Warszawa

Co decyduje o zachowaniu - Dobroć dopasowania

Co decyduje o zachowaniu - Dobroć dopasowania

Kiedy dziecko pojawia się na świecie, rodzice są gotowi je obserwować i dopasować się do jego potrzeb. Z czasem zapominają i często odwołują się do porównań ze sobą. A powinni stale poszukiwać odpowiedzi na pytanie: kim jest ten człowiek?

 

Tekst: Magdalena Śniegulska


Artykuł pochodzi z magazynu

"Newsweek Psychologia Nastolatka", nr 4/2022;

opublikowano za zgodą redakcji

 

 

 

 


 

Przed narodzinami dziecka jego rodzice często fantazjują: „Będzie miał twój charakter”; „Chciałabym, żeby jak ja było uparte”. Z jednej strony wiemy, że przyjdzie na świat wyposażone w jakieś cechy zdeterminowane biologicznie (co dla większości z nas mylnie oznacza – niezmienialne), z drugiej – od początku mamy pokusę programowania jego życia: „Dopilnuję, żeby nie popełniło moich błędów”; „Będzie miało dobre życie i dobrą pracę – już ja się o to postaram”. Jak zatem realnie wygląda wpływ rodziców na zachowanie dziecka?

 

Konstelacje temperamentalne

 

Dziecko przychodzi na świat wyposażone w zestaw cech. Rodzi się „jakieś”. Najpierw rodzice dostrzegają cechy jego temperamentu. Thomas i Chess, autorzy jednej z wielu teorii temperamentu, rozróżniali początkowo takie wymiary jak: aktywność motoryczna dziecka, regularność cyklów dobowych, reakcje na nowość i łatwość przystosowania, próg reagowania, nastrój, uwaga czy siła reakcji. Na podstawie tych kategorii i ich konfiguracji badacze wyróżnili trzy konstelacje temperamentalne. Temperament łatwy charakteryzuje: regularność, zbliżanie się, łatwość przystosowania, siła reakcji niewielka lub umiarkowana, przewaga pozytywnych emocji. Temperament trudny: brak regularności, wycofywanie się, trudność w przystosowaniu, duża siła reakcji i przewaga emocji negatywnych nad pozytywnymi. Temperament wolno rozgrzewający się opisuje dzieci, które reagują negatywnie na nowe bodźce, przystosowują się powoli, wykazują przewagę nastrojów negatywnych nad pozytywnymi, reagują z niewielką siłą i zajmują pozycję pośrednią na wymiarze regularności.

 

Co ciekawe, badacze zaobserwowali również, że nie zachodzi żadna bezpośrednia zależność pomiędzy tym, jaki dziecko ma temperament, a potencjalnymi trudnościami w zachowaniu. To skłoniło ich do wprowadzenia pojęcia „dobroć dopasowania”. Dobre dopasowanie zachodzi wtedy, gdy możliwości jednostki, jej temperament oraz inne cechy indywidualne są zgodne z oczekiwaniami i wymogami otoczenia (przede wszystkim rodziców, nauczycieli, rówieśników). Tylko trwałe i duże rozbieżności powodowały nieprzystosowanie i zaburzały rozwój. Sposób, w jaki zachowanie i rozwój ulegały zaburzeniu, wynikał także z warunków środowiska.

 

Nasze dziecko to nie my

 

Badacz Jerome Kagan zwrócił uwagę na inne cechy temperamentu, takie jak nieśmiałość – lękliwość versus śmiałość – towarzyskość, które w niewielkim stopniu zmieniają się wraz z wiekiem. Przypuszczał, że to, czy dziecko zareaguje na nowe, nieoczekiwane wydarzenie uśmiechem, czy płaczem, może mieć podłoże biologiczne, genetyczne. W badaniach skupił się właśnie na tej charakterystyce i na jej podstawie wyodrębnił dwie kategorie: temperament zahamowany i niezahamowany. Kategorie te odnoszą się do pierwszych reakcji dziecka na zdarzenia (osoby, bodźce, sytuacje) nieznane.

 

W trakcie badania okazało się, że znaczna część dzieci z temperamentem zahamowanym (onieśmielone, wystraszone wobec nieznanego) wyzbywała się nieśmiałości, zanim poszła do przedszkola. Kluczową rolę w tym przypadku odgrywali rodzice, szczególnie matki, które pomagały im uporać się z nieśmiałością i lękliwością, wywierając łagodny nacisk, aby były bardziej otwarte i towarzyskie. To właśnie była dobroć dopasowania. Opiekuńcza postawa rodziców i chronienie dziecka przed stresami nie wpływały dobrze na przełamanie tych barier.

Są więc dzieci, które reagują wyraźnym pobudzeniem i rozdrażnieniem nawet na subtelne bodźce w ich otoczeniu i takie, które bardzo łatwo adaptują się do zmian. Widząc te różnice, próbujemy szukać dla nich wyjaśnienia (jest taki jak ja / jest zupełnie inny niż ja). Zapominamy przy tym, że nasze dziecko to nie my – i choć odziedziczyło po nas pewną kombinację genów i chcemy je wyposażyć w umiejętności, które dla nas są ważne – to jednak jest osobną jednostką – zupełnie od nas inną. Doświadcza nie tylko innego środowiska, innych zdarzeń, ale i wyposażone jest w unikatowy, niepowtarzalny zestaw cech, które w specyficzny sposób będą wchodziły w interakcje z jego najbliższym otoczeniem.

 

Ufność wobec rodzica to ufność wobec innych

 

W tropieniu dobrego dopasowania pomocne będą badania z zakresu psychologii rozwojowej pokazujące pewne zależności między zachowaniem, określonym etapem rozwojowym a cechami środowiska. Ciekawe wnioski płyną z badań nad przywiązaniem. Na wyodrębnienie dwóch głównych stylów przywiązania: bezpiecznego i pozabezpiecznego pozwoliło badanie „obcej sytuacji” Mary Ainsworth. Styl pozabezpieczny można zaobserwować u dzieci w dwóch rodzajach reakcji: kiedy na stres czy napięcie reagują albo unikaniem relacji z opiekunem, albo mają trudności z uspokojeniem złości i gniewu w kontakcie z nim.

 

Ukształtowane w dzieciństwie relacje z rodzicami mogą wpływać na kontakty z ludźmi w kolejnych latach życia. Długo sądzono, że relacje lękowo-ambiwalentne powstają wtedy, gdy opiekun jest względem dziecka nieprzewidywalny – w niektórych sytuacjach reaguje z uwagą i adekwatnie do potrzeb dziecka, w innych je ignoruje, jest obojętny i niedostępny. Późniejsze badania wykazały jednak, że relacja lękowo-ambiwalentna tworzy się głównie wtedy, gdy rodzic jest bardzo skoncentrowany na dziecku (tzw. rodzic helikopterowy), nie potrafi zapomnieć o obecności dziecka, jest na nim skupiony i stale dostępny. Rodzice ci są przekonani, że to daje poczucie bezpieczeństwa i buduje zaufanie, tymczasem zaufanie budują sytuacje wyjątkowe, a nie codzienne i rutynowe.

 

Dzieci, które mają zaufanie względem innych oraz same wykazują się odpowiedzialnością za dane słowo, są jednocześnie bardziej zaangażowane w zadania szkolne i pracują z większą radością i satysfakcją. W przyszłości będzie się to przekładać na poziom zaufania społecznego osób dorosłych do instytucji społecznych, przestrzeganie i kontrolowanie norm wspólnego życia oraz zaufanie względem obcych.

 

Kiedy dziecko staje się narcyzem

 

Teoria społecznego uczenia się przewiduje, że narcyzm pojawia się, gdy rodzice przeceniają swoje dziecko, uważają, że jest szczególnie wyjątkowe i lepsze od innych. Teoria psychoanalityczna przewiduje, że narcyzm wynika raczej z braku rodzicielskiego ciepła. Jedno z pierwszych długofalowych badań dotyczących powstawania narcyzmu u dzieci wykonali Eddie Brummelman i współpracownicy w 2015 r. Uczestnikami były dzieci w wieku 7-12 lat, czyli w wieku, kiedy różnice w zakresie narcyzmu zaczynają się ujawniać. Ponad 500 dzieci uczestniczyło w czterech pomiarach wykonywanych w odstępach sześciu miesięcy. Mierzono poziom narcyzmu u dzieci, ich samoocenę oraz praktyki rodzicielskie, w szczególności przecenianie własnego dziecka oraz bliskość i ciepło emocjonalne. Wyniki są jednoznaczne. Jeśli rodzice przekonani są o tym, że ich dziecku należy się wyjątkowe traktowanie, że latorośl ich jest wyjątkowo zdolna, miła, uczynna, o szczególnie dobrym sercu – wtedy rozwija się narcyzm.

 

A kiedy ma o sobie po prostu dobre zdanie

 

Chłód emocjonalny również ma znaczenie, tyle że dla rozwoju samooceny. Gdy dziecko jest szanowane, wysłuchane, traktowane ciepło i poważnie – wpływa to na wysoki poziom samooceny. Jest ona „termometrem” wskazującym na poczucie własnej społecznej akceptacji. Ciepło przekłada się zatem na poczucie akceptacji, a to z kolei stanowi czynnik ochronny w sytuacjach lęku i stanach depresyjnych. Wysoka samoocena wiąże się z przekonaniem, że choć jestem przeciętny, podobny do innych, to tak jak ludzie w ogóle jestem bardzo wartościowy.

 

Dla niektórych rodziców porażki dzieci są równie cenne jak zwycięstwa. W sytuacji niepowodzenia mówią: „To świetna okazja, by nauczyć się tego jeszcze raz i dużo lepiej. Co mógłbyś zrobić inaczej, czego się nauczyłeś?”. Podczas gdy inni rodzice mówią: „Martwię się, że ci nie poszło na teście z fizyki, ale w końcu nie można być dobrym we wszystkim. Szkoda, że słabo wypadasz z tego przedmiotu, bardzo ci współczuję, ale może pokaż innym, że jesteś dobra z historii”. Traktują porażkę jako oznakę słabości, szkodę, która wymaga współczucia i jednocześnie świadczy o nie najlepszym poziomie ukrytych, względnie stałych zdolności w danym obszarze.

Dzieci szybko przyswajają reakcje dorosłych w sytuacji porażki i tworzą na ich podstawie ogólną wizję swoich zdolności. Te, których rodzice / nauczyciele widzą porażkę jako zagrożenie, traktują swoją inteligencję jako stały „ukryty byt”, który gdzieś „z wewnątrz” determinuje ich zachowania. Uczą się, jak unikać sytuacji, w której mogłyby ponieść porażkę i tym samym pokazać innym, że „rozumu mają mało”. Nie lubią przyznawać się do błędów czy niezrozumienia.

 

Dzieci, których rodzice traktują niepowodzenia jako ciekawe sytuacje wymagające takiej samej refleksji jak zwycięstwa, traktują swoją inteligencję jako umiejętność, która rozwija się, gdy jest się wytrwałym. Takie dzieci doceniają konstruktywną krytykę, decydują się na trudniejsze zadania, które mogą zakończyć się fiaskiem. Wiedzą, że warto działać. Jedną z ważnych przyczyn ich późniejszych sukcesów jest to, że ktoś systematycznie powtarzał im w chwili smutku: „Zawszę będę w ciebie wierzyć, a teraz naucz się wstawać”.

 

Moje dziecko – kim jest ten człowiek

 

Każde dziecko jest inne. Początkowo rodzice tak ciekawi swoich dzieci są gotowi je obserwować i dopasować się do potrzeb dziecka. Z czasem zapominają, jak ta zdolność obserwowania jest ważna. A warto opisywać młodego człowieka bez stałego odwoływania do specyficznego kontekstu swojej rodziny (np. „Tak jak ja nie lubi głośnej muzyki”; „Zupełnie inaczej niż ja, nie potrzebuje innych dzieci do zabawy”). Ważne, aby rodzice stale poszukiwali odpowiedzi na pytanie, kim jest ten człowiek, co lubi, a czego nie, co jest jego mocną stroną, a w czym wymaga wsparcia, czego się boi, a co jemu (a nie mnie w kontakcie z nim) sprawia prawdziwą przyjemność? Co sprawia, że odczuwa zakłopotanie, a kiedy jest z siebie dumne? Taka bezstronna obserwacja, trochę jak rejestracja kamerą, może ułatwić znalezienie metody, która najlepiej pomoże rozwijać się mojemu dziecku w jego momencie rozwojowym.

 


O AUTORCE

dr Magdalena Śniegulska

psycholog. Pracuje w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego, a także w Katedrze Psychologii Klinicznej i Zdrowia Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się zaburzeniami zachowania dzieci i młodzieży. Pracuje również z rodzicami doświadczającymi problemów wychowawczych.


Przeczytaj również

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć