Warszawa

Piia Pierniczek się wprowadza

Piia Pierniczek się wprowadza

od 7 lat
PATRONAT
NOWOŚĆ
ISBN: 978-83-967960-1-1

Opis książki

KTO JEST ŚMIAŁY I ŻYCZLIWY, TEMU ZAWSZE SPRZYJA SZCZĘŚCIE

 

Piia Pierniczek wprowadza się wraz z rodzicami i kotem Gąbką do przytulnego domu przy alei Topolowej. Czy znajdzie w nim przyjaciół, z którymi będzie mogła spędzać czas?

 

Na szczęście okazuje się, że w nowym miejscu aż roi się od barwnych postaci! Na najwyższym piętrze mieszka Mirjam z grubym bernardynem Baronem, w bańkach mydlanych ukrywają się małe zwierzaczki, w szafie – mól, a z Kanady przyjeżdża Jack, który uwielbia niedźwiedzie. Jest też ulubiony wujek Rasmus, który zabierze Piię do zoo i pomoże jej rozwiązać pewną zagadkę... Życie na Topolowej na pewno nie będzie nudne.

 

Kup teraz

Szukamy najtańszych księgarni internetowych...

Fragmenty książki Piia Pierniczek się wprowadza

Oczy wujka zapłonęły i aż przyskoczył do stołu.
— Dzień dobry! Parówki, rzecz jasna, są wspaniałe, ale czy nie ma na przykład naleśników? — Rzucił okiem na kuchenkę i się oblizał.
Piia położyła na tacy wczorajsze naleśniki i dostawiła jeszcze słoik dżemu, żeby wujek nabrał sił.
— Wspaniała obsługa! — pochwalił wujek Rasmus i zabrał się za naleśniki. — A oto napiwek dla pani! — Włożył rękę do kieszeni, wyjął coś małego i położył Piii na dłoni. Było to pudełko od zapałek.
— Przedstawiam ci karalucha Karla! — Uchylił nieco pokrywkę. Ze środka wyjrzały dwa błyszczące oczka oraz włochate wąsiki.

 


 

— Kto mieszka na parterze? — zapytał tata, gdy regał był już złożony i wszyscy razem pili w kuchni herbatę.
— Siim Szpenio wraz z dziadkiem stryjecznym — odpowiedziała Mirjam i oblizała łyżeczkę od miodu.
— Siim Szpenio… ten sam Szpenio? Nie może być! — Tata zrobił wielkie oczy.
— Kto to jest, ten Szpenio? — dopytywała się Piia, kołysząc nogami.
(…)
Jak na zawołanie zatrzeszczała furtka i do środka wśliznął się kościsty chłystek. W garniturze i z błyszczącą teczką pod pachą, przemknął ścieżką, a Pierniczkowie pochylili się nad parapetem przy kuchennym oknie. Tymczasem człowiek ten jakby rozpłynął się w powietrzu! Na świeżym śniegu nie było po nim śladu.
— Mówiłam, że to nie jest normalne — odezwała się Mirjam.
— On się pojawia i znika… Nie zostawia śladów ani na śniegu, ani w błocie. Nawet deszcz go nie zmoczy, robi unik to w prawo, to w lewo, lawirując pomiędzy kroplami. Coś niesamowitego, jakby był kosmitą.
 (…)
— A dziadek stryjeczny? — zapytała mama.
— Też taki dziwny. Siedzi całymi dniami w domu, nie otwiera drzwi. W ciągu dnia nawet wody w toalecie nie spłukuje… Nie wiem, czy on naprawdę żyje, czy jest jakimś duchem. Gdy Szpenio kandydował na prezydenta miasta, w gazetach pisano co prawda, że mieszka z dziadkiem stryjecznym — że dziadzio każdego ranka mówi mu, co ma robić w pracy. Ale ja ani razu nie widziałam tego człowieka żywego. Tylko odgłos kroków przed domem, cienie w oknach…
 

Warto zobaczyć