Warszawa

Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa - wywiad  z położną Lucyną Mirzyńską

Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa - wywiad z położną Lucyną Mirzyńską

Oczekiwanie, a potem pojawienie się na świecie dziecka, to wyjątkowy okres w życiu mamy i taty. Lucyna Mirzyńska od ponad 30 lat towarzyszy tysiącom krakowskich rodzin w najpiękniejszych, ale i jednych z najtrudniejszych, momentów ich życia. Podkreśla, że macierzyństwa można się nauczyć!

 

Co zrobić, aby dobrze przygotować się do roli rodzica? Co to jest instynktowne podejście do rodzicielstwa? Jak wygląda prawidłowa obsługa noworodka? Jak tata może pomóc swojej rodzinie podczas ciąży, porodu i połogu? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi w książce od Wydawnictwa eSPe„Pierwsza pomoc w nauce macierzyństwa. Sprawdzone rady położnej rodzinnej”.

 

 

To nie tylko zwykły poradnik, to ponad 30 lat doświadczenia osoby, która wybrała zawód kierując się pasją. Nie ma pytań, związanych z macierzyństwem, na które by nie znała odpowiedzi.

 

Dzięki Wydawnictwu eSPe mamy okazję poznać autorkę – Panią Lucynę Mirzyńską i porozmawiać z nią o tym, jak wygląda zawód położnej w Polsce i w jaki sposób pisze się książkę, z której może skorzystać każda przyszła i świeżo upieczona mama.

 

Fot. Magdalena Kinkel-Głodek

 

Pani Lucyno, co było inspiracją do napisania książki, czy były to obawy przyszłych rodziców?

 

Muszę przyznać, że nie do końca. Absolutnie zauważam, że jest duża potrzeba, aby wszelkie wątpliwości przyszłych rodziców rozwiewać, ale tak naprawdę najbardziej stresującym etapem ciąży jest pierwszy trymestr. Wtedy nie jest to jeszcze czas na położną.

 

Tak naprawdę wszystko zaczęło się, kiedy notatki z moich spotkań edukacyjnych zaczęły krążyć wśród pacjentek. Wiele z nich wzajemnie się nimi wymieniało. W pewnym momencie moje pacjentki nawet śmiały się, że niedługo dojdzie do tego, że będzie można je kupić na Allegro. Tu właśnie zrodził się pomysł książki, chociaż muszę przyznać, że za nic tego nie czułam. Zawsze wydawało mi się, że mam zupełnie inne kompetencje. Później natomiast nastąpił bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności. Pani Magdalena Kędzierska-Zaporowska, która jest redaktorem tej książki, była moją pacjentką. To właśnie ona stwierdziła, że taki potencjał trzeba wykorzystać, złożyć i przelać w formę książki. Bardzo jej za to dziękuję - zwłaszacza za cierpliwość przy każdym spotkaniu. Zaczął więc pojawiać się pewien pomysł. Wyszukiwałam moje notatki i zapiski z czasu prowadzenia edukacji. Po 30 latach okazało się, że zebranie tak dużej liczby materiału nie sprawia żadnej trudności. Myślę, że podobnie miałoby wiele innych położnych, gdyby trafiły na odpowiedni czas i ludzi. Ja mam to ogromne szczęście, że mi się udało i muszę powiedzieć, że jestem z tego dumna. Pamiętam to tylko jako jedną wielką radość składania w całość i poszukiwania jak najlepszej formy przekazu.

 

Moją uwagę natomiast przyciągnęła jedna z rad na początku Pani książki, że położną należy sobie wybrać. Zastanawia mnie jak to wygląda w polskich realiach? Czy w ogóle jest możliwość wybrania położnej?

