Warszawa

Cudze chwalicie, swego nie znacie - Warszawa "mniej znana"

Cudze chwalicie, swego nie znacie - Warszawa "mniej znana"

Przyszedł do nas kiedyś kolega. Pokazał śliczne zdjęcia. Tu misterne balkoniki, tam stare drewniane drzwi wejściowe, to znów pochylone drzewo... Ponieważ kolega dużo podróżuje - byliśmy przekonani, że przyniósł ze sobą jakąś zaległą dokumentację z zagranicznych wojaży. Okazało się jednak, że po ostatniej wizycie u nas postanowił pospacerować po naszej okolicy... Dlaczego o tym piszę? Bo to jest tak, jak w starym przysłowiu: cudze chwalicie, swego nie znacie... W pośpiechu, między załatwianiem spraw nie ma jak koncentrować się na szczegółach. Nie ma czasu często w ogóle się rozglądać... Myślę, że w każdym mieście znajdą się takie rejony, w których jeszcze nie byliśmy lub w których byliśmy dawno temu. Albo też które kojarzą się nam z czymś miłym, do których warto wracać po ukojenie. Ja do dziś czuję smak poziomek zbieranych na konkretnej polanie w miejscu mojego urodzenia. Ale by nie zrobiło się zbyt sentymentalnie, bo o zwiedzaniu ma być mowa - chcę zachęcić do odkrywania tych miejsc mniej znanych.


Pomogła mi w tym wizyta znajomych "z Polski". Wspólny weekend, a raczej plan zwiedzania nazwałam "Warszawa mniej znana". Bo dla przyjezdnych to jasne jest, gdzie znajduje się Starówka, Pałac Kultury, może Łazienki. A my tym razem podjechaliśmy sobie w okolice ZOO, skierowaliśmy się w kierunku Wisły... Na plaży z widokiem na Starówkę siedzieliśmy i siedzieli, błogo wpatrując w dzieląca nas od miasta wodę. Dzieci wrzucały kamyki... Nie chciało się ruszać. Trzeba było jednak zebrać się, bo ostatni prom odpływa o 18.20. Tak, po Wiśle, a właściwie w poprzek niej kursują 3 promy. Bezpłatne! Można przemieścić się z jednego brzegu na drugi (np. z rowerem - też miła opcja). My przemieszczaliśmy się tam i z powrotem, bez wysiadania, bo akurat nie było chętnych, a nam było tak przyjemnie...

 

Skoro już byliśmy na Pradze to jeszcze spacer uliczkami Starej Pragi, gdzie można zajrzeć do innego świata - bram z kapliczkami, uliczek, obdrapanych kamienic, choć w wielu miejscach remontowanych, przywitać się z niebieskimi aniołami (rzeźby) na Ząbkowskiej - anielska rodzina została pozbawiona części jej członków - czy zdobią teraz jakieś praskie wnętrza domów?! W piątki i soboty o 21.30 można obejrzeć multimedialny pokaz fontann - trochę późno jak dla dzieci, ale nasze wytrzymały.

Uliczki Saskiej Kępy też kuszą swoim urokiem. Nie omieszkaliśmy też wstąpić do ogrodów na Bibliotece Uniwersyteckiej - z góry, z dachu popatrzyliśmy na skąpaną w chmurach okolicę, na tłum przed Centrum Nauki Kopernik, na Wisłę... Wypożyczyliśmy leżaczki, by u stóp biblioteki (w Dolnym Ogrodzie) zagłębić się w poezji (akcja galerii Kordegarda - "Kultura na wynos"). Animatorki w tym czasie zajęły się dziećmi... Jak błogo!

No i jeszcze Konstancin z pięknymi willami i tężniami, Ogród Botaniczny w Powsinie, Park Skaryszewski z uroczymi jeziorkami i... znajomi nie mogli uwierzyć, że spędzili weekend w zatłoczonej, brudnej, głośnej Warszawie. Tyle było w tym natury! A ja już obmyślam kolejna wersję "Warszawy mniej znanej"...


Mama Ania
 

 

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Wiadomości lokalne

Warto zobaczyć