Warszawa

Recenzja książki:

Best Seler i zagadka znikających warzyw

Best Seler i zagadka znikających warzyw

Mikołaj Marcela
od 7 do 12 lat
PATRONAT

Best Seler, czyli Sherlock pełen witamin

Powieść grozy czy kryminał to gatunki należące do literatury egalitarnej, od początku swego istnienia cieszące się ogromną popularnością. Obecnie literatura dla dorosłych, w tym także, co szczególnie miło zaznaczyć, literatura polska, może się poszczycić ogromnym dorobkiem współczesnych pisarzy w tej dziedzinie. Na rozmaitych targach książki autorzy kryminałów i powieści z dreszczykiem są otaczani przez rzesze fanów, produkcje telewizyjne i internetowe zdecydowanie poprawiają swoją jakość, by zadowolić coraz bardziej wybredne gusta odbiorcy.

 

A najważniejszym odbiorcą, którego ciężko nabrać na plewy, zawsze pozostanie grupa najmłodszych czytelników. Z propozycją dla nich wyszedł właśnie Mikołaj Marcela, tworząc wedle zapowiedzi „Vege kryminał dla dzieci w każdym wieku” o – oby wieszczącym sukces wydawniczy – zabawnym tytule „Best Seler i zagadka znikających warzyw”. Powieść wyszła za sprawą Wydawnictwa Literackiego.


Mikołaj Marcela, badacz literatury i popkultury, a także twórca horroru i kryminału dla dorosłych, tym razem tworzy przestrzeń, do której bez obaw można zaprosić młodszych czytelników – choć w mojej ocenie nie tych najmłodszych; akcja jest konstruowana na tyle umiejętnie, by stworzyć prawdziwe napięcie i poczucie grozy, z którym młodsze i bardziej wrażliwe dzieci mogą sobie nie poradzić, nawet, gdy to będzie wspólna lektura rodzinna.

 

Autor zaprasza do Jarzynowa, miasteczka, w którym prawa strzeże młody Best Seler, będący połączeniem Johnego Brawo i Sherlocka Holmesa. Mieszkańcami Jarzynowa są wyłącznie warzywa, które wiodą spokojne życie, racząc się solami mineralnymi, leżakując po nich, by w dobrych warunkach dać czas fotosyntezie, nikt nie myśli nawet, by opuścić swoją miejscowość, jest tak akuratna i wystarczająca. Nikt nie wychyla się poza las, wierząc, że rodzinna mieścina zapewnia wszystkim bezpieczeństwo – przypomina to nieco filmową „Osadę” lub kontrolowaną pod każdym kątem społeczność w „Truman Show”. Jarzynowe dzieci lubią słuchać opowieści o wampijach, które wysysają sok z młodych warzyw, ale jest to jedyna rozrywka, która może nieco podnosić ciśnienie w ich solach; na więcej emocji w Jarzynowie nie można liczyć. Do czasu, gdy znika kilka młodych dziewcząt. Best Seler zaczyna łączyć tę sprawę z tajemniczym zaginięciem Maliny Pomidor przed laty. I nagle w mieście zaczyna się robić groźnie, wszyscy odczuwają niepokój, szybko zrzucają ewentualne podejrzenia na innych, odzywają się wyciszone dotąd uprzedzenia i konflikty. Best Seler dostaje do pomocy młodego naukowca w osobie Bartłomieja Brokuła, przypominająceego towarzyszącego nieodłącznie Sherlockowi doktora Watsona. Idąc po nitce do kłębką i po śladach soku do butelki, trafiają na coraz większą liczbę przesłanek, dedukując możliwe rozwiązania, jak na klasyczną powieść detektywistyczną przystało. Momentami jest naprawdę groźnie. Zakończenie jest zaskakujące, nie da się go zawczasu przewidzieć, gra prowadzona jest jednocześnie na wielu planach.


Powieść Marcela jest jednocześnie klasycznym kryminałem i jego dekonstrukcją, opowieścią detektywistyczną i jej parodią. Autor świadomie bawi się z czytelnikiem w gry intertekstualne, pozostawia ślady cytatów filmowych, literackich i ogólnie kulturowych, co powoduje niejednokrotnie rozbudowany efekt komiczny. Powieść rozpoczyna się cytatem z epopei o Jarzynowie autorstwa wieszcza Adama Bakłażana - Inwokacją na temat piękna miasta (pisaną, a jakże, 13.zgłoskowcem), pojawiają się cytaty z Szekspira, nawiązania do Frankensteina i Sherlocka Holmesa, a nawet Star Wars, dziennikarz Mariusz Jakub Bób „Pisze, jak jest” - na wzór znanego publicysty Mariusza Maxa Kolonki który „Mówi, jak jest”, dzieci grają w „Vegepoly”, „Sadowników z Jarzynowa” i „Pekińczyka”. Best Seler staje naprzeciwko przestępcy niczym pewien szeryf, pojedynkujący się w samo południe, jest bohaterem przypominającym detektywów z filmów noir, choć posługuje się cytatami z amerykańskich współczesnych filmów policyjnych. Imiona postaci, a także ich wygląd, oddany świetnie przez Małgorzatę Flis, to jedna wielka zabawa z rymem, kształtem i sensem, wzbudzająca efekt komiczny.


Powieść Mikołaja Marceli jest przeznaczona dla nieco starszych dzieci, które będą dobrze bawić się poznając kolejne etapy intrygi oraz dla ich starszych przyjaciół i rodziców, którzy zrozumieją wszystkie konteksty zawarte w powieści. Styl autora przypomina nieco pisarstwo Joanny Chmielewskiej, choć ubranie całości w szaty vege z pogranicza fantastyki i kryminału daje powieści nową jakość.

 

Anna Barasińska 

 

Komentarze

Polecamy

Warto zobaczyć