 

Tak naprawdę wszystko to jest w naszej mentalności. To, że kobieta wybiera i szuka najlepszego lekarza jest oczywiste. Panie między sobą wymieniają się kontaktami. A jak to jest z położnymi? Kiedyś nazywałyśmy się położnymi środowiskowymi. Wtedy z nadania przychodziło się do mam. Rodzina wcześniej nie miała wiele wspólnego z taką położną, zazwyczaj w ogóle jej nie znała. Nawet momentami źle ją kojarzyło - jako osobę, która przyjdzie coś sprawdzać. Oczywiście do naszych obowiązków należy wywiad środowiskowy, więc muszę zwrócić uwagę na bezpieczeństwo dziecka, na kompetencje opiekuńcze rodziny, ale nie to jest główny cel wizyty. W momencie wejścia standardów opieki okołoporodowej nastąpił przełom. Najwięcej chyba zadziało się w roku 2011. Wtedy jako położne otrzymałyśmy dużo więcej samodzielności. Na ginekologów został nałożony obowiązek wskazywania położnej jako osoby, która równolegle z nimi powinna opiekować się ciążą. Ta opieka powinna opierać się na formie edukacyjnej, aczkolwiek mamy też możliwość prowadzenia ciąży fizjologicznej. Do tego, jako społeczeństwu, jeszcze nam bardzo daleko i kobiety w Polsce nadal wybierają gabinety lekarskie, ale jeżeli chodzi o przygotowanie edukacyjne, jest to jeden z najlepszych modeli. Ta sama osoba, która uczy macierzyństwa, będzie się opiekowała tą rodziną po porodzie. To jest ideał, który powinien być dostępny dla każdej kobiety. Pytanie brzmi, czy może być dostępny? Oczywiście, ale kobiety bardzo często o tym nie wiedzą. Na moim fanpage’u postem przypiętym na górze jest ten związany z uświadomieniem kobietom, jak to powinno wyglądać, a to dla mnie w pracy jest najważniejsze. Narodowy Fundusz Zdrowia od 21 tygodnia ciąży gwarantuje kobietom edukację przedporodową. Kobieta w ciąży w ramach swojego ubezpieczenia powinna mieć świadomość, co jej się należy, wybrać położną, zapoznać się z nią. To ważna kwestia, aby był to świadomy wybór, który najlepiej pasuje do danej kobiety. To są nasze prawa. My jako kobiety za mało wiemy o swoich prawach. Dopiero, gdy ktoś chce nam je odebrać wszczynamy głośny bunt – ale wtedy jest już zwykle za późno.

 

Rozmawiamy przy okazji Dnia Położnej. Pani książka to swego rodzaju poradnik, który skłania do zastanowienia się – czy bycia rodzicem trzeba się uczyć?

 

Czym różni się moja książka od innych poradników? Wcześniej, kiedy polecałam pacjentkom jakąś literaturę (bo teraz oczywiście polecam swoją :)) to zwracałam uwagę na to, aby wybrać polskiego autora. Treści w książce powinny być spójne z tym co dzieje się dookoła nas, nawet ze względów socjologicznych. Zupełnie inne podejście będzie miał przecież autor np. amerykański. Do tego powinno się też zwrócić uwagę, czy autor jest praktykiem. Właśnie dlatego moja książka jest inna – bo powstała z doświadczania, z ponad 30 lat mojej pracy. Na pewno takiej książki nie napisałabym na początku mojej drogi. Wtedy byłaby zupełnie inna. Z pewnością zawierałaby w sobie więcej zagadnień z teorii medycyny, natomiast w tym momencie jest bardziej praktyczna. To nie znaczy jednak, że nie odwołuję się do podstaw medycyny. Oczywiście, że tak – jestem fachowcem, ale z drugiej strony jestem osobą, która widzi co w danym momencie mimo prowadzonych i zalecanych rozwiązań nie działa. Młodzi rodzice tak naprawdę najbardziej potrzebują wiedzieć, że oni sobie poradzą. Rodzic nie potrzebuje wytykania błędów, tylko dobrej rady. Trzeba do tego podejść z intuicją: mniej medycyny, więcej instynktu. Więcej tego pierwotnego myślenia o naszych zachowaniach. Żebyśmy mogli bezpiecznie łączyć instynkt z naszymi zachowaniami, musimy mieć na ten temat jakąś wiedzę. Źle coś zrobimy, jeżeli się tego boimy, a boimy się, gdy czegoś nie wiemy. Więc poznajmy i działajmy tak, jak uważamy za słuszne. Macierzyństwa można się nauczyć wzorując się na innych osobach, ale tego wzorca teraz współcześnie brakuje. Pracuję w Krakowie, do którego przyjeżdża na studia wiele kobiet i później zostaje tu na stałe. Są daleko od swojego domu rodzinnego. Mimo kochającego partnera, nie są w stanie w pewnych obszarach mieć wystarczającego wsparcia – tego, które kobieta może dać kobiecie. To jest wzorzec, którego muszą się nauczyć.

 

Czy są takie obawy, które zawsze towarzyszą mamie? Czy kobiety są w tym tak zupełnie różne, że nie da się tego ujednolicić?

 

To chyba nigdy się nie zmieni. Jestem położną 30 lat i ta sama obawa jest w mamach od zawsze: o zdrowie i życie swojego dziecka. Bardzo różnie jest postrzegany przez kobietę ewentualny ból, brak czasu czy też zmiany związane ze strukturą rodziny. Przede wszystkim myśli się o dobru dziecka. Tak samo po porodzie – mamy często obawiają się, czy na pewno jest wszystko w porządku.

 

Chciałabym też nawiązać do tego, że prowadzi Pani szkołę rodzenia. Wydaje mi się, że jest to instytucja postrzegana jako miejsce, w którym przygotowuje się kobietę do macierzyństwa, natomiast niekoniecznie mężczyznę do bycia tatą. Czy rzeczywiście tak było i czy to się zmienia? Czy w całym tym przygotowaniu na przyjście na świat dziecka myśli się też o tacie?

 

Mężczyźni zawsze uczestniczyli w zajęciach szkoły rodzenia. Ich uczestnictwo jednak opierało się na przytransportowaniu kobiety na miejsce, wysłuchaniu tego, co powinni wysłuchać, czasem na pomocy przy ćwiczeniach. Widząc tę powtarzalność i to, że tak naprawdę nie każdy temat jest mężczyźnie potrzebny, postanowiłam wprowadzić program tylko dla panów. W tych spotkaniach nie uczestniczy kobieta. Nazwałam je „Tata da radę”. To był strzał w dziesiątkę. Mam panów, którzy uczestniczą w parze w zajęciach, ale często dokupują zajęcia dedykowane tylko im i właśnie na nich się ożywiają. W gronie męskim, bez nadzoru kobiety są bardziej otwarci na pytania, bardziej śmiali w pewnych tematach. Oczywiście, spotkania w parze są niezbędne – rodzice powinni nauczyć się działać jako zespół, ale to rozdzielenie wychodzi także na dobre.

 

Czy nie ma Pani wrażenia, że w narracji bycia rodzicem pomija się mężczyzn? Są troszkę odsuwani na bok, bo to przecież kobieta urodzi dziecko.   

 

Myślę, że nie do końca. Jednak porody rodzinne to długa tradycja w Polsce. Więc chociaż do tego porodu trzeba się przygotować. Natomiast to, co się dzieje po porodach w domu bardzo często zależy od tego, czy kobieta dopuści mężczyznę do obowiązków. Bardzo często kobietom wydaje się, że tylko one potrafią coś zrobić przy dziecku. Tak naprawdę jest to bardzo krzywdzące dla mężczyzn, ale niestety też bardzo wygodne. Myślę, że więcej dobrego wychodzi w tych związkach, w których panie są otwarte na to, żeby przyjąć pomoc od panów w codziennych obowiązkach przy dziecku. Mało tego – nie należy postrzegać tego jako pomocy, tylko wspólną sprawę. Potraktować siebie jako zespół. To nie jest pomaganie – to jest uczestnictwo.

 

Przed rozmową z Panią spytałam kilka przyszłych mam, czego chciałaby się od Pani dowiedzieć. Pojawiło się wtedy pytanie, które powtórzyła niemal każda kobieta: jak wyglądają porody w czasie pandemii? Czy w ogóle możliwe są porody rodzinne?

 

Na pewno trzeba na bieżąco śledzić sytuację epidemiologiczną. Jesteśmy na spadku trzeciej fali. Już są głosy, że powinnyśmy obawiać się czwartej. Prawdopodobnie słuszne, zwłaszcza, że wiele młodych osób jeszcze się nie szczepiło. Od niedawna są też rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego na temat szczepień w ciąży i dzięki temu kobiety spodziewające się dziecka i karmiące zaczęły to robić. Natomiast nadrzędną rzeczą jest tutaj bezpieczeństwo kobiety rodzącej i personelu. Co do porodów rodzinnych – one są. Trzeba śledzić informacje i ogłoszenia w szpitalu, który się wybiera. Często mają one dodatkowe obwarowania dookoła tej procedury, ale tak naprawdę zwykle to kwestia fartucha jednorazowego, czepka, rękawiczek i maseczki. To jest taki tata kosmita, ale dzięki temu może być obecny na porodówce. Muszę przyznać, że w czasie pandemii ojcowie nawet częściej się na niego decydują, ponieważ zasada jest taka, że poród rodzinny jak najbardziej jest możliwy, natomiast później odwiedzin w szpitalu nie ma.

 

Bardzo chciałabym, żeby kobieta wiedziała, że da radę urodzić, że nie jest zostawiona sama sobie. Rodzi pod opieką innych kobiet – położnych. Zmieniło się podejście personelu medycznego w momencie, w którym kobiety zostały same. Dostawałam przepiękne zdjęcia od moich pacjentek zrobione przez położne lub anestezjologów. To był dla tego taty, który nie uczestniczył, kawałek namacalności, nieduża rzecz, która dla tej rodziny przecież jest ogromnie ważna. To na pewno nie jest to samo, co bycie razem, ale mimo wszystko.

 

Ja nie obawiałabym się tak bardzo porodów covidowych. Bardziej powinniśmy się obawiać samego covidu. Pamiętajmy o profilaktyce, o szczepieniach. To jest ważniejsze niż sam fakt porodu we dwójkę.

 

Czy zawód położnej to jest dokładnie TO w Pani życiu, czy dziś wybrałaby Pani inaczej?

 

Mój zawód jest najlepszy na świecie. Kiedyś myślałam o medycynie, ale ta bliskość z pacjentem, jaką daje bycie położną, jest nieosiągalna w zawodzie lekarza.

 

Bardzo cenię sobie tą bliskość z młodymi rodzicami. To daje ogromną motywację do pracy. Dzięki tej relacji postrzegam siebie jako osobę młodszą. To dzięki przyjaźni, jaką udaje mi się z rodzinami wypracować, a sam profesjonalizm na tym nie traci.

 

Mnie natomiast ogromnie cieszy, że w dzisiejszych czasach są ludzie z tak ogromną pasją jak Pani. Zwłaszcza w takiej sferze.

 

Ciąża to może być najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Po porodzie każda kobieta staje się zupełnie innym człowiekiem.

 

Tak na koniec chciałabym podzielić się z młodymi rodzicami pewną radą. Drodzy panowie – zabierzcie swoje partnerki na miesięcznicę. Czyli na pierwszą randkę, gdy jesteśmy w stanie zostawić dziecko pod opieką kogoś innego. Wyjdźcie tylko we dwójkę i pogratulujcie sobie tego, co zrobiliście.

 


 

Gorąco polecamy książkę autorstwa Pani Lucyny, która ukazała się nakładem Wydawnictwa eSPe.

 

Znajdziecie ją poniżej: 

 

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć