Warszawa

Czytanki

Bajki na dobranoc

O smoku Szczęściarzu - Sławomir Żbikowski

Mieszkał w jaskini pod potężną górą. Był wielki i cały czerwony. Miał skrzydła, komplet ostrych jak brzytwy zębów, rogi oraz pokryty łuskami ogon. Był smokiem i… wszyscy mu zazdrościli.

 

Znany był jako smok Szczęściarz. Był lubiany w okolicy i cieszył się szacunkiem sąsiadów. Nie jeden powiadał: „On to ma szczęście! Czego się dotknie zamienia się w złoto.”

 

I rzeczywiście smok Szczęściarz był niesamowicie bogaty. Jak na prawdziwego smoka przystało, sypiał na górze usypanej ze złotych przedmiotów. Jednak w przeciwieństwie do innych przedstawicieli swego gatunku, Szczęściarz nie ukradł swoich skarbów. Wprost przeciwnie. Każdą sztukę złota, która znalazła się w jego skarbcu uczciwie zarobił.

 

Pewnego razu do smoczej jamy przybyła piękna nieznajoma. Przywitała się i przedstawiła jako reporterka z gazety. Chciała, aby Szczęściarz udzielił jej wywiadu. Smok, ponieważ był pogodnie usposobiony i bardzo uczynny, chętnie się zgodził. Pani reporterka usiadła wygodnie w fotelu w salonie smoczej groty, wyjęła notatnik i ostro naostrzony ołówek, a w końcu zadała pierwsze pytanie:

– Dzień dobry Panie smoku. Wszyscy w okolicy mówią o panu, jako o najbogatszym i najszczęśliwszym mieszkańcu naszego kraju. Czy to prawda, że jest pan tak bogaty?

– Mam wszystko czego mi potrzeba, jestem szczęśliwy i mogę realizować swoje marzenia. To mi w zupełności wystarczy. Nie dbam natomiast o statystyki, rankingi i notowania. Może i jestem najbogatszy w okolicy, a może to tylko sąsiedzi mnie tak oceniają.

– Ale prawdą jest, że sypia pan na całej górze usypanej ze złota?

– Tak to prawda. My smoki mamy to w zwyczaju. Jeśli na naszym posłaniu nie znajdzie się choćby jeden złoty przedmiot, wysychamy i każdej nocy się kurczymy. Jeśli któryś ze smoków zostałby zmuszony do pozostawania bez złota dłużej niż kilka tygodni, skurczyłby się do rozmiarów dziecięcego smoczka.

– To bardzo ciekawa anegdota. A czy zechciałbyś nam zdradzić swój klucz do sukcesu?

– Nie jestem typowym smokiem. Nie kradnę, nie walczę z rycerzami, nie zjadam księżniczek, ani nie poluję na krowy i owce. Wprost przeciwnie. Od zawsze uważałem, że jeśli będę przyjazny dla świata i otaczających mnie istot, świat i otaczające mnie istoty będą miłe dla mnie. I, możesz w to wierzyć, lub nie, ale to działa. Ilekroć wpadałem na jakiś pomysł, zawsze zastanawiałem się, ilu osobom pomogę realizując to przedsięwzięcie. Zawsze skupiałem się na tych projektach, które dawały korzyść możliwie największej liczbie okolicznych mieszkańców. W ten sposób oni byli zadowoleni, bo rozwiązywałem ich problemy, a i ja byłem zadowolony, bo sporo na tym zarabiałem.

– I to dlatego wszyscy w okolicy nazywają cię Szczęściarzem?

– Nie zupełnie. Tak naprawdę zdobywanie bogactwa nigdy nie wiąże się ze szczęściem. Szczęściu trzeba dopomagać. Ciężko pracowałem realizując każdy ze swoich projektów. Pracowałem po czternaście godzin dziennie, mało jadłem, niedosypiałem, chciałem dopiąć wszystko na przysłowiowy „ostatni guzik”. Trwało to kilka lat, a jednak opłaciło się, gdyż w końcu osiągnąłem upragniony sukces. Moi sąsiedzi nie wiedzą przez co przechodziłem, jak się męczyłem, ile wyrzeczeń mnie to kosztowało, ani tego ile poniosłem porażek po drodze. Kilka razy miałem ochotę zrezygnować i wrócić na złą stronę mocy, czyli na drogę, którą podążają moi krewni. Mimo to wytrwałem i jestem z tego bardzo dumny. Trochę mnie martwi, że większość uważa, że stałem się bogaty z powodu szczęścia. Czy naprawdę nikt nie widzi tego, że dochodzenie do bogactwa to długi i mozolny proces? Czy oni wszyscy naprawdę wierzą w bajkę o dżinie, który spełni ich każde życzenie? Czy oni wszyscy mają wciąż nadzieję, iż jutro uśmiechnie się do nich szczęście i wygrają fortunę na loterii?

 

Reporterka uśmiechała się jedynie do swego rozmówcy, a jej ołówek bezustannie wywijał zygzaki na białych stronach notatnika.

– A więc nie lubi pan swojego przydomku? Nie lubi pan, gdy nazywa się go smokiem Szczęściarzem?

– Ależ skąd. Zdążyłem się już do tego przydomku przyzwyczaić. Korzystając jednak z okazji, iż moje słowa zostaną przedstawione w gazecie, chciałbym rozwiać mit, iż wszystko co osiągnąłem przyszło mi łatwo i za sprawą szczęścia oraz wrodzonych zdolności.

– Czy na zakończenie, zechciałby pan dać naszym czytelnikom jakąś radę na przyszłość?

– O tak. Nigdy się nie poddajecie. Wytrwale dążcie do celu, a sukces i bogactwo, w końcu do was przyjdą.

– Dziękuję Panu serdecznie.

– Ja również dziękuję. Do widzenia.

 

Źródło: https://dobrytata.waw.pl/smoku-szczesciarzu.html

Więcej w dziale: Bajki na dobranoc:

O tym, jak księżna Kinga solą obdarowała polskie ziemie - Agnieszka Ostrowska

Bajki na dobranoc

Rzecz działa się za czasów księcia krakowskiego Leszka Białego. Wraz z żoną, księżniczką ruską Grzymisławą, zamieszkiwali na Wawelu. Pewnego czerwcowego dnia urodził im się synek, który...

Pchły na wakacjach. Przygody psa Syfona - Iwona Kamińska

Bajki na dobranoc

Dzisiaj, kiedy siedziałem na trawniku, poczułem straszne swędzenie, tuż pod ogonem. Przestraszyłem się, że psie sprawy nie do końca się udały. Czasem tak bywa. Nie będę tego tłumaczył,...

Pióra motyla - Robert Karwat

Bajki na dobranoc

Płatek Tęczy był dziwnym motylem, bo chciał latać jak ptaki. Podziwiał je, szybujące wysoko pod chmurami na szeroko rozpostartych skrzydłach. Zazdrościł im, gdy przemykały z taką szybkością,...

Strach ma wielkie oczy - Celina Zubrycka

Bajki na dobranoc

Nowy, ładny dom cieszył Filipa. Nareszcie miał swój pokój – ładne meble i ustawione tylko jego książki i zabawki. No i łóżko – jak prawdziwy wóz strażacki ze światłami, kołami...

Zakazana zabawa - przygody psa Syfona - Iwona Kamińska

Bajki na dobranoc

Dzisiaj, gdy tylko Pani otworzyła drzwi, jak zwykle pobiegłem, żeby się z nią przywitać. Naprawdę, nie ma piękniejszej chwili od tej, gdy wraca do domu. Zaraz potem, Pani bierze smycz i...

Warto zobaczyć