Warszawa

Recenzja książki:

Strasznowiłka i dzika zima

Strasznowiłka i dzika zima

Jana Bauer
od 7 do 9 lat
PATRONAT

Ze strasznowiłką nie sposób przespać zimy!

To kontynuacja opowieści słoweńskiej autorki, Jany Bauer, o niepokornej

dziewczynce, która ni stąd, ni zowąd pojawia się w Groźnym Gąszczu. Chcąc nie

chcąc, przewraca do góry nogami sposób patrzenia na świat niejednego z jego

mieszkańców. Lęk przed obcą, inną, dziwną - w końcu okazuje się możliwy do

oswojenia. Ostatecznie bohaterka zostaje zaakceptowana przez początkowo

wrogo nastawioną społeczność Groźnego Gąszczu. Dlaczego zatem wraca tam,

skąd pochodzi? Tego możemy dowiedzieć się z pierwszej części jej przygód

(„Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu”). Ku uciesze tych, którzy zdążyli ją polubić

– zarówno mieszkańców Groźnego Gąszczu, jak i czytelników - powraca.

Świadkami tego powrotu możemy być właśnie na kartach „Strasznowiłki i dzikiej

zimy” (wydawnictwo Ezop).

 

Strasznowiłki to małe istotki, które fizjonomią przypominają nieco Małą Mi

z „Muminków”. Chociaż Małej Mi nie sterczą chyba z głowy niewielkie różki,

prawda? (Jednakże, sami przyznacie, bohaterka Tove Jansson charakterek też

ma cokolwiek rogaty.) Tej, która postanawia się zbuntować przeciwko

prababcinemu reżimowi i daje nogę z krainy strasznowiłek do Groźnego

Gąszczu, na imię Jeżomiła. (Chyba nie zdziwi Was, że przyjaźni się z jeżem?)

Groźny Gąszcz pełen jest jej przyjaciół, jednak, jak na Groźny Gąszcz przystało,

nie są to relacje oparte na czułych słówkach.

 

Leśną społeczność łączy na przykład wspólne wypatrywanie końca przedłużającej się zimy, kiedy topnieją zapasy w spiżarniach czy tęsknota za kimś, w kim można by się przejrzeć, jak w lustrze. Jednak tęsknota ta przedstawiona jest w sposób niebanalny, nieoczywisty. Co więcej, każda z postaci ma swoje drobne dziwnostki, do

złudzenia przypominające ludzkie słabości; każdy rozdział obfituje w przygody,

ale i podpowiada nowe rozważania filozoficzne – jednak adekwatne do

możliwości percepcyjnych dziecięcego adresata. Wszystko to nakreślone zostało

z humorem, lekkim, ale jednocześnie charakterystycznym stylem. Dyskretne

ilustracje Caroline Thaw są niezwykle płynnym, wręcz oczywistym –zdawałoby

się - dopełnieniem tekstu. Tak, zdecydowanie to zaszczyt gościć tę buntowniczą

bohaterkę pod swoim dachem. Na pewno polubiłaby się z Pippi Pończosznką,

nie sądzicie? Moja córka zaprzyjaźniła się z obiema - na dobre i na złe.

 

Aleksandra Struska-Musiał

 

Komentarze

Polecamy

Warto zobaczyć