Warszawa

Nigdy nie stawialiśmy pytania "czy warto"?, po prostu się pakowaliśmy!

Nigdy nie stawialiśmy pytania "czy warto"?, po prostu się pakowaliśmy!

Z mamą Anną: polską dziennikarką i tatą Thomasem: niemieckim fotografem, autorami podróżniczego bloga (thefamilywithoutborders) rozmawiamy o rodzinnych wyprawach z nosidłami na plecach i córkami Milą i Hanną.

 

Zdecydowaliście się na coś bardzo odważnego, dla większości rodziców wręcz nie do pomyślenia. Proszę powiedzieć zatem, jakie są największe przyjemności z podróżowania z dziećmi?

 

Chyba największa frajda to bycie razem, przez calusieńki czas, robiąc to, co się kocha. W naszym przypadku jest to podróżowanie, bycie ciągle w ruchu, wśród nowych miejsc, ludzi i sytuacji. Od zawsze było wiadomo, że chcemy mieć dzieci, ale chcemy też kontynuować to, co nam sprawia największą radość. Chcieliśmy też tą radością z dziewczynami się dzielić. No bo czego potrzebują takie maluchy w pierwszym roku życia? Jedzenia, picia, spania i... szczęśliwych rodziców. I które dzieci mają uśmiechniętą mamę i tatę 24 godziny na dobę przez pół roku? Nam nie uciekło żadne pierwsze „mama”, „tata” czy „małpa”, ani pierwszy krok, ani pierwsza kąpiel w morzu. No niesamowite to jako wspólne doświadczenie jest. A poza tym – z dziećmi dużo łatwiej wchodzi się w kontakt z ludźmi, co dla mnie, jako dziennikarki, jest szalenie ważne. I granice łatwiej się przejeżdża, i zaproszonym na podwórko łatwiej się zostaje. Ale to już takie prozaiczne argumenty :)


A jakie przeszkody pojawią się na drodze rodziców podróżujących z dziećmi?

 

Może to nawet nie przeszkody, a wyzwania. Z naszego doświadczenia wynika, że najważniejsze to zgrać się z rytmem dziecka, nie planować za dużo, spontanicznie decydować co i jak dalej. My wsiadamy do samochodu wtedy, kiedy dziewczynom chce się spać. Zatrzymujemy się wtedy, jak się budzą. Robimy przerwy na jedzenie – jak są głodne. No inaczej to by się chyba nie dało. Przeszkodą może być bezpieczeństwo – były momenty, kiedy zmieniliśmy trasę, bo były z nami dzieci. Sami pojechalibyśmy na pewno do Czeczenii i Dagestanu, będąc w Gruzji i Azerbejdżanie. Albo na całonocne wyprawy konne przez góry. Ale to chyba wszystko zależy od tego, jaki sposób podróżowania się lubi. Ci, co się wspinają, albo marzną gdzieś na biegunach, na pewno wciąż twierdzą, że podróżować z dziećmi się nie da. Na szczęście to, jak my lubimy, nasze dziewczyny podzielają.


Jakie miejsce, z tych bardziej egzotycznych, polecalibyście na pierwszą wyprawę z małymi dziećmi?

 

Nam było dobrze wszędzie. Jedynym wyznacznikiem mogłaby być chyba pogoda. Z małymi dziećmi jest łatwiej, kiedy jest ciepło – można mieć kilka koszulek, które momentalnie schną, jest miło i przyjemnie. No na pewno nie jechać do dżunglii w porze deszczowej i do Azerbejdżanu jak jest 40 stopni w cieniu. Reszta – każdy kraj ma swoje cudne zalety.

 

Co jest najważniejsze w przygotowaniach do tak dalekich podróży?

 

Dla nas najistotniejszym elementem są zawsze kontakty: fakt czy mamy w danym rejonie przyjaciół, albo przyjaciół przyjaciół może wpłynąć na plan tygodnia. Taki lokalny człowiek to nie tylko pralka i internet, ale też skarbnica wiedzy: gdzie jechać warto, z kim się spotkać, gdzie najbliższy szpital i ile zapłacić za pampersy, żeby nie przepłacić. Więc po pierwsze kontakty. Po drugie – ubezpieczenie zdrowotne. Po trzecie – sprawy takie jak: czy można przejechać tę i tę granicę, czy uda się kupić samochód. Reszta się zawsze uda.

 

Która z podróży była dla Was największym wyzwaniem?

 

Bardzo trudny był start naszej podróży po Ameryce Środkowej. Wylądowaliśmy w Cancun, w Meksyku i wszystko szło jakoś pechowo. Trzeba było w nowym mieście, w nowym kraju, na nowym kontynencie, szybko kupić samochód, mała jeszcze z domu przywiozła przeziębienie, nagle w porze suchej nadszedł huragan, przez parę dni wszystkie sklepy były zamknięte, mieliśmy wszyscy cholerny jet lag, bank zablokował nam konto, więc nie mogliśmy wypłacić pieniędzy na samochód itd. itp. Ale potem było już tylko piękniej!

 

Niektórzy rodzice zastanawiają się czy warto zabierać małe dzieci, takie do 2 lat, w dalekie podróże, których i tak nie będą pamiętać. Jak można by ich było do tego przekonać?


Myślę, że tu nie chodzi tylko o wspomnienia, ale o takie doświadczenie, które w dziecku zostaje. Moje dziewczyny nie boją się ludzi, nie dziwi ich inny kolor skóry czy język. Lubią próbować nowego – bo przecież brązowa ciapka może okazać się słodziutką czekoladą Majów. A nad wspomnieniami pracujemy – oglądamy zdjęcia, opowiadamy sobie historie. Dziewczynki wiedzą, że bawiły się z małpkami, jak to jest w samolotach i że siedziały im na ramionach tukany. Przyzwyczajają się do ruchu, do tego, że może być różnie. No ale w domu też nie siedzimy w domu, zazwyczaj na weekendy jedziemy gdzieś, czasem też śpimy w samochodzie. No nie wiem, my chyba sobie nigdy nie stawialiśmy pytania „czy warto?”, po prostu się pakowaliśmy.

 

Dziękujemy za inspirującą rozmowę i życzymy wielu nowych, ciekawych, rodzinnych wypraw w daleki świat!

 

Zachęcamy do odwiedzin bloga o podróżach prowadzonego przez Annę i Thomasa:  http://thefamilywithoutborders.com/rodzina-bez-granic/

 

Rozmawiała Magdalena Kurowska

1/9
1/9
2/9
2/9
3/9
3/9
4/9
4/9
5/9
5/9
6/9
6/9
7/9
7/9
8/9
8/9
9/9
9/9

Komentarze

Więcej

Warto zobaczyć