potrafią jeszcze mówić, więc nie można dowiedzieć się od nich co robiły w czasie pobytu poza domem. Nie ukrywam, że ja sama zastanawiałam się czy żłobek do którego uczęszcza moja córka jest dla niej bezpieczny?


Podzielę się jak to było z nami. Moja córka uczęszcza do żłobka od pół roku. Jest to żłobek prywatny (niestety, bo dość kosztowny, jednak miejsca w państwowym żłobku nie udało nam się dostać i nie mieliśmy innego wyjścia. Opiekunka jest jeszcze droższym rozwiązaniem. ) Może to nie jest zbyt długo, ale opinię już sobie wyrobiłam. Zanim jednak zdecydowaliśmy się z mężem na właśnie ten żłobek szukaliśmy różnych informacji na jego temat wśród znajomych, w internecie, oraz u samego źródła– czyli w żłobku.  Udało nam się uzyskać same pochlebne opinie. Poszliśmy więc na wizytę zapoznawczą. Może sale nie są wyposażone w najnowsze i najmodniejsze zabawki, za to panie opiekunki wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. W tym miejscu nie są najważniejsze wartości materialne, ale wiedza, czas poświęcony dziecku i z dzieckiem.


Mimo, że wszystko wskazywało na „tak” dla żłobka to my rodzice nie mogliśmy nadal się odważyć na ten krok by oddać nasze dziecko na kilka godzin w ciągu dnia pod opiekę obcym osobom. Nie było innego wyjścia. Obecna sytuacja na rynku pracy nie jest łatwa i podjęcie decyzji o powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim nie należała do szybkich.  Ostatecznie trzeba było powziąć jakieś kroki. Córka do żłobka – mama do pracy. Podobno takie małe dzieci w wieku „żłobkowym” są w stanie szybciej się przyzwyczaić niż te dzieci, które swoją przygodę z podobnego typu instytucjami zaczynają dopiero w wieku przedszkolnym.


Przyznam, że nie żałujemy naszej decyzji. Początki jednak nie były łatwe. Adaptacja w żłobku trwała prawie miesiąc. Pobyt  podczas pierwszych dni trwał zaledwie kilka minut i byłyśmy tam razem. Następnym etapem było zostawianie córki w sali z opiekunką i dziećmi, a ja stałam za drzwiami i czekałam na alarm. Gdy następował – wkraczałam do akcji.  Potem już Ania zostawała sama, a ja szłam na godzinę na spacer lub zakupy aż w końcu dotarliśmy do momentu gdy trzeba było zostawić dziecko i iść na 6 – 7  godzin do pracy.  Powoli i małymi kroczkami  dziecko oswoiło się z nowym miejscem, z nowymi osobami i zasadami. Po miesiącu adaptacji córka sama szła pod drzwi sali, nauczyła się pukać, więc malutkimi paluszkami, stukała do drzwi i biegła radośnie do dzieci. Teraz już nawet nie ogląda się za mną tylko od razu biegnie by się bawić. Jak dowiedziałam się od pań pracujących w żłobku, nie należy zbyt długo żegnać się z dzieckiem, bo to tylko pogarsza sytuację.  Tak też robiliśmy i wychodziło nam to na dobre. Bez zbędnych buziaków na pożegnanie, przytulasków i innych podobnych gestów zostawialiśmy dziecko i szliśmy dalej. Czasami zdarzyło mi się zagadnąć córkę na pożegnanie:  „zrób mamie papa”, „daj buziaka” i wtedy właśnie przychodził płacz. Córka wczepiała się we mnie malutkimi rączkami i nie chciała wypuścić.


Wiadomo, że każda mama przeżywa ten moment (przynajmniej tak było ze mną), gdy to przez kilka miesięcy opiekowała się sama swoim największym skarbem aż tu nagle nadszedł moment postawienia go pod opieką innych. Może nawet przeżywa bardziej takie rozstanie niż dziecko. Jednak tu też nie wolno pokazywać dziecku swoich emocji, bo ono wszystko czuje i zachowuje się podobnie.


Moje wnioski na temat żłobka:


Jesteśmy naprawdę zadowoleni. Córka ma tam różnego rodzaju zajęcia: plastyczne,  artystyczne czy też  muzyczne. Widzimy wyraźną różnicę w zachowaniu naszej córki. Wcześniej nieśmiała i nieufna teraz bardziej odważna, więcej potrafi. Praktycznie co dzień gdy wraca do domu zaskakuje nas  swoimi nowymi umiejętnościami. W towarzystwie dzieci zjada więcej i chętniej. Uczy się, że zabawkami należy się dzielić  z innymi. Uczy się po prostu funkcjonowania we wspólnocie. Mam nadzieję, że to zaowocuje w przyszłości.
Są też niestety i minusy, bo wiadomo, dzieci jest dużo i więcej okazji do złapania jakiegoś wirusa. Przed żłobkiem nie chorowała ani razu. Teraz mamy już dwa przeziębienia za sobą. Jednak wydaje mi się, że plusy przeważają.
Czasami warto odważyć się na ten krok, a wyjdzie to na dobre i dziecku i rodzicom.

 

Aga mama Ani


blog:
http://rodzinanazielonymwzgorzu.blogspot.com/

 

Komentarze

Więcej

Warto zobaczyć