Warszawa

Cała prawda o Mikołaju ...

Cała prawda o Mikołaju ...

Cała prawda o Mikołaju i o tym, że pieniądze nie są produktem ubocznym bankomatu?


Listopad to czas, gdy zewsząd bombardują nas reklamy z produktami, które koniecznie musimy ! kupić w ramach gwiazdkowego prezentu. Zaczyna się na nowych telefonach, perfumach, a kończy na zabawkach. Dzieci łykają te informacje jak łakome kąski. List do Świętego Mikołaja (czy też Gwiazdora), rozciąga się niczym rolka papieru toaletowego. Jedni rodzic e kiwają głową z aprobatą, inni… zachodzą w głowę jak podołać, by uszczęśliwić pociechę, bez konieczności wyprzedawania połowy majątku.  Nie oszukujmy się. To my rodzice w pierwszej kolejności zaspokajamy potrzeby dziecka, decydując czy będzie muszącym mieć wszystko gadżeciarzem, czy  cieszącym się z drobnostki dzieciakiem.


A więc nadchodzi Gwiazdka, list do Mikołaja napisany, czas iść na zakupy. W mniemaniu dziecka, nie ma problemu. Przecież Gwiazdor daje prezenty za bycie grzecznym. Nie przyjmuje do wiadomości, że rodziców nie stać na spełnienie wszystkich zachcianek. Co wtedy ?  Zdemaskować Mikołaja  ?  Zdemaskować na zawsze, nieodwracalnie, czy może po prostu pozwolić mu egzystować w dziecięcej głowie, ale mniej nachalnie.


Jestem za drugim rozwiązaniem. Nie widzę sensu by pozbawiać dziecko możliwości wierzenia w coś i kogoś tak magicznego, kogo wyczekuje się z tęsknotą i dreszczykiem podniecenia. Informacja, że Mikołaj nie istnieje prędzej czy później pojawi się w życiu dziecka. Lepiej później. Czyż ta dziecięca naiwność, te wypieki na policzkach nie są cudowne ?


Jednak pozwoliłam sobie na to, by tego Mikołaja trochę poddusić, by nie musieć się za niego tłumaczyć, że nie przyniósł  prezentu wartości 1000 zł, a przecież dziecko było grzeczne ! Zachowujemy więc magię pisania listu do Świętego. Dla mnie jako rodzica, ten list to wspaniałe rozeznanie w kosztach jakie mam ponieść. Kochan swoje dzieci najbardziej na świecie, ale nie będę brała kredytu tylko dlatego by dostały to co chcą. Ponieważ lista prezentów zdaje się niemieć  końca, zawsze znajdzie się na niej coś, co mieści się w ramach budżetu.


Od wspomnianego listopada, na każdą prośbę  kupienia nieplanowanej zabawki, czy gadżetu  odpowiadam więc ze stoickim spokojem „Nie kupię, bo pamiętaj że zbieram pieniądze na prezenty Gwiazdkowe ”.  W dziecięcej głowie rodzi się myśl – nic prostszego, chodźmy do bankomatu. Wszak tam pieniądze są zawsze. To dobry moment by wyjaśnić dziecko iż pieniądz, nie jest produktem ubocznym bankomatu. Że właśnie by zarobić pieniądze na jego przyjemności, musimy chodzić do pracy, przez co czasami mamy dla niego mniej czasu.


Syn starszy wie bowiem, iż owszem  Mikołaj te prezenty dostarcza (dzięki teleportowi albo rakietom w saniach),ale już pieniądze na prezenty muszą dać rodzice. No przecież,  gdyby Mikołaj miał obdarować wszystkie dzieci na świecie za swoje, to w dobie dzisiejszych światowych kryzysów już dawno poszedł by z torbami. Tak więc rodzice, wraz z listem przesyłają pieniądze, a Mikołaj po sprawdzeniu w systemie komputerowym ,czy dziecko było grzeczne, wybiera na jaki prezent zasłużyło. Nie traci dzięki temu na uroku wyczekiwana gwiazdka . Wypieki pozostają równie czerwone, a rodzice spokojniejsi.


Wszak warto przypomnieć, że nie tylko o prezenty tu chodzi, ale i fakt że niektórzy tylko raz w roku mogą w dobie pędu za pieniądzem, usiąść z rodziną przy wigilijnym stole.


Magdalena Mrozek (http://niestereotypowa-matka.blogspot.com/)

 

 

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć