Warszawa

Jak wychować kreatywne dziecko?

Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Organizowanych jest tak wiele atrakcji dla dzieci: warsztaty, festiwale, pokazy i spektakle, że maluchy nie tylko nie mają kiedy się nudzić, ale też nie mają już czasu na spontaniczną zabawę. I tu pojawia się problem, bo tylko w nieskrępowanej zabawie jest miejsce na odkrywanie i rozwijanie kreatywności. To właśnie to, co w dzieciństwie najpiękniejsze, ale też to, co pomaga nam wybierać kierunki zainteresowań i rozpoznawać uzdolnienia. Warto więc czasem przyjrzeć się grafikowi naszej rodziny i sprawdzić, czy chcąc dla dzieci jak najlepiej, nie zabieramy im czegoś niezwykle cennego.

 

 

Co zatem robić?

 

Czasami ważniejszy, niż kolejne prestiżowe warsztaty jest wspólny czas. Zabierzmy dzieci na weekend pod namiot albo chociaż na piknik. Wpakujmy do plecaka atlas ptaków lub drzew.


Nie przygotowujmy piknikowych fancy-specjałów tylko zwykłe kanapki, paluszki czy chrupki i pozwólmy sobie na chwilę swobody.

 

Nie zabierajmy gier, bo przy dobrej atmosferze zwykła paczka paluszków może stać się inspiracją. Nie wierzycie? Zaraz Wam udowodnimy!

 

U nas paluszkami można grać w bierki. Rozsypujemy je w zgrabny stosik na tacy i staramy się wyciągać na przemian tak, by nie poruszyć konstrukcji. Paluszki zebrane, zawodnik ze smakiem wcina. Bardzo dużo jest przy tym śmiechu ale zabawa uczy skupienia i cierpliwości. Jeszcze jedna zaleta tej zabawy jest taka, że zwykle rodzice radzą sobie odrobinę lepiej, więc nie ma zagrożenia, że cała paczka paluszków wyląduje w małym brzuszku.

 

A może macie ochotę na łamigłówki logiczne?
W tym też pomogą Wam paluszki. Oto kilka przyładów:

 


Gdy głowy się już natrudziły, czas na odpoczynek. Można leżeć na kocu i oglądać chmury. Porównywać ich kształty do zwierząt, potworów i innych tworów wyobraźni.

Nagrodą w grach plenerowych może być paczka ciasteczek.


My lubimy Beskidzkie Misiaki - Krakersy, nie tylko ze względu na walory smakowe, ale też dlatego, że są one początkiem kolejnej świetnej zabawy. Wyciągamy po kolei z torebki losowe ciasteczka i opowiadamy historię o zwierzaku, który widnieje na smakołyku, kolejna osoba kontynuuje wątek losując i pałaszując kolejne ciastko.

 

I w ten o to sposób nie obejrzycie się, a dzień chyli się ku wieczorowi i czas wracać do domu. Opowieść się skończyła z ostatnim ciasteczkiem, ale to nie koniec pomysłów, bo czym częściej wykonujemy z dziećmi podobne ćwiczenia, tym więcej pomysłów przychodzi nam do głowy.


Te zabawy to prawdziwa gimnastyka dla mózgu. Po takim weekendzie dziecko wraca do szkoły uśmiechnięte i zdecydowanie łatwiej o skupienie.

 

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć