Warszawa

Z dzieckiem w świat!

Z dzieckiem w świat!

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy wyprawa z dzieckiem w daleką podróż jest możliwa, to obiecujemy, że ten artykuł zainspiruje Was do pięknych planów.

 

Początek roku to dla niektórych czas planowania wakacyjnego urlopu w pracy. Pierwsza wspólna podróż z dzieckiem to prawdziwe wyzwanie. Trzeba ją zaplanować rozważnie, zabrać ze sobą wiele potrzebnych przedmiotów, wymyślić kilka planów ratunkowych i uzbroić się w cierpliwość. Przed młodymi rodzicami wiele wyzwań: jaki wybrać cel podróży, żeby było bezpiecznie i żeby wrócić z urlopu wypoczętym? Myśleliście już o swoich tegorocznych wakacjach? Żeby zainspirować Was do rozpoczęcia planowania, przygotowaliśmy zestaw trzech podróżniczych rodzin, dla których niestraszne są nawet najdalsze i najbardziej egzotyczne podróże. Postanowiliśmy zapytać ich o dwie rzeczy: jaki był najpiękniejszy moment w podróży i o jedną radę dla początkujących rodziców-podróżników. Zapraszamy!

 

 

Beata Kaczmarek - absolwentka edytorstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim,

niania na pół etatu i pasjonatka książek dla dzieci i podróży ze swoim psem.

1/6
1/6

Samos Dos to dwuosobowa ekipa składająca się z Małej i Dużej. Mama Asia z córką Gają wyjechały do Ameryki Południowej, gdy dziewczynka miała tylko 20 miesięcy. Dziś maleństwo nie jest już wcale takie małe, bo ma 5 i pół roku i nic nie zapowiada, by podróż miała się skończyć. Obie dziewczyny w drodze czują się świetnie, a ich wyprawa nigdzie się nie śpieszy. Zatrzymują się tam, gdzie im się spodoba, w międzyczasie są też bajki i wspólna nauka pisania, czytania czy liczenia. Dziewczynka nawiązuje kontakty z innymi dziećmi, gdziekolwiek się znajduje, czy to w dżungli, na pustyni czy na pięknej plaży w Malezji. Podróż z założenia jest niskobudżetowa, dlatego poruszają się głównie autostopem, ale nie jest to zasada. Śpią gdzie się przydarzy, najczęściej w tanich hostelach, czasami w namiocie, a czasami u ludzi, którzy zaoferowali się ich ugościć.

2/6
2/6

Najpiękniejszy moment w Waszej niesamowitej podróży to...?
Ze szczególnym sentymentem wspominam chwilę, kiedy to z dwuletnią ledwie Gają szłyśmy same przez kolumbijską dżunglę w poszukiwaniu wodospadu Fin del Mundo. Po kilku godzinach drogi doszłyśmy do owej kaskady. Widok zapierał dech w piersiach. Otaczająca nas równikowa dżungla nagle otwierała się widokiem na morze zieleni, a górski potok, płynący żwawo między drzewami, znikał gdzieś nagle ze strasznym rykiem. Posadziłam Gaję na kamieniu w bezpiecznej odległości od przepaści i ostrożnie podeszłam do krawędzi. Gdy spojrzałam w dół, zakręciło mi się w głowie. Potok spadał w stumetrową przepaść w dół. Z zachwytu wybił mnie płacz Gai.
- Mamo, a mówiłaś, że wszystko robimy razem!.. – chlipała – A mnie zostawiłaś!
Faktycznie. Tak mówiłam. Że albo robimy coś razem, albo z tego rezygnujemy. Ale jak pokazać dziecku tak niebezpieczną przepaść? Jak podejść do krawędzi z dwuletnim brzdącem, który potyka się o własne nogi?
- Dobrze Gaja – powiedziałam – Masz rację. Zrobimy to razem, uważnie i bezpiecznie. Ale musisz mnie słuchać i robić wszystko co każę.
Gaja z powagą pokiwała głową.
- Dobrze córeczko. Zamieniamy się w węże. Ja jestem mama wąż, a ty dziecko wąż. Połóż się na brzuszku i rób to co ja.
Gaja otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, a potem uśmiechnęła się radośnie. W momencie była na ziemi i sprawnymi ruchami podczołgiwała się do przepaści.
- O! – zdumiała się moja córka – Mamo... Jakie to piękne. A myślisz że tam w jeziorku żyją syreny?
I tak leżałyśmy sobie nad brzegiem stumetrowej krawędzi, tuż obok nas hektolitry wody spadały z łoskotem w dół.

 

Jaką radę dałybyśmy początkującym rodzicom przed pierwszą wyprawą z dzieckiem?
Być otwartym na nowe i improwizować.

 

 

Aby przeczytać więcej historii z podróży Asi i Gai koniecznie zajrzyjcie na bloga i profil na FB.

 

www.somosdos.pl
https://www.facebook.com/bestia.peluda.somosdos/

3/6
3/6

No tak. Z jednym dzieckiem, to może się nawet da. Ale z dwoma? Cóż, na te i podobne wątpliwości gotową odpowiedź ma sześcioosobowa rodzina Wędrownickich, dla których więcej, znaczy lepiej. Z Jakubem, Hanią, Danielem i Natanem odwiedzili już ponad dwadzieścia krajów, a na tym lista zapewne się nie skończy. Prowadzą bloga i stronę na facebook'u, a swoim przykładem chcieliby pokazać innym rodzinom z dziećmi, że fakt pojawienia się potomstwa wcale nie musi oznaczać końca poznawania świata. Jak sami piszą, nie ma sensu dmuchać i chuchać na dzieci, gdy są małe. Jesteśmy zazwyczaj nadopiekuńczy, a tymczasem nic strasznego się nie stanie, gdy maluch zje trochę piasku, albo będzie chodził w pomoczonych spodenkach. Wędrowniccy to dowód na to, że wyjazdy rodzinne mogą być tak samo atrakcyjne, jak te w pojedynkę albo we dwójkę.

4/6
4/6

Niewątpliwie najpiękniejszym momentem w trakcie podróży była nasza wspólna codzienność: wspólne śniadania, wspólne rozkładanie i składanie namiotu, wspólne przeżywanie zachwytów w odkrywaniu czasem nawet najprostszych rzeczy jak oryginalnej huśtawki w Australii, na której huśtaliśmy się całą rodziną, po spacer po egzotycznym ogrodzie gdzieś w indonezyjskiej dżungli, czy doznania bezkresu świata w trakcie nocy spędzonej na pustyni w Iranie. I jeszcze czas, który mogliśmy przeżyć wspólnie z naszymi dziećmi w trakcie tych kilku miesięcy podróży, patrzeć jak się rozwijają, poznają nowe rzeczy - każde z nich na własny sposób, dostosowany do wieku i poziomu percepcji... Tak, to jest w rodzinnych podróżach najpiękniejsze!

 

Rada dla początkujących rodziców? Wyluzuj! Jeśli planujecie swoje wyjazdy to dobrze. Jeśli planujecie swoje wyjazdy i realizujecie swój ambitny plan w 50% to super! My jesteśmy już na etapie „super” i nie chodzi mi o to, że tak doskonale zorganizowani jesteśmy, bo nie jesteśmy. Chodzi o to, że wciąż uczymy się, z coraz to większą ilością dzieci na nowo, dostosowywać planowanie podróży pod wszystkich jej uczestników. Tak to prawda, że nie zwiedziliśmy tego czy tamtego z listy „must see”, bo akurat się nie dało, czy po prostu odpuszczaliśmy sobie wiele miejsc, które sami chcieliśmy zobaczyć. Podróżując z dziećmi uczymy się nieustannie kompromisów i czasem trzeba po prostu wyluzować.

 

 

O innych przygodach Wędrownickich przeczytacie tutaj:


http://wedrowniccy.pl/
https://www.facebook.com/Wedrowniccy/

5/6
5/6

Znajomi Agnieszki i Łukasza Kędzierskich, dwójki podróżników z Wrocławia, twierdzili, że jak w rodzinie pojawi się dziecko, to zmieni całe ich życie i dalsze podróże nie będą możliwe. Na miesiąc miodowy wybrali się na samodzielnie zorganizowany wyjazd do Tajlandii, gdzie poznawali kulturę, odwiedzali buddyjskie świątynie, chodzili po tajskiej dżungli i chłonęli otaczającą ich odmienną rzeczywistość. Od zawsze lubili alternatywne sposoby podróżowania. Pięciogwiazdkowy hotel i zorganizowana przez biuro podróży wycieczka nie wydają im się interesujące. Nadia urodziła się w 2012 roku, ale młodzi rodzice się nie poddali i zamiast zrezygnować z wyjazdów stworzyli cykl „Nadia w Podróży” i od tego czasu podróżują wspólnie. Na początku były to wędrówki po Polsce i Europie, ale gdy Nadia skończyła rok zabrali ją do Malezji i Singapuru. Kilka miesięcy później odwiedziła Tajlandię i Kambodżę. W międzyczasie dziewczynka zdobywa Koronę Gór Polskich i już dwa razy była na Filipinach.

6/6
6/6

Jaki był Wasz najpiękniejszy moment w trakcie wspólnych podróży?

Pięknych momentów w podróży z udziałem Nadii było/jest wiele. Zjadanie piasku z malezyjskiej plaży, podziwianie lemura w singapurskim zoo, przedpołudniowa drzemka w ruinach Angkor Wat, oblizywanie słonej wody z twarzy podczas płynięcia łódką na małą, filipińską wyspę, gonienie kotka na tajskiej ulicy, wygrzebywanie makaronu z ostrego pad tai (tajskie danie), zachwycanie się smażonymi kalmarami czy robaczkami (krewetkami). Raczkowanie po zapleczu restauracji w Tajlandii, próbowanie łakoci ofiarowywanych przez lokalnych sprzedawców na targu, zabawa z filipińskimi dziećmi, rozmowy z azjatyckimi rówieśnikami, pomimo braku znajomości wspólnego języka, dzielenie się swoimi zabawkami w Tajlandii itd… Wielu twierdzi, że tak małe dzieci nic nie pamiętają z wyjazdów, a przeglądając z naszą Nadią drukowane albumy zdjęć, wszystkie wspomnienia wracają. A tu jak śpię na plaży w Malezji to ile miałam miesięcy? A ta dziewczynka miała na imię „Princess” a to znaczy księżniczka i strasznie się wygłupiałyśmy. Można tak długo pisać.

 

Jaką radę dalibyście początkującym rodzicom przed pierwszą wyprawą z dzieckiem?

Najważniejsze to nie bać się podróży z dzieckiem. To, że większość waszych znajomych, przyjaciół czy rodziny nie podróżuje z dzieckiem nie oznacza to, że nikt tego nie robi. Poczytajcie blogi w Internecie i zobaczycie, że mnóstwo rodzin podróżuje. Nie ma znaczenia, czy są to podróże po Polsce, Europie czy Azji. Podróże z dzieckiem to najbardziej efektywny czas, jaki mamy dla swojej rodziny. Jesteśmy wtedy 24h na dobę ciągle ze sobą. Jesteśmy razem w wesołych, przyjemnych i czasem trudniejszych sytuacjach. Nie ma żłobków, przedszkoli, pracy i domowych obowiązków. To najlepszy czas, jaki możemy poświęcić rodzinie. Coś na co trudno znaleźć czas w normalnym dniu pracy. Oczywiście warto dobrze się do takiego wyjazdu przygotować. Należy sprawdzić informacje o wymaganych szczepieniach w danym kraju, przygotować odpowiednią zawartość kosmetyczki i apteczki, wykupić ubezpieczenie, zastanowić się, co będziemy chcieli zobaczyć, czy zrobić. Warto zacząć od prostych, krótkich wyjazdów, aby od razu nie „skakać na głęboką wodę” i przekonać się, że „nie taki diabeł straszny”.

 

 

Piękne zdjęcia i opisy wypraw z Nadią i bez, znajdziecie tutaj:


http://www.lkedzierski.com/
https://www.facebook.com/lkedzierskicom/

Komentarze

Więcej

Warto zobaczyć