Warszawa

Bobbie Peers autor książki "William Wenton. Instytut szyfrów" w Polsce!

Bobbie Peers autor książki "William Wenton. Instytut szyfrów" w Polsce!


AZ-M: Moja córka przeczytała Pana książkę i muszę się przyznać, że ja też. Bardzo mnie wciągnęła, bardzo mi się spodobała.  Potem razem z córką rozmawiałyśmy o niej i byłyśmy naprawdę zaskoczone niektórymi jej fragmentami. Chciałam zapytać czy postać Williama ma jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości, czy Pan utożsamia się z tym chłopcem, czy Pan był taki w dzieciństwie? Czy jest to postać zupełnie wymyślona przez Pana?
BP: Postać jest oparta na mnie samym, ja miałem bardzo podobnie. Kiedy byłem w wieku Williama czyli miałem 12 lat, też zaraz jak tylko kończyła się szkoła biegłem do domu, zamykałem drzwi na klucz, tylko, że różnica była taka, że ja rysowałem komiksy i animacje a William zajmował się budowaniem robotów i rozwiązywaniem różnych kodów i zagadek. Cały pomysł postaci opiera się na mnie.


AZ-M: A Pana relacje z nauczycielami jakie były? Podobne do relacji Williama?
BP: (Śmiech) W pewnym sensie tak, chociaż ja nie byłem problematycznym dzieckiem, natomiast byłem uparty i od samego początku wiedziałem czego chcę, w związku z tym to mogło sprawiać kłopoty.  Robiłem to co chciałem i to co uważałem za słuszne.


AZ-M: Chciałam się też zapytać o Pana dziadka, czy Pan tez miał takie dobre relacje ze swoim dziadkiem? Czy postać dziadka z książki jest oparta na Pana dziadku?
BP: Tak do pewnego stopnia tak jest, ponieważ mój dziadek był taką osobą, a przynajmniej z mojej dziecięcej perspektywy, która umiała wszystko absolutnie naprawić. I za każdym razem było tak, że jeśli coś mi się psuło zabawka czy jakieś urządzenie, ja zanosiłem je do dziadka i dziadek to naprawiał. I pamiętam zawsze miałem takie podejście, jak coś się psuło mi czy komuś i to było takie bardzo kojące uczucie, że jest taka osoba, która wszystko naprawi i wszystkiemu zaradzi.


AZ-M: Taki czarodziej?
BP: (śmiech) Tak, dokładnie.


AZ-M: Czy w dzieciństwie lubił Pan czytać i jakie książki były Pana ulubione?
BP: Tak, bardzo lubiłem i dużo czytałem. Przyznam, że zdarzało mi się wagarować i podczas tych wagarów szedłem do biblioteki. Było to dosyć nietypowym wyborem jak dla dziecka, ale chodziło o to, że tam mogłem decydować co czytam i czego się uczę. Bardzo podobały mi się książki Roalda Dahl. Ale lubiłem też bardzo książki naukowe, takie poważniejsze, szczególnie o przyrodzie. Kolejnym tytułem, który mogę polecić to książki Douglasa Adamsa, szczególnie „Autostopem przez Galaktykę”.


AZ-M: Ma Pan ogromną wyobraźnię, można tak stwierdzić czytając Pana książkę, czy Pana wypracowania szkolne  też były pełne takich niesamowitych historii?
BP: Problem polegał na tym, że zazwyczaj pisałem za dużo, tak jak inne dzieci bardzo się musiały postarać by napisać 4 czy 5 stron, to ja zawsze słyszałem od nauczycieli: pisz trochę mniej, skracaj to co piszesz. Zawsze gdy nauczyciel zadawał na przykład 10 stron, to dodawał na końcu: I Bobbiego też to dotyczy. Masz się trzymać naszych wytycznych.


AZ-M: A czy planuje Pan kontynuację swojej książki?
BP: Dobra wiadomość jest taka, że książek ma być 6 albo 7. Z tą książką to wszystko zaczęło się od scenariusza, który najpierw napisałem. Oczywiście ten scenariusz na potrzeby książki rozszerzyłem i troszkę zmieniłem i teraz mam taki zamiar, by opowiedzieć tę historię w 6 lub 7 częściach.


AZ-M: Ja właśnie czytałam, że istnieje scenariusz i chciałam się dowiedzieć czy będzie Pan miał wpływ na adaptację filmową, na to na przykład  jak William będzie wyglądał?
BP: Dałem prawo do tej historii twórcom filmu, ponieważ jestem autorem będę takim konsultantem po drodze, głównie w takim celu, by film nie zboczył w taką drogę w którą nie trzeba. Wiem co się dzieje w 3 i 4 części, więc będę kierował troszkę tym filmem tak, by poszło to, jak ma pójść. Rozmawiałem już z reżyserem i te rozmowy były bardzo pomyślne. Mam też tytuł producenta wykonawczego, będę konsultował na bieżąco to co się dzieje.


AZ-M: A czy ma Pan wyobrażenie jak Wiliam będzie wyglądał fizycznie? Czy będzie miał Pan miał wpływ na wybór chłopca? Bo na przykład Pan wyobraża sobie, że Wiliam będzie miał lekko kręcone włosy, okulary a casting może wygrać inny chłopiec, nie pasujący do Pana koncepcji? Czy wtedy Pan będzie mógł powiedzieć nie?
BP: Przyznam się, że nie wiem czy będę miał wpływ na tę decyzję, oddałem decyzyjność w tej sprawie ekipie, która zajmuje się filmem, ponieważ sam mam wystarczająco dużo pracy ze swoimi książkami. Natomiast ciekawa rzecz jest taka, że na festiwalach książkowych w Norwegii, w których uczestniczyłem, rozmawiałem z dziećmi i one powiedziały, że im bardzo podoba się to, że nigdzie nie jest opisane jak Wiliam wygląda i dzięki temu każdy może wyobrazić go sobie po swojemu. I to też uważam jest w dużej mierze sukces tej książki, ponieważ dzieci z różnych krajów, mimo różnic kulturowych, mogą go sobie wyobrażać jak chcą. Jedni sobie wyobrażają, że ma ciemną skórę, drudzy, że jasną, ciemne lub jasne włosy, proste czy kręcone, każdy może się z nim identyfikować. I wiem, że dzieciakom się to podoba i bardzo się cieszę, że taka jest ich reakcja.


AZ-M: Mi tez się podobało to, że w książce nie było obrazków.
BP: Bardzo się cieszę, że słyszę takie opinie. Nie opisuję tego jak wyglądają bohaterowie, nie podaję za dużo szczegółów na przykład budynków czy różnych elementów, które się pojawiają.  Przyznam, że jest to celowe i moim takim wielkim marzeniem i też celem pisania jest to, by dzieci, czytelnicy niezależnie od wieku, stawali się w jakiś sposób współautorami, żeby sami potem mieli swoją wyobraźnię, żeby ona tez dawała im dużo satysfakcji i właśnie by pracowała i by każdy mógł dopowiadać tę historię po swojemu, dlatego cieszę się, że to działa.


AZ-M: Nam się to właśnie podobało, mojej córce szczególnie, bo jak czyta książkę to lubi sobie wyobrażać jej bohaterów, miejsca, przedmioty...
Ania: Są książki z ilustracjami, zdjęciami z filmów i to jest bardzo ograniczające, bo przecież np. postać każdy sobie wyobraża inaczej.

BP: Bardzo mądra uwaga.


AZ-M: Dodatkowo podobało mi się w książce to, że była w niej dziewczynka. Myślę, że przez wprowadzenie tej postaci, dziewczynki też chętnie sięgną po tę książkę, czy myślał Pan o tym tworząc tę postać?
BP: Tak, bardzo mi zależało by zakonturować silną i mądrą postać dziewczynki. W pierwszej książce William gra ”pierwsze skrzypce” jest głównym bohaterem, nie chcę zdradzać zbyt dużo szczegółów, ale mogę powiedzieć, że na przestrzeni rozwoju historii Iscia też będzie grała bardzo ważną rolę. Oni tak naprawdę będą dwoma głównymi postaciami i ona będzie coraz bardziej waleczna i taka zdecydowana i to też bardzo mi się podoba.


AZ-M: Chciałam zapytać jeszcze o luridium. Czy to jest wymyślona nazwa, czy to zlepek jakiś słów?
BP: Tak, to jest zlepek słów, ponieważ przyglądałem się tablicy pierwiastków i tam zauważyłem, że dość dużo substancji ma taka końcówkę – ium i to była pierwsza rzecz, która mnie zainspirowała. A druga jest taka, że po norwesku jak mówimy o kimś , że jest „lurd” to jest osoba inteligentna, sprytna. A ponieważ luridium to jest inteligentny metal to stwierdziłem, że to będzie najlepszy sposób by pokazać inteligencję i metal w jednym słowie.


AZ-M: A „orb” który miał William ze sobą, też ma jakieś korzenie?
BP: W tym wypadku decydujący głos miał kształt, czyli orbitalny. Moim celem było też, aby zawrzeć  jak największą ilość informacji w jak najmniejszej liczbie słów. To jest książka, która mogła by być dużo dłuższa, natomiast mi zależy, by to było takie skondensowane, dawało duże pole wyobraźni i wydaje mi się, że "orb" jest tego idealnym przykładem. To jest krótkie, wpadające w ucho słowo, a przy okazji związane nierozerwalnie z tym, co chciałem powiedzieć.


AZ-M: Wiem, że jest Pan też reżyserem, oglądałam Pana film ”Sniffer„: piękne zdjęcia, bardzo wzruszający. Dlaczego Pan sam nie zdecydował się na wyreżyserowanie swojej książki? Pisarz pisze książkę, nie zna się na reżyserii, dlatego sprzedaje prawa do książki. A Pan zna się na tym doskonale, wiec czemu nie zrobił Pan tego sam?
BP: Otóż było dla mnie bardzo, bardzo ważne by powstała wersja filmowa tego co stworzę i pomyślałem, że jeśli dam komuś innemu wolną rękę do zrobienia tego filmu, to na pewno będzie to zrobione lepiej i szybciej. Ja na najbliższe kilka lat mam dużo pracy związanej z książkami. I najzwyczajniej nie miał bym czasu, by się tym zająć do tego stopnia jak bym chciał, wiec jak to się czasem mówi: Jeśli coś kochasz uwolnij to. Właśnie coś takiego zrobiłem ze swoją historią.


AZ-M: Mam jeszcze pytanie o książki o Williamie. Ma powstać 6-7 książek i czy Pan już wie jak się zakończą te książki? Czy to jest jeszcze w trakcie?
BP: Mam ramy całej historii, wiem w jakim kierunku chcę, by się potoczyła, wiem co się będzie działo z Wiliamem i Iscią, z dwójką głównych bohaterów. Mam też zakończenie tej sagi, ale też zostawiam sobie trochę otwarte okno.  To nie jest tak, że mam do ostatniej litery już wszystko wymyślone. Być może jakieś szczegóły będą się zmieniały, ale generalnie wiem, co chciałbym tą historią opowiedzieć i gdzie ona będzie zmierzać.


AZ-M: A czy są inne plany dla książki dla dzieci, młodzieży?
BP: Tak, zdecydowanie ponieważ zawsze odczuwam taką wewnętrzną potrzebę pisania, tworzenia. Zacząłem od bardzo wczesnych lat na początku to były komiksy, potem zacząłem pisać scenariusze filmowe, a teraz piszę książki. Natomiast teraz widzę, że zawsze ta potrzeba we mnie była i to zaowocowało tym, że mam w szufladach poupychanych wiele scenariuszy filmowych, z których można zrobić wersje książkowe. I żeby być bardziej konkretnym, to mam już pomysł na trzy historie, które są tak jakby prehistoriami do książki, tym co się działo przed w książce, którą trzymacie w ręku o Williamie. To są historie, które skupiają się na tym jak w ogóle powstało „luridium”, co to było, jak to się stało, ale z samym Williamem nie mające nic wspólnego. Będą to osobne historie.


AZ-M: A czy jakiś z Pana komiksów był wydany?
BP: Moje komiksy były drukowane w gazetach w Nowym Jorku i w Norwegii, natomiast muszę przyznać, że robiłem tego bardzo dużo, wiec zanim skończyłem 20 lat trochę się wypaliłem w tym temacie. Myślę , żeby do tego wrócić ale będzie to bardziej animacja filmowa niż komiks.


AZ-M: Czyli jest Pan też utalentowany plastycznie? Nic tylko pisać fantastyczne historie.
BP: Tak, od tego się wszystko zaczęło. Jak byłem dzieckiem, to był jedyny sposób, by tworzyć swoje historie. Dlatego rysunki to są takie korzenie mojej twórczości.


AZ-M: Mam jeszcze pytanie o kodowanie, matematykę. Czy tez Pan jest w tym tak dobry jak William?
BP: (Śmiech) Nie. Mnie zawsze ciągnęło w stronę bardziej kreatywnych przedmiotów.


AZ-M: A jak powstawał William to czy narysował go Pan czy postanowił, że tylko go opisze?
BP: Koncentrowałem się w dużej mierze na pisaniu i nie narysowałem żadnej z postaci. Bardzo często myślę obrazem, to jest mój sposób na wyobrażanie sobie rzeczy. I zazwyczaj jest tak, że poświęcam dużo czasu na przemyślenia, zwizualizowanie sobie różnych rzeczy i potem gdy czuję, że doszedłem do dobrego momentu, zaczynam pisać.


AZ-M: A czy w dalszych częściach William będzie starszy?
BP: Będzie dorastał ale powolutku, w drugiej książce będzie tylko o 4 miesiące starszy.


AZ-M: A gdy by Pan miał wyjechać na bezludną wyspę i nie wie Pan co go tam spotka, kogo by Pan wybrał jako towarzysza: Williama czy Iscię?
BP: Cóż gdybym wybrał Williama, to w pewien sposób wybrałbym samego siebie, więc pewnie zwariowałbym w którymś momencie! Dla własnego dobra zdecydowałbym się zabrać Iscię (śmiech).


A: A czy lubi pan Tolkiena?
BP: Tak, zarówno książki, jak i filmy. Zawsze lubiłem takie rozległe i duże historie, sagi. Nawet gdy wymyślałem inne krótsze historie, tak było w przypadku mojego filmu „Sniffer”,  w głowie ułożyłem sobie całe uniwersum tego, co się tam dzieje. To jest taki mój sposób na tworzenie, wymyślam większą całość.


AZ-M: A czy jest to Pana pierwsza wizyta w Polsce, czy był Pan już kiedyś? I czy podoba się Panu?
BP: Tak, pierwsza, ale miałem już okazję zwiedzić trochę Warszawy i bardzo mi się podoba, szczególnie na Starówce. Bardzo lubię oglądać taką starszą architekturę, bardzo mnie ona fascynuje.


AZ-M: A czy na stałe mieszka Pan w Norwegii?
BP: Tak w Norwegii, mieszkam na takiej wyspie, która jest bardzo blisko Bergen, czyli drugiego największego miasta w Norwegii i tam jest mój dom.


AZ-M: A czemu w książce akcja toczy się i w Norwegii i w Anglii?
BP: To jest też oparte na moim własnym życiu, jestem pół Anglikiem, mój ojciec pochodzi z Anglii, a matka jest Norweżką. Bardzo często jeździłem do Anglii jako dziecko, połowa mojej rodziny pochodzi z Anglii, a Londyn sam w sobie był dla mnie bardzo magicznym miejscem. Szczególnie jak miałem 10 lat, dawał mi pole do popisu,  to była taka skrzynia skarbów dla mojego umysłu.


AZ-M: Bardzo dziękuję za wywiad.

 

 

 

 

 

Bobbie Peers pochodzi z Norwegii, jest pisarzem i twórcą filmowym. Jego animowany „Wąchacz” zdobył Złotą Palmę w Cannes. „William Wenton. Instytut szyfrów”, jego pierwsza powieść, rozpoczyna cykl przygód nastoletniego adepta kryptologii.

 

fot. Sofia Runarsdotter

 

 

 

 

 

Wywiad przeprowadziła: Agata Zawsztowt-Mrochek

Redakcja: Magdalena Kurowska

 

Poniżej, w naszej galerii, zdjęcia ze spotkania z Bobbie Peersem.

1/5
1/5
2/5
2/5
3/5
3/5
4/5
4/5
5/5
5/5

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć