Warszawa

Zima dla spragnionych… historii

Zima dla spragnionych… historii

Zwykłem pisać artykuły zachęcające do aktywnego wypoczynku na łonie natury. O miejscach, które choć znane w pewnych kręgach turystów, często nie są zauważane przez szersze grono. Czasem nawet osobliwości poszczególnych miejsc nie znane były jednym, jak i drugim. Lecz czas może spojrzeć nieco wstecz, zanurzyć się odrobinę w naszą historię – tę z XX wieku, którą nieraz kojarzy się jedynie z zawieruchą obu wojen, deportacji, wysiedleń i ogólnie krzywd wyrządzonym wielu narodom.

I właśnie na bazie tych wydarzeń, chciałbym Państwa zaprosić do odwiedzin magicznych gór – gór niejednokrotnie pomijanych nawet przez wytrawnych obieżyświatów czy zdobywców. Szczytów, oferujących strome podejścia, jak i łagodne zejścia. Wierzchołków z dalekimi panoramami, ale i takich, z których nierzadko nawet dostrzec promieni słońca nie można. I dolin, po których krążą już teraz tylko dzikie zwierzęta, a pył na drogach tylko wiatr przewiewa. Gdzie na polach rosną drzewa owocowe, pamiętające jeszcze swych gospodarzy, a zagrody tylko fragmentami zagonów dają znać o sobie, że kiedyś pracował tu człowiek, egzystował z całą swą rodziną, utrzymując się z ciężkiej pracy w niełatwym terenie. Tak, taki właśnie jest Beskid Niski.

 

 


To niepozorne pasmo, okazuje się być najbardziej rozległe w Beskidach, bo zajmujące ok. 100 km w swej rozciągłości. Nie oferuje po polskiej stronie wysokości powyżej 1000 m. n.p.m. (najwyższy szczyt to Lackowa 997 m n.p.m.), lecz niejednokrotnie wprawi w osłupienie turystę, który zlekceważy jego przewyższenia. Stąd zawsze dobra mapa i zapas czasu powinien towarzyszyć każdej wędrówce po tych okolicach.
Możliwości wycieczek po Beskidzie Niskim jest cała masa, stąd proponowana przeze mnie trasa ma za zadanie jedynie przybliżyć wybrany obszar, a gdy już ktoś zainteresuje się bardziej, zachęcam do sięgnięcia po literaturę, np. po znakomity przewodnik Beskid Niski wydawnictwa Rewasz.


Początek zapoznania się z tymi górami może stanowić zwiedzenie terenów położonych na obszarze Jaśliskiego Parku Krajobrazowego. Samo dostrzeżenie niebywałych walorów Beskidu Niskiego pozwoliło objąć je różnorakimi formami ochrony przyrody, począwszy od Magurskiego Parku Narodowego, położonego w jego środkowej części, poprzez wspomniany wcześniej park krajobrazowy, a skończywszy na rozlicznych rezerwatach czy uroczyskach.

 

 

 

 

Znakomitym punktem wypadowym może stać się wieś Jaśliska. Dotrzeć można do niej najwygodniej samochodem, kierując się z Krakowa na Rzeszów. W Pilznie należy odbić na Jasło i Duklę, a później kierować się na Barwinek (przejście graniczne Polska-Słowacja), by w Tylawie skręcić w lewo i po przejechaniu kilkunastu kilometrów osiągnąć cel. Komunikacja zbiorowa oferuje jedynie komunikację autobusową po tych rejonach, niemniej kilka kursów dziennie z Dukli czy Jasła (kierunek Cisna lub Komańcza) może pozwolić na dotarcie do Jaślisk.
Powstanie Jaślisk jest datowane na połowę XIV w., a rozkwit osady zawdzięczano cłom pobieranym od przejeżdżających kupców oraz jarmarkom, które z pobliskich okolic ściągały, jak na owe czasy, sporo mieszkańców. Ciekawostką jest fakt, że kręcono w niej i jej okolicy większość scen do filmu Wino Truskawkowe.


Na nocleg można zatrzymać się w przemiłym schronisku „Zaścianek” (schronisko.jasliska.pl), prowadzonym przez małżeństwo nauczycieli. Poza serdeczną gościną w warunkach turystycznych, mogą uraczyć turystów sporą dawką wiedzy na temat dalszej i bliższej okolicy.

 


Tym razem celem naszych wędrówek będą spokojne doliny, więc będą one nie lada atrakcją dla młodych rodziców, którzy jeszcze nie mogą wyciągnąć swych pociech na poważniejszą wycieczkę, w nieco wyższe góry.
Na dzień dobry proponuję spacer doliną wsi Lipowiec. Rozpoczyna się ona idąc za kościołem w Jaśliskach drogą w dół. Nie potrzebujemy wcale podjeżdżać dalej, gdyż już sam początek wiedzie spokojnym i niemal nieuczęszczanym duktem. Blisko 9-kilometrowa dolina wcale nie każe nam jej przebyć w całości, bo w dowolnym momencie możemy zawrócić.

Po drodze mijać będziemy rozliczne pozostałości pojedynczych gospodarstw, by w końcu natrafić na gospodarstwo agroturystyczne, gdzie również można skorzystać z możliwości noclegu i dłuższego wypoczynku. Idą dalej dojść można do nieistniejącej już wsi Czeremcha. A cała trasa prowadzi po dawnym szlaku kupieckim, wiodącym z Krakowa na Węgry, więc od razu zahaczamy nie tylko o współczesną, ale znacznie starszą historię tych ziem. Co prawda, ponoć są tacy, którzy wciąż potrafią znaleźć stare monety czy też resztki naczyń z minionych wieków, głównie w nurcie potoku płynącego doliną, ale może niech dla nas główną atrakcją pozostanie przyjemność pieszego przemierzania tego szlaku.

 


Kolejną wycieczkę, równie przyjemną i łagodną, choć już nieco dłuższą, proponuję odbyć doliną potoku Jasiołka, a celem będzie rezerwat „Źródliska Jasiołki”. Z Jaślisk najwygodniej będzie podjechać kilka kilometrów do Woli Niżnej, gdzie zostawimy samochód. W centrum wsi znaki wywiodą nas w prawo, w dolinę, która jeszcze bardziej przypomina atmosferą minione stulecie, a rozległe polany sięgające pobliskich niskich grzbietów, nadają jej imponujący charakter. W górze doliny znajduje się wspomniany rezerwat, który jest największym tego typu obszarem chronionym w całych Karpatach po stronie polskiej. Na jego terenie swój bieg biorą dwie główne rzeki Beskidu Niskiego: Jasiołka i Wisłoka. Ponadto ochronie podlegają naturalne zbiorowiska leśne, z bogactwem blisko pięciuset gatunków roślin!

Dochodząc do nieistniejącej już wsi Jasiel, na jej końcu znajdziemy wiatę, z kilkoma tablicami informacyjnymi na temat miejsca, w którym się znajdujemy. Jest to więc też dobre miejsce na dłuższy odpoczynek, kontemplację czy też zabawę z najmłodszymi uczestnikami wycieczki. Powrót tą samą drogą.

 

 

 

Zaproponowane wycieczki dają okazję nieco zachłysnąć się Beskidem Niskim, bo jednak gros osób uważa, że są to jedne z nielicznych gór, gdzie właśnie w dolinach znajduje się wciąż więcej atrakcji aniżeli w górze. Oczywiście i dla tych drugich znajdzie się spora ilość szczytów do pokonania, jak wspomniałem na początku, oferująca nietuzinkowe wrażenia z ich zdobycia.
Odwiedzając Beskid Niski, należy jednak nieco odstąpić od zdobywania podniebnych wierzchołków. Jest to miejsce, gdzie rodzice mający młodsze dzieci, które nie zawsze są jeszcze w stanie wytrzymać trudy dłuższej wycieczki, mogą śmiało się udać, by zakosztować atmosfery gór. Gdzie można swe pociechy, starsze jak i młodsze, usadzić w sanki, dać możność wybiegania się po rozległych przestrzeniach (oczywiście pod bacznym okiem rodziców), zabaw niczym nie ograniczonych na wolnym powietrzu.

A dorosłym pozostaje obserwacja tego, jak zmienił się otaczający świat. Można sobie wyobrazić, jak jeszcze przed wojną po dolinach biegały łemkowskie dzieci, bawiące się prostymi zabawkami, których na próżno szukać we współczesnych sklepach. Bogactwo tych gór jest ogromne i drzemie w nich niesamowity potencjał dla każdego pragnącego odkryć coś więcej, niż „tylko” kontakt z naturą. Oczywiście nikomu nie narzuca się poznawania przeszłości, ale są miejsca, gdzie bez jej znajomości, trudno doszukać się głębszego przesłania.
Beskid Niski według mnie może stać się wręcz obowiązkowym rejonem odwiedzin młodego człowieka, który oparłszy swą wiedzę na tej wyniesionej ze szkoły, może skłonić się do poznania tej już troszkę zapomnianej, czasem kontrowersyjnej, historii Polski.

 


Z kolei mając możliwość przyjazdu tutaj, dajemy sobie niespotykaną możliwość zupełnego wypoczynku, z dala od wszelakiej cywilizacji. Nieraz i całymi dniami można nie spotkać na szlakach nikogo poza nami. Nieraz można natknąć się na swobodnie przemierzające polany sarny, jelenie, lisy… Dla tych zwierząt człowiek wciąż jest ciekawostką i wcale nie uciekają na jego widok. A dla nas, naszych dzieci, może to być niepowtarzalna lekcja kontaktu z naturą. I nie tylko zimą, ale i wiosną i latem Beskid Niski jest rejonem, gdzie możemy doznać wielu wrażeń, które na długo mogą zapaść nam w pamięci. Próżno szukać wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje, dopóty, dopóki nie odwiedzi się jego gościnnych progów.


Szczerze zachęcam także do samodzielnego poznawania tych gór. Obecnie już nieco mniej dzikie, lepiej skomunikowane, dające schronienie w licznych kwaterach prywatnych czy gospodarstwach agroturystycznych, stwarzają szanse na wspaniały wypoczynek, zatrzymanie się w biegu codzienności, a poprzez spacery i wędrówki z rodziną, mogą ubogacić życie.

 

 

Szymon Rochowiak, przewodnik beskidzki

(fotografie: Szymon Rochowiak)

 

 

Polecamy też inne artykuły autora:

Zima nie tylko dla narciarzy

Szlak z zapachem drzew

Wycieczka z Tatrami w tle

 

 

Więcej zdjęć ze szlaku poniżej (kliknij w miniaturkę, aby powiększyć).

1/10
1/10
2/10
2/10
3/10
3/10
4/10
4/10
5/10
5/10
6/10
6/10
7/10
7/10
8/10
8/10
9/10
9/10
10/10
10/10

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć