Warszawa

Od niejadka do smakosza

Od niejadka do smakosza

Twoje dziecko grymasi przy stole, godzinami dłubie w talerzu, a może nawet wydaje ci się, że ono żyje samym tylko powietrzem? Wysublimowane podniebienie czy próba sił? Podpowiadamy, co zrobić, aby rozbić upór małego niejadka.

 

To czy to?

 

Spora część rodziców docenia dobrodziejstwa procedury „1 z 2” , polegającej na przedstawieniu brzdącowi dwóch alternatyw. Wówczas istnieje 99% szans, że dziecko jednak coś wybierze. Dlatego nie pytaj: „Chcesz zjeść obiad?” Zamiast tego daj mu wybór: „Wolisz naleśniki czy kotlecika?”. Osią tej strategii jest niestawianie pytań, na które można odpowiedzieć „nie”, a także budująca i lubiana przez wszystkie maluchy możliwość podejmowania autonomicznych decyzji.


Nie serwuj też dziecku od razu dwudaniowego obiadu. Gdy niejadek zobaczy taką ilość jedzenia prawdopodobnie zareaguje stanowczym protestem. Podstępny trick sprytnej mamy to oddzielne podawanie zupki i „drugiego”, a wszystko to w dużych talerzach – wówczas dziecięca porcyjka dodatkowo jeszcze optycznie się zmniejszy.

 

Oczy by zjadły...?

 

Zwróćmy baczną uwagę na estetykę talerza i stołu. Oczywiście, że zabiegana mama może nie mieć przed śniadaniem czasu na wycinanie misternych wzorów w rzodkiewce, ale dziecku w zupełności wystarczą pyszne, kolorowe kanapki z uśmiechniętą keczupową buzią. Ładnie podane posiłki zachęcają do jedzenia, z kolei nieforemna breja z warzyw – przeciwnie. Gdy tylko mamy możliwość ozdabiania i uatrakcyjniania dań, róbmy to!


Jeśli nasz wybredny maluch kategorycznie odmówi zjedzenia np. sera czy jajek, nie naciskajmy, ale spróbujmy „przemycić” je za kilka dni, najlepiej w bardziej atrakcyjnej formie (jajka faszerowane, ser pokrojony w małe kosteczki). Jeśli i to nie pomoże, darujmy sobie. W menu stawiajmy na różnorodność; brak urozmaicenia może bowiem doprowadzić do groźnych w skutkach niedoborów żywieniowych.


Warto też zainwestować w ładne, kolorowe miseczki i sztućce. Uwaga! Według niektórych psychologów niebieskie naczynia i obrusy osłabiają apetyt.

 

Ale ono nic nie je!

 

Bez obaw, zdrowe dziecko nie pozwoli się zagłodzić, kiedy poczuje burczenie w brzuszku z pewnością nas o tym powiadomi. Co innego, gdy dziecko jest chore, ma gorączkę i źle się czuje. Wtedy nawet czekolada nie ma smaku, chrupki stają w gardle, a przełykanie jest torturą. Jeśli obawiamy się, że nasza pociecha je zbyt mało, spróbujmy założyć jej „spożywczy dzienniczek”, w którym odnotujemy wszystkie dzienne posiłki i ich ilość. Będziemy zaskoczeni, ile tak naprawdę zjada!

 

Pamiętajmy o tym, by nie traktować jedzenia w kategoriach kary („Bo będziesz musiał zjeść szpinak!”) i nie karzmy za brak apetytu – to coś, na co dziecko nie ma wpływu. Unikajmy szantażowania i porównań („Spójrz, jak Jaś ładnie je! Nie to, co ty”), ale wykorzystujmy fakt, że w towarzystwie jedzenie smakuje lepiej, zwłaszcza jeśli to towarzystwo stanowią inne dzieci. Pozwalajmy maluchowi na eksperymenty, jeśli chce, niech je placki łyżeczką i macza chleb w zupie. Zadbajmy o to, aby posiłki kojarzyły się dziecku z czymś przyjemnym, w miarę możliwości spotykajmy się przy obiedzie całą rodziną, a jeśli malec zaspokoił już głód, nie trzymajmy go przy stole na siłę.

 

Niepokojące sygnały

 

Są również takie sytuacje, kiedy bezwzględnie powinniśmy zasięgnąć porady specjalisty. Jeśli malec chudnie bądź nie przybiera na wadze, po jedzeniu wymiotuje, miewa biegunki, skarży się na ból brzucha, a także gdy jego preferencje odbiegają od ogólnie przyjętych norm, bo np. oblizuje ściany albo z upodobaniem pałaszuje kredę czy trawę – czym prędzej wybierzmy się do lekarza.

 

Bądźmy jednak dobrej myśli. Powszechne doświadczenie mam pokazuje, że ani się obejrzymy, a mały niejadek wyrośnie na dużego smakosza!

                                                                         

                                                                                         Aleksandra Bujas

 

 

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć