Warszawa

„Pimi z Krainy Tygrysów” – aktorzy o niezapomnianych podróżach!

„Pimi z Krainy Tygrysów” – aktorzy o niezapomnianych podróżach!

 

Piękny familijny film „Pimi w Krainy Tygrysów” opowiada o podróży chłopca i małej tygrysicy do położonego wysoko w górach klasztoru, zwanego Tygrysim Gniazdem. 
Ta niezwykła podróż ma swój początek wśród bujnych łąk centralnego Nepalu, przez zgiełk współczesnego Katmandu, aż po spektakularne szczyty Himalajów. W trakcie wędrówki między chłopcem a tygrysiątkiem rozwija się silna więź emocjonalna. Ich podróż jest jeszcze bardziej niebezpieczna z uwagi na kłusowników, którzy są zdeterminowani, aby odzyskać bezcenne młode. Czy naszym bohaterom uda się szczęśliwie dotrzeć do celu? 

„Pimi z Krainy Tygrysów” wejdzie do kin 27 stycznia. W polskiej wersji językowej usłyszymy Maję Ostaszewską, Pawła Szymańskiego, Piotra Tołoczko i Otara Saralidze. Zapytaliśmy aktorów o ich najwspanialsze podróżnicze wspomnienia i wymarzone miejsca, które chcieliby odwiedzić. 

MAJA OSTASZEWSKA: Mam całą masę wspomnień z różnych podróży, ponieważ swego czasu wyprawiałam się w świat z plecakiem i przewodnikiem Lonely Planet po pachą. Byłam trzykrotnie w Indiach i każda z tych wypraw trwała co najmniej półtora miesiąca. Byłam takim typowym backpackersem. Byłam w Wietnamie, jak również w Kambodży, gdzie dotarłam  do Siem Reap i tam spędziłam sporo czasu w świątyniach Angkor Wat. Przywiozłam stamtąd przepiękny posąg Buddy. To było dla mnie bardzo głębokie doświadczenie duchowe. Podróżując i po Indiach, i po krajach Wschodu, również wielokrotnie doświadczyłam spotkań z dziką przyrodą. Któregoś razu w Indiach, w świątyni Hanumana, czyli hinduistycznego boga z głową małpy, w której specjalne prawa miały małpy mieliśmy śmieszną przygodę. Jedna  z małp zaczęła nam kraść mały plecaczek i nastąpiła komiczna scena, w której szarpiemy się z małpą, żeby zostawiła ten plecak w spokoju. Takich przygód było wiele. Mam jeszcze jedną niesamowitą przygodę, bliższą historii z naszego filmu. Mianowicie byłam też swego czasu  w Afryce, w Kenii. Byłam świeżo po studiach, nie miałam za wiele pieniędzy. Podróżowałam bardzo skromnie, rozkładaliśmy czasem nawet namioty w buszu, więc zdarzyła się taka noc, kiedy koło naszych namiotów przeszło stado słoni. Kiedy byliśmy w rejonie wioski masajskiej, Masajowie powiedzieli nam, że jeden z młodych mężczyzn zabierze nas na pieszą wycieczkę. Zabrał ze sobą wielki kij, więc zapytaliśmy go po co jest ten kij, a on mówi – „na wypadek, kiedy byśmy musieli przeganiać lwa”. Myśleliśmy oczywiście, że to żart. Tymczasem po ponad godzinnym marszu naprzeciwko nas wyszedł przepiękny lew. I to była chwila grozy, ale też jakiegoś niesamowitego wzruszenia. Ten lew na nas po prostu popatrzył i sobie odszedł. Niesamowita chwila, niesamowite spotkanie. Oczywiście dziś, zwłaszcza jako matka, oceniam to jako bardzo nierozsądne, ale to było coś niezwykłego i bardzo pięknego, ta chwila, kiedy patrzę w oczy lwa. 

PAWEŁ SZYMAŃSKI: Moim wymarzonym miejscem, do którego chciałbym pojechać, jest Senegambia. Od dziecka zastanawiało mnie, gdzie lecą ptaki na czas zimy. Do ciepłych krajów, to wszyscy wiemy, ale byłem bardzo ciekawy w jakie miejsce, gdzie dokładnie? 
I dowiedziałem się, że lecą do Senegambii. Dlatego chciałbym tam pojechać, bo są tam miliony gatunków ptaków i chciałbym po prostu to zobaczyć. 

PIOTR TOŁOCZKO: Bardzo lubię podróżować, zawsze staram się sam organizować wyjazdy. Miejscem, w którym byłem i gdzie bardzo zachwyciła mnie przyroda były Filipiny. 
Są tam niezwykle widoki, zwłaszcza wschody i zachody słońca, odpływy i przypływy. Moim ulubionym wspomnieniem jest widok rekina wielorybiego. Największe potrafią mieć nawet  18 metrów. Widok takiego zwierzęcia, świadomość, że istnieje naprawdę, to było niezwykłe przeżycie. Bardzo bym chciał polecieć do Nowej Zelandii. Z tego co słyszałem, to jest kraj, w którym w tym samym czasie trwają wszystkie pory roku, są góry, lasy, jeziora. Chciałbym zobaczyć to miejsce na swoich warunkach, ponieważ bardzo bym chciał ją poznać lokalnie, poznać mieszkańców, kulturę i zobaczyć prawdziwe życie. 

OTAR SARALIDZE: Niedawno byłem w kanionie Martvili w Gruzji, ta podróż zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Niestety w Gruzji, z której pochodzę, też borykamy się z problemami ekologiczno-przyrodniczymi. Zobaczyć takie miejsce jak ten kanion, które jest absolutnie niedotknięte ludzką ręką, zanurzyć się w jego wodach, to było dla mnie przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. To było absolutnie połączenie się z naturą, które czuję do dziś. Niestety nie byłem w wysokich górach na Kaukazie w Gruzji, które bardzo przypominają Himalaje z filmu „Pimi z Krainy Tygrysów”, ale woda w rzece, w której się kąpałem, schodzi z lodowców, które znajdują się w tych górach.

Część dochodów ze sprzedaży biletów zostanie przeznaczona na wsparcie działalności Azylu dla tygrysów przy poznańskim zoo, którym kieruje Ewa Zgrabczyńska.

Materiał promocyjny

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć