Warszawa

Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki

Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki

Wydawnictwo: Amea
PATRONAT

Opis książki

Aurelka to bohaterka z charakterkiem. Nie dla niej stanie w równym rządku wraz z innymi świnkami. Aurelka to świnka buntowniczka!
Nierozumiana przez otoczenie, wyruszy w świat, by poszukać swojego miejsca, w którym jest inaczej, ciekawiej – gdzie można być po prostu sobą.
Wędrując, spotka dzikie świnie, dowie się, co to przyjaźń, przeżyje chwile grozy, gdy znajdzie się na linii strzału, dowie się, co to mezalians, a nawet zostanie Miss Lasu.
Przeżywszy wiele przygód wróci w końcu do domu. Czy rodzina ucieszy się na jej widok? Tego dowiecie się czytając, jakie to wielkie hece jej się przydarzyły.
Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki to książka dla dużych i małych. Poprawia nastrój! Rozśmiesza! Brak wyraźnego smrodku dydaktycznego (nie bójmy się tego określenia, wszak książka opowiada o świnkach z chlewika) gwarantuje przede wszystkim świetną zabawę!

Kup teraz

Szukamy najtańszych księgarni internetowych...
1/3
1/3
2/3
2/3
3/3
3/3

Recenzja książki Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki

Jak to mała świnka świat poznawała

Jak sięgam pamięcią, również do własnego dzieciństwa - to raczej dzieci "podkradały" rodzicom "dorosłe książki", by w tajemnicy, może nawet z latarką pod kołdrą,... czytaj więcej »

Fragment książki Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki

Jak pierwszy raz poszłam do szkoły

Dzień przed pierwszym września mama zaczęła mnie uświadamiać:
– Jutro – mówiła ciepłym i spokojnym głosem – pójdziemy do takiego fajnego miejsca. Będzie tam dużo małych świnek, jak ty.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zadawała pytań dodatkowych.
– Chłopczyków czy dziewczynek?
– Po połowie. Mniej więcej. Chcę ci powiedzieć, że to bardzo trudny dzień dla wszystkich. Musisz poznać świnie nauczycielki, musisz wiele się nauczyć.
– A dlaczego trudny?
– Bo wszystko jest nowe, nieznane. Świnki się denerwują, trzymają się ogonków mam, niektóre nawet płaczą.
Nie rozumiałam, dlaczego miałabym płakać, szkoła to przecież takie fajne miejsce. Z samego rana pierwszego września mama kazała mi się wytarzać w błocie, żebym wyglądała jak mała, porządnie umazana świnka.
– Czy to konieczne? Może zrobię to wieczorem?
Mama była bezwzględna. Musiałam jeszcze dokładnie pobrudzić zęby. Potem sprawdziła, czy mam odpowiednią ilość brudu za racicami i już mogłyśmy iść.
 

Komentarze

Warto zobaczyć