Warszawa

Wywiad z Justyną Bednarek - autorką książki "Dobre Miastko. Najlepsze ciasto na świecie"

Wywiad z Justyną Bednarek - autorką książki "Dobre Miastko. Najlepsze ciasto na świecie"

Z okazji premiery książki "Dobre Miastko. Najlepsze ciasto na świecie" przeprowadziliśmy wywiad z autorką - Justyną Bednarek, którą znacie zapewne z serii o skarpetkach :) Jeśli chcielibyście się dowiedzieć jak Pani Justyna odnajduje się w kuchni i jakie są jej ulubione wypieki, koniecznie przeczytajcie wywiad!

 

 

Zacznijmy możne nietypowo od pytania o pieczenie. Lubi Pani piec ciasta, chleb? Ma Pani swoje ulubione wypieki? 


Nie jestem mistrzem wypieków. Może dlatego, że ze słodyczy najbardziej lubię spaghetti z sosem pomidorowym albo śmierdzące francuskie serki, a wiadomo, że człowiekowi najlepiej udaje się to, co sam by pożarł. Geniuszem od słodyczy jest u nas w domu córka moja Barbara. Ona ten talent odziedziczyła po swojej cioci Luci. Ja przez całe lata piekłam wyłącznie czekoladowiec, a potem – placek ze śliwkami i to mi jakoś tam wychodzi(ło). Czyli nudy. Inaczej ma się sprawa z chlebem i jego odmianami. Dostałam rok temu na Dzień Matki maszynę do pieczenia chleba i lubię czasem sobie z nią poeksperymentować. Poza tym sprowadzam najlepszą na świecie mąkę z Nowotańca i z niej chleb wychodzi po prostu przepyszny.

 

A teraz jeszcze jedno kolejne nietypowe pytanie: czy lubi się Pani przeprowadzać? Robiła to Pani w życiu często? 


Ja bardzo lubię nowości. Nie boję się zmian i chętnie robię odważny krok w nieznane. Kiedy jeszcze się przeprowadzałam (w dorosłym życiu „zaliczyłam” cztery mieszkania na Żoliborzu), sprawiało mi to przyjemność. Tak jakby sprowadzając się do nowego mieszkania człowiek zaczynał całkiem nowe życie. Od kilkunastu lat mieszkam w domku na Starych Bielanach i już raczej się stąd nie przeprowadzę. Nie ma po co, bo to najładniejsze miejsce na świecie.

 

 

Te pytania wiążą się z Pani ostatnią książką "Dobre Miastko. Najlepsze ciasto na świecie" - skąd pomysł na taką opowieść? 

 

Na pomysł serii o mieszkańcach małego miasteczka, wpadła Natalia Galuchowska, redaktor prowadząca z wydawnictwa Zielona Sowa. To ona mi zaproponowała pisanie opowieści, których akcja obracałaby się wokół różnych zawodów. Na zasadzie: co drzwi, to nowa historia. Pierwszy był piekarz, pan Pączek, następna będzie para podróżników prowadzących w Dobrym Miastku warzywniak. Ja z kolei wyobraziłam sobie taką spokojną, sielską społeczność, w której wszyscy nawzajem się lubią i potrzebują. Jest jeszcze dąb – obserwator życia miasteczka, który czasem to i owo podpowie zagubionemu człowiekowi. Człowiek myśli, że sam wymyślił, tymczasem rozwiązanie problemu przyszło z szumem liści.

 

Czy to nie jest czasem takie zobrazowanie powiedzenia, że dobro wraca? 


Można to tak ująć. Jeżeli ta książeczka miałaby mieć jakiś morał (a chyba nie ma), to chciałabym, żeby był właśnie taki.

 

 

Komu poleca Pani swoją najnowszą książkę? 


Pisałam Dobre Miastko myśląc o dzieciach w wieku 5-9 lat. I chyba mniej więcej takim bym poleciła opowiastkę o rodzinie Wiśniewskich. W książeczce – prócz dobromiastkowej historii  - znajduje się też garść ciekawostek na temat pieczenia i chleba. Plan jest taki, by w każdej kolejnej części, traktującej o innym zawodzie, zamieszczać takie wiadomości, które mogą zainteresować czytelników. Tak więc, wracając do Pani pytania, Dobre miastko jest książką dla ciekawskich dzieci z zerówki lub z pierwszych klas szkoły podstawowej.

 

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć