Warszawa

Wojna oczami dziecka - o traumie i mądrej pomocy (małym) uchodźcom

Wojna oczami dziecka - o traumie i mądrej pomocy (małym) uchodźcom

Chyba każdy życzliwy człowiek chciałby, by dziecięce wspomnienia nie były obarczone piętnem wojny. Niestety, jak pokazało życie, to doświadczenie może spotkać dziecko w każdym miejscu i w każdym czasie, również w Europie w XXI wieku. Sytuacja jest tym bardziej tragiczna, że dziecko jest osobą jeszcze nie w pełni ukształtowaną, zdaną na łaskę i niełaskę dorosłych, przez co bardziej podatną niż dojrzały człowiek na urazy psychiczne. Dlatego, często to właśnie dzieci najboleśniej odczuwają skutki decyzji tych tzw. "wielkich" dorosłych.


"Wojny dorosłych - historie dzieci" - nowe czasy, stare dylematy


Jedno z łódzkich wydawnictw, chcąc lepiej przybliżyć losy dzieci, których dzieciństwo przypadło na czasy działań zbrojnych, przede wszystkim II wojny światowej, stworzyło serię "Wojny dorosłych - historie dzieci". W kontekście wojny na Ukrainie ta gra słów stała się aktualna również dzisiaj. To jeden dorosły lub grupa dorosłych skupiona wokół agresora wybiera wojnę, a konsekwencje ponoszą wszyscy, całe społeczeństwo - w tym ci, którzy są najbardziej nieświadomi, często pomijani w wielkich dyskursach o historii.


Wojna i działania zbrojne to doświadczenia, które zostają w pamięci jej świadków na zawsze. Dzieci to szczególnie narażona na traumę grupa. Wiele osób, w tym dzieci, które doświadczyły tak trudnych sytuacji jak działania wojenne, może cierpieć z powodu ostrej reakcji na stres czy zaburzenia stresowego pourazowego, znanego bardziej pod określeniem zespołu stresu pourazowego.

 

ASR - bo tym skrótem określa się ostrą reakcję na stres - to naturalna, zdrowa reakcja organizmu na zdarzenie stresowe. Wśród objawów wskazanych w klasyfikacji ICD-10 wymienić można:

  • początkowe występowanie stanu „oszołomienia”,

  • niemożność zrozumienia bodźców,

  • zaburzenia orientacji,

  • dalsze wyłączanie z sytuacji lub nadmierna aktywność, pobudzenie,

  • znamiona panicznego lęku: zaczerwienienie, poty, przyspieszona akcja serca.

 

Z kolei biorąc pod uwagę amerykańską klasyfikację – DSM-5 (nieobowiązującą oficjalnie w systemie polskim), warto wymienić tu takie czynniki wskazujące na ASR jak:

  • poczucie ponownego przeżywania trudnych wydarzeń, co może być odzwierciedlane podczas zabawy czy natrętnych wspomnień i snów związanych z wojną,

  • nadmierna pobudliwość, drażliwość lub symptomy lęku, np. nadmierna czujność, problemy z zasypianiem,

  • poczucie "oszołomienia",

  • uczucie odrętwienia czy braku reaktywności emocjonalnej,

  • derealizacja i depersonalizacja,

  • unikanie czynników, które mogą wyzwolić wspomnienia.

 

ASR mija samoistnie. Nie jest więc tu potrzebne leczenie. Okres ostrej reakcji na stres nie jest czasem na to, by zmuszać dziecko do tego, by opowiadało o swoich doświadczeniach. W ten sposób można mu zaszkodzić, ponieważ mówienie o trudnym przeżyciu na tym etapie może potęgować traumę.

 

Co więcej, mózg posiada mechanizmy, które mogą pomóc w samoleczeniu. Tu ważna jest empatia i towarzyszenie dziecku, danie mu wolności w opowiadaniu o samym sobie. Dopiero syndrom stresu pourazowego wymaga leczenia. Trzeba jednak pamiętać, że po wsparcie psychologiczne można udać się zawsze. Istotna jest tu rola psychologa czy psychoterapeuty lub psychiatry, którzy nie naciskają na pacjenta.

 

Natomiast zaburzenie stresowe pourazowe występuje wówczas, gdy niepokojące objawy utrzymują się dłużej, co najmniej powyżej miesiąca.

 

Według klasyfikacji ICD-10 zaburzenie stresowe pourazowe to „opóźniona lub wydłużona reakcja na wydarzenie czy sytuację stresową. (…) Typowe objawy obejmują wielokrotne przeżywanie urazowej sytuacji w natrętnych wspomnieniach (reminiscencjach) i koszmarach sennych. Pojawiają się one na tle poczucia „odrętwienia” i przytępienia uczuciowego, odizolowania od innych ludzi, braku reakcji na otoczenie, anhedonii, a także unikania działań i sytuacji, które mogłyby przypomnieć przebyty uraz. Zazwyczaj występuje stan nadmiernego pobudzenia wegetatywnego z nadmierną czujnością i wzmożoną reaktywnością na bodźce oraz bezsennością. Z powyższymi objawami i zmianami często związane są lęk i depresja i nierzadko występują myśli samobójcze. Zaburzenia pojawiają się po urazie, po okresie latencji, który może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Przebieg ma charakter zmienny, ale w większości przypadków można oczekiwać ustąpienia objawów”.

 

Warto również zwrócić uwagę na nowo powstałą klasyfikację ICD-11, która powinna zostać wdrożona w Polsce w ciągu kilku najbliższych lat. Kryteria w niej opublikowane pozwalają na rozpoznanie zespołu stresu pourazowego, gdy człowiek był narażony na jednorazowe przerażające doświadczenie albo serię takich wydarzeń i towarzyszą mu objawy z 3 następujących grup:

  • ponowne wracanie do trudnych wydarzeń, np. w koszmarach sennych, podczas których pojawiają się silne emocje i odczucia fizyczne;

  • wyczulenie na zagrożenie, np. nadmierna czujność i reaktywność na hałasy,

  • unikanie wspomnień oraz myśli związanych z trudnym doświadczeniem.

 

Bardzo interesująco do kwestii zespołu stresu pourazowego podeszli twórcy klasyfikacji DSM-5, która podaje odrębne kryteria dla dzieci poniżej 6. roku życia i dla dzieci powyżej 6. roku życia.


U najmłodszych zespół stresu pourazowego charakteryzuje się przeżywaniem na nowo wspomnień i silnym stresem po przypomnieniu sobie wydarzenia, wycofaniem społecznym, unikaniem wszystkiego, co kojarzy się z tragicznym doświadczeniem, zwiększoną reaktywnoscią na bodźce, np. nadmierną reakcją na zaskoczenie.


Z kolei u dzieci powyżej 6. roku życia obserwowane jest ciągłe powracanie do wspomnień poprzez zabawę, dręczące koszmary, częste popadanie w smutek czy doświadczanie lęku, poczucie winy, odczuwanie nierealności otoczenia, a nawet samego siebie, nadmierną pobudliwość.

 

Jak powinien zachowywać się wolontariusz wobec osób, w tym dzieci, po takich przejściach? Jak powinien rozmawiać z uchodźcami, którzy dopiero przekraczają granicę? Jak ich wspierać i pytać o ich potrzeby, aby nie naruszyć ich godności? Na jakie zachowania powinien być przygotowany? Przed wojną uchodźcy prowadzili zwyczajne życie: pracowali, wychowywali dzieci. Dziś wielu z nich jest zdanych na pomoc obcych ludzi. Jak udzielać im pomocy, by ich nie zawstydzać?


O wskazówki zapytaliśmy Agnieszkę Toros, psychologa. Zdaniem specjalistki:


Większość z nas posiada wystarczające umiejętności do pomocy na pierwszej linii frontu, a wynikają one po prostu z empatii. Swoją postawą możemy zamodelować spokój, ale też nie obiecujmy czegoś, czego nie jesteśmy pewni. Życzliwość i uśmiech w pierwszym kontakcie są bardzo ważne. Osoby, które przekraczają granicę mogą być w różnym stanie - często mogą nie zdawać sobie sprawy ze swoich potrzeb. Najważniejsze na początku jest zabezpieczenie potrzeb fizjologicznych i zapewnienie poczucia bezpieczeństwa - warto przygotować sobie listę takich potrzeb i wypytać o nie, np. czy chcesz zjeść zupę, czy chcesz napić się wody, czy masz ciepłe ubranie, czy masz gdzie spać, itd. Ważne, by w tym czasie nie wypytywać o to, co się wydarzyło i o szczegóły traumy. Warto kierować się zasadą "nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe" i zastanowić się, jakiego zachowania my byśmy oczekiwali będąc w takiej sytuacji.

Lecznicza moc słów... a może inne sposoby na przykre doświadczenia?

 

Wielu dorosłych wyobraża sobie, że dzieci dotknięte traumą wojny, otworzą się przed nimi. Trzeba jednak pamiętać, że potrzeba tu przede wszystkim zaufania i zbudowania w dziecku poczucia, że jest bezpieczne, a to nie jest proste zadanie. Co więcej, opowiadanie o sobie może być dla dziecka zawstydzające, upokarzające czy wręcz odzierające z godności.

 

Doświadczenie wojny, wspomnienia dźwięków wybuchów, alarmy przeciwlotniczne, widok porozbijanych okien, zdewastowanego pokoju, zniszczonego domku dla lalek, rannej mamy czy śmierci siostry, chowanie się w schronie i oczekiwanie na spokojniejszy czas to są doświadczenia niewytłumaczalnie trudne dla dziecka. Poprzez swoje przeżycia dotarły do granic swoich możliwości. Brak umiejętności ich przeskoczenia sprawia, że wyczerpują się wszelkie dotychczas znane metody radzenia sobie z trudnościami. Często te dzieci w wieku zaledwie kilku lat przeszły znacznie więcej niż niejeden dorosły przez całe życie.


Do tego może dochodzić cały repertuar niezrozumiałych dla dziecka emocji: od lęku o los swój i najbliższych, przez obawy o przyszłość ukochanego zwierzaka, który musiał zostać w domu, po tęsknotę za misiem-przytulanką, którego dziecko nie zdążyło zabrać w trakcie ucieczki. Taka maskotka, która była dla niego zawsze oparciem, pocieszała, gdy maluch gorączkował lub bał się sam spać w obawie przed potworami, teraz została sama. Z perspektywy dorosłego brak ulubionej zabawki to najmniejszy problem. Natomiast u dziecka już sama jej utrata wiąże się z zachwianiem poczucia bezpieczeństwa. Warto nieco wejść w rolę tej przytulanki i stworzyć dziecku chociażby namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Czule i uważnie towarzyszyć mu w przeżywaniu tego, co się wydarzyło.


Co więcej, dziecku trudno opowiadać o swoich przejściach, wyraża je zwykle poprzez rysunek, sceny w trakcie zabawy czy np. emocje - nadmierną pobudliwość, chęć biegania, niszczenia, ale też wycofanie - chowanie się pod łóżkiem, pod kocem, tam, gdzie czuje się względnie bezpieczne i odcięte od świata. Tu słowa to drugorzędne narzędzie komunikacyjne. Jakże aktualne jest dziś stwierdzenie autorki "Małej zagłady", która pisze: "Dzieci nie potrafią wyrażać emocji słowami. Nie znają jeszcze leczniczej mocy słów".


Jak zatem można pomagać najmłodszym jeśli nie tylko słowa są tu istotne? Dobrym sposobem jest dostosowanie komunikacji do ich percepcji. Można to zrobić chociażby przez zabawę. Wiele instytucji kultury i sportu, np. teatry, świetlice, kluby piłkarskie czy kina, otworzyło się na uchodźców oferując im nieodpłatnie możliwość zajęć.

 

Takie podejście aprobuje psycholog, Agnieszka Toros. Jej zdaniem:


Dzieci rozładowują swoje napięcie emocjonalne poprzez zabawę i trzeba to jak najbardziej wspierać! 

Nie należy się martwić, gdy zauważymy, że w początkowym okresie od przybycia dzieci "bawią się w wojnę". Jest to jak najbardziej naturalne zachowanie. Dzieci w ten sposób odreagowują swoje emocje. Jak mówi nasza ekspertka:


Może się okazać, że przez jakiś czas będą bawiły się w wojnę i odtwarzały pewne sceny, które widziały i to jest ok. Warto pytać dzieci o ich potrzeby i uczucia. Może okazać się, że ktoś jest smutny, ale to dlatego, że już nie może grać w piłkę nożną i bardzo pomoże mu to, że zorganizujemy mecz.

Dobrym pomysłem jest również integracja dzieci polskich z ukraińskimi. Trzeba jednak pamiętać, w jaki sposób organizować podopiecznym zabawę. Najlepiej, by takie aktywności były, przynajmniej na początku, pozbawione elementów rywalizacyjnych. Nie należy dzieci narażać na dodatkowy stres.


Zdaniem Agnieszki Toros:


Dobrze integrować dzieci przez zabawę i gry oparte na wspólnym osiąganiu celu, a nie na rywalizacji. Wiele z takich działań nie wymaga znajomości języka, a co więcej, można w nie wpleść wzajemną naukę słownictwa.

Niezależnie od tego typu aktywności, warto również zadbać o wsparcie psychologiczne dzieci, a także dorosłych. Dobrym pomysłem jest skorzystanie z poradni psychologicznych i zdrowia psychicznego. Po taką pomoc uchodźcy powinni się zgłosić zwłaszcza wtedy, gdy dzieje się z nimi coś niepokojącego. Co kryje się pod tym pojęciem "niepokojący"?

 

Jak podpowiada psycholog, Agnieszka Toros:


Należy zwrócić szczególną uwagę na osoby z zaburzeniami psychicznymi, dzieci i młodzież, osoby starsze i będące w żałobie. Jest to pewna grupa ryzyka, którą warto obserwować. Niepokojące zachowania to nadmierna ruchliwość lub przeciwnie - brak jakiejkolwiek aktywności, mówienie do samego siebie i inne charakterystyczne zachowania, które większość z nas potrafi zidentyfikować jako "niepokojące". Warto wówczas zgłosić się do psychiatry lub do szpitala. Należy pamiętać, że ostra reakcja na stres jest naturalna i może trwać miesiąc.


Kotwice w codzienności - wolontariuszu, nie zapominaj o sobie

 

Pomaganie wiąże się z obciążeniem psychicznym również dla wolontariuszy. Niekiedy jesteśmy tak przejęci sytuacją, że nie potrafimy skupić się na najprostszych czynnościach. W głowie, na pierwszym planie, mamy wciąż wojnę i chęć zmiany tej sytuacji. Początkowo, wolontariusz, gdy pomaga, czuje ekscytację i towarzyszy mu wiele pozytywnych emocji, ponieważ w tej trudnej sytuacji znalazł małe poletko do działania i czuje moc sprawczą.

 

Bezradność zostaje zastąpiona przez aktywność na rzecz małej grupy, co powoduje pobudzenie i radość. Jednak wszystkie zasoby, nawet te wypływające ze szlachetnego serca, kiedyś się wyczerpują. Jak naładować baterie? Kiedy osoby pomagające powinny udać się po wsparcie psychologiczne?


Jak mówi psycholog Agnieszka Toros:


Często osoby pomagające zapominają o własnych potrzebach, co może szybko prowadzić do wypalenia. Główną zasadą jest to, by najpierw realizować swoje codzienne obowiązki i dbać o osobiste relacje (by np. nie zaniedbać potrzeb swojej rodziny), a dopiero później pomagać innym. Takie kotwice w codzienności są nam potrzebne do utrzymania równowagi. 

A co jeśli nie dajemy rady, trudno nam pomóc wszystkim i czujemy się bezradni wobec sytuacji, w której się znaleźliśmy? Trzeba wówczas zastanowić się, czy nie wymagamy zbyt wiele od siebie. Należy otworzyć się nie tylko na potrzeby innych, ale przede wszystkim swoje i swoich bliskich.

 

Zdaniem naszej rozmówczyni:


Niektórzy wolontariusze mogą mieć potrzebę tego, by pomóc każdej osobie, znać odpowiedź na każde pytanie i nakładają na siebie taką presję. Co gorsza, mogą też mieć oczekiwania wobec reakcji osób, którym pomagają, a często mogą nie usłyszeć nawet dziękuję, co też jest naturalne w tych okolicznościach. Skup się na tym, w czym jesteś najlepszy/a i na to wydatkuj swoją energię. Bądź też asertywny/a - nie musisz robić wszystkiego! A jeśli nie zaspokajasz swoich potrzeb fizjologicznych, odczuwasz stres i przeciążenie psychiczne - zrób sobie przerwę i zregeneruj się. W przypadku, gdy pewne obrazy i doświadczenia nie dają ci spokoju lub po prostu chcesz przegadać swoje emocje - warto rozważyć wsparcie psychologiczne.


Oczekiwania wyrzucić w kąt

 

Warto również pamiętać, by pomagać, nie oczekując nic w zamian. Wiele osób ma w głowie romantyczny obraz uchodźcy, który pokonując wiele trudności, z narażeniem życia, dociera wreszcie do ziemi obiecanej - do naszego domu. Tam uzyskuje właściwą pomoc i okazuje ogromną wdzięczność. Chcąc pomagać trzeba liczyć się z tym, że osoba straumatyzowana może mieć po prostu trudność z wyrażaniem emocji.


Trudno oczekiwać np. od dziecka martwiącego się o los tatusia, brata czy dziadka, którzy zostali w ojczyźnie tego, że będzie się uśmiechać czy dziękować nam przy każdej okazji. Trudno wymagać wdzięczności od osób, których dawne życie dosłownie legło w gruzach, którzy muszą zacząć wszystko od nowa w obcym kraju, gdzie wszyscy mówią niezrozumiałym językiem. Trudno, by ktoś pokazywał, jak bardzo Ci dziękuje, że ma co jeść i gdzie spać, gdy martwi się o los swoich bliskich, przyjaciół, kolegów z ławki czy choćby nielubianej sąsiadki z tej samej klatki w bloku.

 

Wiele osób jest tak poranionych i zdewastowanych psychicznie po swoich przejściach, że może mieć problem z poukładaniem myśli. Dajmy im czas na to, by ochłonęli. Warto o swoich wątpliwościach porozmawiać z psychologiem. 


Zdaniem Agnieszki Toros:


Niestety, oczekiwania wobec osób, którym pomagamy są częstym zjawiskiem. Należy jak najbardziej docenić wkład osób pomagających, ale też zrozumieć stronę, której pomagamy - te osoby mogą czuć się zawstydzone, wciąż oszołomione, skoncentrowane na rodzinie, która została w Ukrainie, itd. przez co nie okazują pewnych emocji, albo robią to w sposób niezrozumiały dla nas. 

 

A co w sytuacji, gdy wdzięczność nie nadchodzi nigdy, a nasze wysiłki nie są zupełnie doceniane? Taki scenariusz też trzeba rozważyć. Jak mówi psycholog Agnieszka Toros:


Proszę pamiętać, że poza tym, że jesteśmy "uchodźcami" i "pomagaczami" jesteśmy też zróżnicowanymi osobowościami - nie każdy będzie w stanie okazać wdzięczność, nie każdy będzie w ogóle chciał to robić i nie z każdą osobą nawiążemy dobrą relację. To jest naturalne. Warto rozważyć odpowiednią dla siebie formę pomagania w zależności od własnych potrzeb i oczekiwań.

Pomoganie to coś dobrowolnego. Każdy sam podejmuje tę decyzję, licząc się z ryzykiem, jakie ono niesie. To wielowymiarowy wysiłek. Z jednej strony trzeba poświęcić swój czas i inne zasoby, np. mieszkanie, pieniądze, a z drugiej strony wyzbyć się oczekiwań. Często znacznie trudniej pogodzić się z tym, że ktoś nie reaguje na okazaną pomoc - tak jak my chcemy - niż z przekazaniem dóbr materialnych innemu człowiekowi.


Całkowity brak wdzięczności to jednak rzadkie zjawisko. Przybywający Ukraińcy z reguły nie rozstają się ze słowem "dziękuję", a empatia, którą okazujemy nie powinna być wybiórcza i interesowna - choćby służąca do połechtania naszego ego.

 

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć