Warszawa

Czas egocentryzmu - Misja: "ja"

Czas egocentryzmu - Misja: "ja"

Rodzice często mają wrażenie, że ich dziecko jest egoistyczne i pozbawione empatii. Tymczasem nastolatek w okresie dorastania jeszcze nie potrafi właściwie ocenić perspektywy drugiej osoby i ma skłonność do nadmiernego eksponowania własnego punktu widzenia. Jego egocentryzm jest mu potrzebny do rozwoju, a rodzice muszą dać sobie z tym radę

 

Tekst: Anna Czarnecka

 


Artykuł pochodzi z magazynu

"Newsweek Psychologia Nastolatka", nr 5/2021;

opublikowano za zgodą redakcji

 

 

 

 

 


 

Choć współczucie to nasza wrodzona umiejętność, w okresie dojrzewania sięgamy po nie raczej oszczędnie. Nadmierna empatia, patrzenie na świat z perspektywy opiekuna mogłyby utrudniać nam misję wyzwalania się. Skłonność do poświęceń i większa ugodowość przyjdzie nieco później. Teraz jest czas skupienia na sobie, egocentryzmu, rebelii, bycia na „nie”. Jest to nieodzowny etap, aby wypłynąć na szerokie wody dorosłości i odnaleźć swoje miejsce w świecie.

 

Wybić się na niepodległość

 

Rodzic pełni rolę opiekuna przynajmniej do czasu osiągnięcia przez nastolatka pełnoletności. Ma przewagę i władzę; może go kontrolować, choćby za pomocą zależności ekonomicznej. Okres dojrzewania to czas pełnej determinacji próby odwrócenia tego porządku – wyzwolenia się spod kurateli rodzica. Możliwość samostanowienia pozwala rozwijać się i wzrastać. Nastolatek z impetem wkracza na ścieżkę indywiduacji, by potem na kolejnym etapie rozwoju móc odnaleźć swoje powołanie, misję, która pozwoli mu wykroczyć poza siebie samego. Teraz jest czas „JA”.

 

Trzeba sprawdzić się w rozmaitych sytuacjach, przetestować swoje moce, podjąć własne decyzje i ponieść ich konsekwencje. Aby stać się osobną jednostką, musi poczuć, wyklarować i zdefiniować swoją tożsamość, wyjść ze statusu dziecka. Z jednej strony nastolatek oddala się od matki i ojca; z drugiej – przeżywa niepokój, ponieważ w ten sposób przestaje być bezpieczny. Jednak potrzeba usamodzielnienia i samostanowienia staje się teraz podstawowym napędem działań. Oddzielanie od postaci rodzicielskich i osiąganie pełni potencjału swojego „ja” będzie kontynuowane na kolejnych etapach życia, ale to właśnie teraz ma najbardziej intensywne oblicze. Erik H. Erikson, jeden z największych autorytetów w dziedzinie psychologii rozwojowej, pisał, że rozwój ludzki jest naznaczony „ciągiem konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych, które witalna osobowość przezwycięża”.

 

Żegnanie dzieciństwa

 

Odrywanie się od rodziców jest nieuchronne, lecz bolesne. Budzi lęk przed utratą najbliższych więzi, wywołuje poczucie żalu, tęsknoty, smutku. Z jednej strony silna jest ekscytacja tym, co nowe, zaabsorbowanie dynamicznie zmieniającymi się elementami rzeczywistości. Z drugiej – to proces rozstawania się z bardzo wieloma rzeczami naraz. Dorastający człowiek przeżywa serię utrat: swojego dawnego wyglądu, „dziecięcego ja”, idealistycznych wyobrażeń o świecie, który okazuje się niesprawiedliwy i okrutny; bliskości z najważniejszymi osobami, które zmieniły do niego stosunek. Drzwi dzieciństwa zatrzaskują się, a nowe jeszcze się nie otworzyły.

„Po każdej z tych ważnych strat trzeba nam odbyć żałobę – żałobę nad kresem dzieciństwa – zanim staniemy się emocjonalnie wolni i gotowi do tego, by zaangażować się w miłość i w pracę w obrębie ludzkiej społeczności (...). To właśnie wtedy powoli zaczynamy pojmować znaczenie przemijania. I odczuwać nostalgię za przeszłością, za złotym wiekiem, który już nigdy nie powróci. A wzdychając nad zachodami słońca, nad końcem lata, nad miłością, która odeszła, i nad wierszami o »kraju utraconej radości« – opłakujemy – nie wiedząc nawet, że to robimy – koniec daleko bardziej istotniejszy: pozostawienie za sobą dzieciństwa” – napisała badaczka psychoanalizy Judith Viorst w swojej słynnej książce „To, co musimy utracić”. Niepokój wywołany rozdzieleniem z rodzicami jest często nieuświadomiony. Młodzi ludzie stosując strategie ucieczkowe, mogą sięgnąć po substancje psychoaktywne, szukać ukojenia we wspólnotach, sektach czy opartych na zależności związkach – substytucie więzi z figurą rodzicielską.

 

Cios w serce

 

Proces oddzielania nastolatka jest często trudny również dla rodzica. Zwłaszcza gdy on sam nie rozwiązał swoich konfliktów z okresu dzieciństwa i bliskość z córką lub synem kompensowała niezaspokojone emocjonalne potrzeby. Tak bywa, gdy rodzic jest samotny lub żyje w niesatysfakcjonującym związku. Oddalanie się dorastającego dziecka wzbudzi lęk, a nawet poczucie utraty celu i sensu życia. Gdy tak się stanie, może nieświadomie przywoływać dziecko do siebie. Próbować utrzymać je w zależności typowej dla wcześniejszego stadium jego rozwoju.

 

W okresie adolescencji dzieją się rzeczy, których nastolatek nie rozumie. Kiedy każdego dnia pojawia się mnóstwo nowych wyzwań, musi skupić się na sobie. Zwłaszcza, że zupełnie stracił pewność siebie – walka o jej odzyskanie pochłania go bez reszty

 

Sygnały żalu czy dezaprobaty opiekuna wywołają w nastolatku poczucie winy, że dorasta i usamodzielnia się. Shai Orr w książce „Cud rodzicielstwa” pisze: „Jako rodzice musimy skonfrontować się z tym, że często sami jesteśmy jak małe, domagające się uwagi dzieci. Sami wkładamy wielki wysiłek w to, żeby uwierzyć, że jesteśmy wyjątkowi, że zasługujemy na miłość, żeby zasłużyć na podziw, współczucie. Kiedy dzieci odwracają się od nas – odgrywamy z nimi sceny ze swojego dzieciństwa. Nasze dzieci są jak rodzice, zajęci własnymi sprawami, egoistyczni. Albo jak rodzeństwo”.

 

Ambiwalencja wobec nieuniknionego procesu separacji może prowadzić do rozwinięcia silnego wewnętrznego konfliktu u młodego człowieka. Czy wolno mi oddalić się od rodzica? Jak daleko mogę? Czy to bezpieczne skupić się na sobie? Jeśli cena niezależności będzie zbyt wysoka, stłumi on potrzebę wyodrębnienia. Przyniesie to rozwinięcie nieadaptacyjnych schematów, takich jak samopoświęcenie, uwikłanie emocjonalne czy zależność, wpływających na jego dalsze życie. Zrezygnuje z buntu, uciszy w sobie rozwojowy gniew. Skupi się za to na próbach ocalenia więzi z rodzicem, by zadowolić go i w ten sposób zasłużyć na jego miłość. Dziecko uległe nie rozwinie pewności siebie. Kruche poczucie „ja” sprawi, że nie będzie wiedziało, kim jest i dokąd zmierza, nawet w dorosłości. Może zrezygnować z założenia własnej rodziny, mieszkać stale z rodzicami i przyjąć na siebie odpowiedzialność za ich dobrostan. Czasem całe życie dręczy je poczucie winy, gdy skupia się na sobie i swoich pragnieniach. Na nieświadomym poziomie dorastanie może przeżywać tak, jakby miało stanowić formę zabójstwa własnych rodziców. Dając sobie prawo do własnej egzystencji może mieć poczucie, że zadaje im śmiertelny cios.

 

Pępek świata

 

W okresie adolescencji dzieją się rzeczy, których nastolatek nie rozumie. Kiedy każdego dnia pojawia się mnóstwo nowych wyzwań, to oczywiste, że musi skupić się na sobie. Zwłaszcza, że zupełnie stracił pewność siebie – walka o jej odzyskanie pochłania go bez reszty. Dorastający człowiek przegląda się w opinii rówieśników, chcąc zobaczyć: jaki jestem? Czy jestem w porządku? Jak mogę sprawić, żeby być bardziej lubianym? Nastolatek jest skrajnie wyczulony na odrzucenie, zrozumiałe więc jest jego silne zaabsorbowanie własnym ja.

 

Psycholog i badacz rozwoju człowieka Jean Piaget zwrócił uwagę na charakterystyczny dla okresu dorastania egocentryzm. Młodzież ma skłonność do nadmiernego eksponowania własnego punktu widzenia przy jednoczesnej trudności w zauważeniu i zrozumieniu punktu widzenia innych. Postrzega świat w kategoriach czarno-białych i nie potrafi dostrzec konsekwencji swoich czynów. Nie wynika to ze złej woli, lecz ze specyfiki funkcjonowania mózgu w tym okresie. Nastolatek nie potrafi właściwie ocenić perspektywy drugiej osoby, ponieważ operacje formalne nie są jeszcze u niego w pełni rozwinięte. To dlatego rodzice często mają wrażenie, że ich dziecko jest egoistyczne i pozbawione empatii.

 

Tymczasem, aby zrozumieć położenie innych, musimy umieć krytycznie myśleć. Nabywamy tę umiejętność stopniowo. W miarę jak doskonalą się operacje formalne, myślenie abstrakcyjne, następuje decentracja, a więc możliwość dostrzeżenia wielorakich perspektyw. Dzięki umiejętności krytycznego myślenia, weryfikujemy swoje sądy, kontrolujemy zachowane, odkrywamy, co jest dla nas ważne. Rozwijamy też coraz silniej empatię, co pozwala budować głębsze relacje z innymi; przyjaźnie i związki. Potrafimy współczuć i szczerze interesować drugim człowiekiem.

 

Daj mi wolność i nadal kochaj

 

Aby zbudować swoje królestwo, najpierw musimy podać w wątpliwość, zakwestionować zastany świat. Nastolatki, budując swoje „ja”, kontestują wartości i normy wyznawane przez starsze pokolenie. Ta niszczycielska siła przeraża wielu rodziców. Odczuwają ją niczym zamach na ich ułożony, wypracowany w pocie czoła, dotychczasowy ład. W poszukiwaniu niezależności młodzież często też nieświadomie szuka pola do konfliktu. Uparcie obstaje przy swoim, krytykując rodziców i nie godząc na nic, co proponują.

 

Nastolatki chcą swoich rodziców strącić z piedestału, a oni muszą się na to zgodzić. Niełatwo przełknąć fakt, że nie jest się już dla swojego dziecka autorytetem

 

Ponadto walcząc o swoje prawa, przyjmuje często postawę roszczeniową. Wielu rodziców przeżywa to jako niewdzięczność. W wyniku zranienia okazują dziecku dezaprobatę: mnożą zarzuty, obwiniają je, krytykują i karzą. Nie uzyskując zrozumienia, nastolatek doświadcza odrzucenia i osamotnienia. Jego poczucie własnej wartości cierpi. Próbuje się bronić, więc wtórnie atakuje rodzica, stając do walki jeszcze bardziej krwawej. Rodzic zaś postrzega swoje dziecko jako krnąbrne, uparte, złośliwe, podłe. Spirala konfliktu rozkręca się i poważnie zagraża ich więzi. 

Nastolatki chcą swoich rodziców strącić z piedestału, a oni muszą się na to zgodzić. Niełatwo przełknąć fakt, że nie jest się już dla swojego dziecka autorytetem. Wielu rodziców nie może pogodzić się z utratą uprzywilejowanej pozycji. Jednak młodzi ludzie nie potrzebują już w matce czy ojcu bohatera, lecz życzliwego człowieka, któremu mogą otwarcie i bez lęku mówić, co myślą i czują; któremu mogą powiedzieć również o złości na niego, niezadowoleniu, rozczarowaniu nim, poczuciu niesprawiedliwości czy skrzywdzenia.

 

Nastolatki chcą mówić to wszystko, buntować się, nie zgadzać z rodzicami i… nadal czuć się przez nich kochani. Rodzice dorastających dzieci często sądzą, że oni już ich nie potrzebują. To nieprawda. Rówieśnicy są bardzo ważni, ale nastolatek nadal potrzebuje bliskości z rodzicem. Jeśli opiekun adekwatnie zaspokaja jego potrzeby emocjonalne i młody człowiek czuje się z nim dobrze, ma poczucie z nim więzi – nadal chętnie będzie spędzał z nim czas. Dużo łatwiej wtedy o rodzinne narady, podczas których (w duchu demokracji) mogą być negocjowane nowe zasady we wzajemnych relacjach – stale aktualizowane w toku dojrzewania dziecka, elastyczne i poddawane dyskusji. W ten sposób uszanowani w swoich potrzebach mogą poczuć się zarówno nastolatkowie, jak i rodzice – niczym partnerzy we wspólnej sprawie.

Prawdopodobnie najlepsze, co możemy zrobić, to zachować otwartość i uszanować wszystkie nieprzewidywalne etapy rozwoju naszego dziecka i jego doświadczenia. Pamiętając, że – jak wskazywał Jasper Juul w książce „Nastolatki” – dzieci oczekują od rodziców właściwie jednego: świadomości, że na tym świecie jest jedna albo dwie osoby, które naprawdę akceptują je takimi, jakimi są.

 


Anna Czarnecka psychoterapeuta, psycholog. Pracuje w nurcie integracyjnej psychoterapii doświadczeniowej, głównie w oparciu o Terapię Schematów oraz Terapię Skoncentrowaną na Emocjach L. Greenberga (EFT). Jest także terapeutą CFT(Compassion Focused Therapy) i EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing). Posiada certyfikat terapeuty schematów nadany przez ISST (The International Society Of Schema Therapy). Współtworzy Ośrodek Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN w Warszawie


 

Przeczytaj również

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć