Warszawa

Wielka przygoda w Meksyku

Wielka przygoda w Meksyku

Miałam przyjemność razem z moją córką Anią być na spotkaniu, które odbyło się w Warszawie przy okazji promocji książki napisanej przez Pana Marka Kamińskiego i Panią Katarzynę Stachowicz-Gacek pt. „Marek i czaszka jaguara”. Udało nam się zadać autorom kilka pytań dotyczących książki.

 

Agata Zasztowt-Mroczek: Na początku chciałam zapytać o podróże. Czy Pan zawsze marzył o podróżach? Podobno swoją pierwszą samotną podróż w Polsce odbył Pan mając 8 lat.

 

Marek Kamiński: Tak. Jako dziecko miałem wypadek, złamałem rękę i długo byłem w szpitalu i  byłem sam bez rodziców i bardzo wcześnie stałem się w miarę samodzielny, ja byłem w sanatorium a rodzice pracowali tak więc musiałem się nauczyć funkcjonować sam i rodzice akceptowali to. Ja żyłem swoim życiem, rodzice mieli do mnie zaufanie i pozwalali mi na więcej. Jako ośmiolatek pojechałem z Gdańska do Łodzi. A jako czternastolatek pojechałem sam do Danii jak miałem piętnaście popłynąłem do Maroka.


AZ-M: A czy jako dziecko lubili Państwo czytać? I co byście polecili młodym czytelnikom?


MK: Tak lubiłem i bardzo dużo czytałem lubiłem Marka Twaina „Przygody Tomka Sawyera”, Centkiewiczów, bardzo podobały mi się książki Edmunda Niziurskiego,  Alberta Camusa, wielokrotnie przeczytałem Antoine de Saint-Exupery „Małego księcia”, „Ziemia planeta ludzi”, „Lot na południe” a książka do której często wracam to „Twierdza”.


AZ-M: A czy czytał Pan Arkadego Fidlera?


MK: Tak, czytałem, jestem laureatem nagrody Arkadego Fidlera. Absolutnie „Ryby śpiewają w Ukajali”, „Kanada pachnąca żywica”, „Dywizjon 303”. Książki Fidlera są moja klasyką i często do nich wracam.


Katarzyna Stachowicz-Gacek: Tak, uwielbiałam czytać. Ponieważ zaczęliśmy od podróży, to ja wychowałam się na książkach Alfreda Szklarskiego i opowieściach o Tomku Wilmowskim. Czytałam wszystkie tomy po kolei. Przeglądałam ostatnio książki z dzieciństwa i wpadły mi w ręce „Przygody Marka Piegusa”. Niziurski ma wiele tytułów, ale ten polecam szczególnie. Polecam też „Tajemniczy Ogród” i „Baśnie z dalekich wysp i lądów” Wandy Markowskiej. Tam pierwszy raz przeczytałam nazwę „gazela” i to było takie tajemnicze i piękne. A współczesną książką, którą bym poleciła, jest „Za niebieskimi drzwiami” Marcina Szczygielskiego. Teraz przygotowujemy ekranizację kolejnej jego powieści „Czarny młyn”. To również jest świetna książka dla dzieci.

 

AZ-M: A czy Pani, tak jak Pan Marek, ma bakcyl podróżnika w sobie?


KS-G: Ja zupełnie nie. Kiedy muszę przejechać z Kań, gdzie mieszkam, do Warszawy, czyli całe dwadzieścia pięć kilometrów, to jest to dla mnie właściwie wyprawa. Ale ponieważ musiałam się do napisania książki bardzo dobrze przygotować, dużo czytałam o Meksyku i słuchałam opowieści Marka, pojawiła mi się taka nieśmiała myśl, że warto było by tam pojechać (śmiech).


AZ-M: A skąd pomysł, by razem napisać książkę?


KS-G: Pomysł wyszedł od Marka. Chciał stworzyć książkę dla dzieci, miał mnóstwo pomysłów i ciekawych przeżyć, ale potrzebował kogoś, kto to ułoży w historię ciekawą dla młodego czytelnika, kto wymyśli akcję, przygodę. A ja zajmuję się pisaniem scenariuszy filmowych, a w dodatku kiedyś pisałam kryminały. Stąd się wzięły garnitury, przed którymi uciekają bohaterowie, w ogóle cały wątek tajemniczej przesyłki. Markowi bardzo się to spodobało. W trakcie pracy nad książką przynosił swoje inspiracje, a nawet pojechał po raz kolejny do Meksyku żeby zrobić dokumentację. Dzięki temu udało nam się chyba bardzo wiernie oddać tamtą rzeczywistość.


AZ-M: A ile w Marku bohaterze książki „Marek i czaszka jaguara” jest z Pana? I czemu zdobywca biegunów umieszcza akcje swojej książki dla dzieci w Meksyku?


MK: Oczywiście bardzo dużo ja tak jak Marek też stanąłem twarzą w twarz z jaguarami w dżungli. W Meksyku czuje się jak w domu, miałem dużo wspomnień sprzed lat ale na potrzeby książki pojechałem i odwiedziłem te miejsca teraz. A moc, która odkryłem w Majach podczas mojej pierwszej bytności w Meksyku pozwoliła mi ruszyć na bieguny. Meksyk daje energie do życia. Wtedy tez zetknąłem się z obrazami Fridy Cahlo - była to kobieta, która pomimo przeciwieństw losu nigdy się nie poddawała. Ja tez zawszy gdy było mi ciężko, myślałem o tym co zrobić wielkiego. Sam jestem zafascynowany aplikacjami sam tworzę różne aplikacje a zdarzenia z książki tez się wydarzyły w tych w innej konfiguracji z innymi ludźmi ale mniej więcej w tych samych miejscach które odwiedziłem więc tak jakby sens jest w Marku na pewno. Oczywiście nie wszystkie zdarzenia miały miejsce nie miałem ze sobą tej peloty aczkolwiek grałem w pelotę i byłem na boisku peloty. Także w różnej konfiguracji te problemy Marka na przykład jego bunt przeciw rodzicom to wszystko się toczyło w moim życiu.


KS-G: Marka Kamińskiego można też odnaleźć w wujku Orinoko. I nie tylko chodzi o to, że maja takie same sandały (śmiech).


AZ-M: Czy jest to jedna książka, czy myśli Pan o kontynuacji przygód Marka?


MK: Tak, jak najbardziej, następny może być Marek na tropie świętego Graala, Marek u Aborygenów albo może Marek w Japonii. Japonia bardzo mi się podoba. Nie mam jeszcze tytułu, ale być może Marek w Japonii to będzie kolejna książka.


AZ-M: A czy myślą Państwo o ekranizacji tej książki?


MK: Rozmawiałem o tym z pewnym producentem filmowym, jest tu dziś też reżyser Jan Czarlewski, z którym już współpracowałem przy filmie, jest Katarzyna Stachowicz-Gacek, która jest współscenarzystką filmu „Za niebieskimi drzwiami”, więc myślimy, by książkę przenieść na ekrany.


KS-G: Pisząc książkę myślę bardzo scenariuszowo i filmowo. Na tym to polega, że myślę scenami, dlatego te rozdziały są takie krótkie, a każdy rozdział tak się kończy, żeby się chciało przeczytać następny. Oczywiście produkcja filmu to duże wyzwanie, bo cała rzecz dzieje się w Meksyku, ale na pewno historia jest filmowa.


AZ-M: A czy są takie miejsca na świecie, których Pan jeszcze nie odwiedził?


MK: Polinezja Francuska, bardzo też pociągają mnie wyspy, jest ich wiele. Teraz może wybiorę się na wyspę, nazywa się Ogasawara, ona jest w prefekturze Tokio, ale jest położona 1000 km od Tokio i można dopłynąć tam tylko promem. Płynie się 25 godzin, nie ma tam samolotu, jest to rezerwat UNESCO.

 

AZ-M: A czy podróżuje Pan ze swoimi dziećmi?


MK: Też, oczywiście. Dzieci były ze mną dwa razy w Japonii. Teraz byliśmy na Islandii, właśnie wzięliśmy samochód i nie raz jeździliśmy do północy, by szukać hotelu, nie mieliśmy nic zarezerwowane, ale córka chce być każdym, tylko nie podróżnikiem.


AZ-M: Czy woli Pan podróżować sam czy z kimś?


MK: Zależy z kim. Tak jak na spacer generalnie wolę z kimś. Ale nie zawsze jest z kim, na przykład, gdy podróżowałem na biegun, wybieram samotność. Ale to nie jest tak, że wolę sam. Zawsze wolę podróżować z kimś.

 

1/6
1/6
2/6
2/6
3/6
3/6
4/6
4/6
5/6
5/6
6/6
6/6

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć