Warszawa

Agato zostań!
PATRONAT CzasDzieci.pl

Agato zostań!

Wyd.: Marginesy
od 7 do 10 lat
ISBN: 978-83-63656-17-1

Rodzice piątki z ulicy Fortecznej powrócili już z Papui-Nowej Gwinei. Agata postanawia odejść, wezwana listem z końca świata. Dzieci podejmują wyprawę po tajemniczy naszyjnik, aby ofiarować go w darze ukochanej niani, z nadzieją że z nimi zostanie. W trzecim tomie podopieczni Agaty odkryją, kim są Stroiciele Snów, poznają tajemniczą królową żab, odszukają Włóczykija, a także odwiedzą planetę Małego Księcia. Zawsze jednak będą wracać na plac Słoneczny, tam gdzie wszystko rozpoczyna się na nowo.

 


 

Ewa Karwan Jastrzębska mieszka w Warszawie na starym Żoliborzu. Debiutowała w 1993 r. filozoficzną baśnią o Misiu Fantazym. Absolwentka filologii polskiej UW pisarka, scenarzystka i dziennikarka ma w swoim dorobku kilkanaście powieści dla dzieci i młodzieży. Nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia ukazała się jej powieść młodzieżowa Sobowtór. Wśród cieszących się powodzeniem tytułów znalazły się między innymi: Antykwariusz, Duchy w teatrze i Hermes 9:10. Jest też współautorką dwóch tomów opowiadań o przygodach Bolka i Lolka. Stworzyła serię powieści sensacyjno-przygodowych Wyjątkowi (tom I Misja Feniks, tom II Misja Xibalba) utrzymaną w klimacie książek Dana Browna i filmów o słynnym Indiana Jones. Obecnie pracuje nad nowym cyklem baśni dla dzieci. Przybycie Agaty to pierwszy tytuł wydanej przez Marginesy magicznej serii „Agata z placu Słonecznego”, opowiadający o niezwykłej niani i pięciorgu dzieciach. Drugi nosi tytuł Agata i jeszcze Ktoś.

Kup teraz

Fragmenty książki (Agato zostań!)

Tajemnica Małego Księcia

Od rana padał deszcz. Był to jeden z tych dni, kiedy po powrocie ze szkoły nic się nie chce robić. Matylda odrobiła już lekcje, Piotruś zaś udawał, że nic nie jest zadane. Nieznośne Trojaczki bawiły się w swoim pokoju, a Agata piekła ciasto z rodzynkami na podwieczorek. Cudowny zapach snuł się po domu jak dym z ogniska. Matylda westchnęła i poczuła, że jak tak dalej pójdzie, nie wytrzyma i zejdzie na dół, aby zjeść wszystko, co jej wpadnie w ręce.

– Piotrusiu, czy ty też masz uczucie, że to ciasto jest jedyną rzeczą na świecie, o której od rana marzysz? – spytała brata, wyciągając z szuflady szkicownik, aby narysować spływające po szybie krople deszczu.
– Rozmyślam o cieście i o tym, by ktoś przeniósł mnie na planetę Małego Księcia i pozwolił powąchać różę.
Matylda spojrzała zdziwiona na Piotrusia, nie rozumiała bowiem, czemu akurat teraz mówi o ich ulubionej książce. Mały Książę towarzyszył im od wczesnego dzieciństwa. Jego drobna postać i sterczące na wszystkie strony żółte włosy były tak charakterystyczne, że rozpoznaliby go w każdym miejscu i o każdej porze dnia i nocy. Marzyli o tym, aby go spotkać, a gdy tata czytał im książkę, wyobrażali sobie, że spacerują po jego planecie. Potem, gdy trochę dorośli, przestali się bawić w podróż do Małego Księcia. I teraz nagle Piotruś sobie o nim przypomniał.
– Ciekaw jestem, czy Agata kiedykolwiek go widziała – zamyśliła się Matylda. – Myślę, że warto ją o to zapytać.
Zbiegli na dół, trzymając się za ręce i przeskakując po dwa, trzy schodki, aby było szybciej. Gdy wpadli do kuchni, ich uwagę przykuł najpierw widok wielkiej blachy z wyrośniętym ciastem. Nie to jednak okazało się najciekawsze. Pośrodku stołu, na niewielkim talerzu, leżało inne, okrągłe, świeżo wyjęte z piekarnika. Wyglądało jak planeta usiana błyszczącymi kamieniami. To rodzynki wyszły na złotą powierzchnię i teraz lśniły niczym bursztyny w świetle wiszącej nad stołem lampy.
– Agato, jak ci się udało upiec taką kulę? – zdziwiła się Matylda.
– Przywiozłam ze sobą specjalny prodiż. Takie okrągłe ciasta piekę tylko raz w domu, gdzie opiekuję się dziećmi – odparła niania. – Jest idealnie kuliste. Czasem powinno robić się rzeczy, które nie mają początku i końca.
– Dziwne... – mruknęła dziewczynka. – Nigdy o tym w ten sposób nie pomyślałam.
Dzieci zbliżyły się ostrożnie do złotej kuli i korzystając z tego, że Agata wkłada suche talerze do kuchennej szafki, zaczęły wyskubywać rodzynki. Puste miejsca wyglądały jak kratery po wygasłych wulkanach. Zdążyli zrobić trzy otwory, zanim Agata odwróciła się w ich stronę.
– Nianiu, spotkałaś kiedyś Małego Księcia? – spytała cichutko Matylda, przełykając okruch ciasta.
– Każdy w życiu, jeśli ma szczęście, spotyka przynajmniej raz Małego Księcia – odparła Agata. – I zawsze wtedy odczuwa potrzebę, aby mu coś ofiarować, ale planeta jest tak malutka, że jej mieszkaniec nie może przyjmować darów. Pragnie tylko jednego – chce być zawsze ze swoją różą.
– Bo bardzo ją kocha – przypomniał Piotruś. – A gdy raz odszedł, to wciąż myślał o tym, jak wrócić do swojej róży. I w końcu mu się to udało.
– A powiedzcie mi, czego boi się Mały Książę? – Niania zadała pytanie, spoglądając uważnie na swoich podopiecznych.
– Na planecie jest też baranek. Mały Książę boi się, że baranek zje różę, bo choć ma dla niego kaganiec, brakuje w nim rzemienia – odparła Matylda. – Ale to przecież niemożliwe, bo niby dlaczego miałby zjeść ukochaną różę Małego Księcia?
– A czy ja mogę zjeść kawałek ciasta? – spytał Piotruś.
– Ukrój sobie, ile chcesz, z dużej blachy – odparła niania, machając niecierpliwie dłonią. – Matyldo, to, czy coś wydaje się możliwe, czy nie, zależy od osoby, która o tym rozmyśla. Mały Książę wrócił na swoją planetę, wiedząc, że kaganiec jest bezużyteczny. Ale czy myślał podobnie jak ty, Matyldo? Ty uznałabyś, że to nie przeszkadza. Czy róża jest bezpieczna? – to pytanie na które cały czas nie znamy odpowiedzi.
Piotruś przysunął się bliżej i zerknął ukradkiem na okrągłe ciasto. Potem wyciągnął rękę i wsadził palec w dziurkę po bakalii.
– Auć! – zawołał. – Ten otwór jest gorący!
– Prosiłam, abyś ukroił sobie kawałek ciasta z dużej blachy, tego łaskawie nie ruszaj. Wydłubaliście trzy rodzynki. Teraz pora, aby zostawić je w spokoju – poprosiła Agata.
Do kuchni zajrzał tata. Miał na sobie sprane niebieskie spodnie i powyciąganą na wszystkie strony ulubioną koszulkę z napisem: „I’am happy”. W ręku trzymał długopis.
– Czy ktoś widział mój szkicownik ze zwierzętami? – spytał z nieprzytomną miną. – Zginął mi gdzieś, a narysowałem w nim tchórza, którego oswoiły dzieci w wiosce.
Agata sięgnęła do kredensu i wyjęła bez słowa zeszyt z pogiętymi stronami.
– Czy tego pan szuka? – spytała z wszechwiedzącym uśmiechem.
– Tak, Agato, dziękuję! – Twarz taty rozświetlił uśmiech. – Czy mogę kawałek ciasta?
Matylda zaczęła chichotać. Zarówno Piotruś, jak i jego tata polowali na ciasto niani. Agata skinęła głową, ale na wszelki wypadek zdjęła ze stołu talerz z kulistym wypiekiem i odstawiła go ostrożnie na kuchenny parapet.
Deszcz przybrał na sile. Nieznośne Trojaczki siedziały w swoim pokoju, grając w chińczyka, a mama pisała pilny artykuł, pochłaniając owoce nerkowca, bo podobno orzeszki bardzo pomagają zachować jasność umysłu.
Agata przygotowała wielki porcelanowy imbryk w niezapominajki i nalała do niego herbatę malinową, po czym rzucając dzieciom znaczące spojrzenie, wyszła z kuchni. Drzwi zamknięte przez nianię skrzypnęły cicho, a potem zapadła cisza.
Matylda i Piotruś zostali sami. Krople bębniły w parapet, a oni wpatrywali się jak zaczarowani w ciasto o złocistej barwie zachodzącego słońca.
– Piotrusiu, widzisz? – Matylda zbliżyła się ostrożnie do okna – To ciasto lekko się obraca.
– I te miejsca po rodzynkach są gorące, czułem się tak, jakbym włożył palec do wulkanu, mówię ci. – Piotruś był bardzo przejęty.
– W dodatku kręci się w kółko jak planeta, widzisz twój krater po rodzynce?
Świeci się na czerwono! – zawołała dziewczynka i wskazała palcem ciemny otwór.
Przysunęli się jeszcze bliżej i naraz zobaczyli na złocistej powierzchni ciasta malutką postać chłopca pochylonego nad jeszcze mniejszym kwiatem. Wiatr otworzył gwałtownie kuchenne drzwi. Malec obejrzał się z obawą, a potem spojrzał w górę. Przez chwilę widzieli jego oczy, bo zaraz oderwał od nich wzrok i skupił go na róży. Mimo że patrzył w stronę dzieci, najwyraźniej ich nie dostrzegł, ale one wiedziały, kogo mają przed sobą, i zrozumiały w jednej chwili, co zrobiła Agata. To nie było ciasto, to była planeta Małego Księcia! Niedaleko pasł się baranek. Rodzeństwo wstrzymało oddech.
– On tam rzeczywiście jest – szepnęła zachwycona Matylda. – Wiem, co zrobię! Żebym tylko potrafiła tak pięknie to narysować – dodała, wyciągając z kieszeni ołówek.
– Coś ty znowu wymyśliła? – Piotruś pochłaniał wzrokiem ukochanego Małego Księcia, nie mogąc oderwać od niego oczu.
– Zaraz zobaczysz, nie bądź taki niecierpliwy! A poza tym nie chcę zapeszać, bo a nuż się nie uda, i co wtedy? – mruczała pod nosem dziewczynka.
Na skrawku papieru znalezionego w szufladzie ze sztućcami dziewczynka zaczęła szkicować brakujący rzemień kagańca, specjalnie dla baranka. Na rysunku pojawiały się paski miękkiego materiału. Matylda doskonale wiedziała, że musi być tak delikatny jak cały świat Małego Księcia. Pomalowała wszystko w kolorowe kwiatki i dorysowała do dwóch zwisających rzemieni dobre zapięcie przytrzymujące kaganiec.
– Gotowe, spójrz! – zwróciła się do brata. – Wiesz, Piotrusiu, teraz Mały Książę będzie mógł go zapinać, jeśli przyjdzie mu do głowy obejść dookoła swoją planetę. Róża nie musi być ukryta pod szklanym kloszem.
– I nie zajmuje dużo miejsca – pochwalił ją brat. – Nareszcie będzie czuł się bezpiecznie.
Dziewczynka pochyliła się nad ciastem, zbliżając do niego nos. Nie wiedziała już, czy to wypiek Agaty, czy świat Małego Księcia, ale nie chciała o tym za wiele myśleć. Po prostu wyciągnęła rękę z rysunkiem w stronę chłopca. Papier wyglądał jak wielki namiot, ale zanim zdążyła cofnąć dłoń, pomyślawszy, że mieszkaniec planety może się wystraszyć, rysunek skurczył się i zmalał, a potem złotowłosy chłopiec rozprostował go i rozwinął przed sobą.
Matylda przysięgłaby, że się uśmiecha, patrząc na jej rysunek. Poczuła wiatr we włosach i słodką woń róży. Zamknęła oczy, chwyciła brata za rękę i mocno pociągnęła za sobą. Gdy tylko to uczyniła, zakręciło jej się w głowie. I naraz poczuła pod stopami miękką ziemię. Była ciepła i pachniała. Dziewczynka uchyliła ostrożnie powieki i zobaczyła baranka. Stał spokojnie i przyglądał się przybyszom. Mały Książę, odwrócony tyłem do dzieci, podlewał różę, a z kieszonki jego ubrania wystawał pasek miękkiego rzemienia w kwiatki.  Piotruś uśmiechnął się szczęśliwy, zerkając na siostrę. Wstrzymywali oddech, wiedząc, że wystarczy jeden nieostrożny ruch, aby spłoszyć tę chwilę. Przyglądali się Małemu Księciu, stojąc w milczeniu na planecie, która pachniała tak znajomo. A potem nagle wszystko zniknęło. I do kuchni wkroczyła Agata.
– Siedzieliście tak cichutko... W pierwszej chwili pomyślałam, że wyprawiliście się na jakąś gwiazdę – powiedziała z domyślnym uśmiechem. – Dziś wieczorem opowiem wam nową historię – dodała niespodziewanie.
– Dziękujemy, Agato! – ucieszył się Piotruś. – Skąd ty znasz te wszystkie bajki?
– Historii jest nieskończenie wiele, łakomczuchu! – zwołała Agata, widząc, jak chłopiec zerka pożądliwie w stronę blachy z ciastem. – Wystarczy tylko chcieć je poznać.
Gdy zapadł wieczór, Nieznośne Trojaczki ułożyły się wygodnie. Do pokoju wtargnęły bliźniaki, a zaraz za nimi Agata. Wszyscy usiedli na łóżku Adelajdy i przez chwilę młodsze dzieci walczyły o miejsce przy niani, ale wystarczyło jedno jej spojrzenie, aby się uspokoiły.
– Jednak nie opowiem wam nowej baśni. Są historie, które domagają się zakończenia. Posłuchajcie, co wydarzyło się na planecie zamieszkiwanej przez Małego Księcia – rozpoczęła opowieść Agata.


Lubisz CzasDzieci.pl?  Polub nas na Facebooku!

Komentarze

Warto zobaczyć