Warszawa

Dzieciństwo w poprzednich stuleciach - jak wyglądało?

Dzieciństwo w poprzednich stuleciach - jak wyglądało?

Współcześnie dzieciństwo jest kojarzone z czasem bezpieczeństwa, nauki nowych rzeczy. To okres, gdy człowiek – w powszechnej świadomości – powinien doświadczać opieki ze strony opiekunów. Niestety, nie zawsze tak było. Moda na „dzieciństwo” pojawiła się stosunkowo niedawno. Jak dzieciństwo wyglądało wcześniej i dlaczego słynny badacz Lloyd deMause twierdził, że „historia dzieciństwa jest koszmarem, z którego ludzkość dopiero ostatnio zaczyna się budzić”?

 

UWAGA! ARTYKUŁ ZAWIERA DRASTYCZNE TREŚCI.

 

Dzieciństwo – dzieje koszmaru i przemocy

 

Jan Hendrik van den Berg stwierdził, że: „dziecko nie zawsze było dzieckiem – stało się nim”. Dzieciństwo jest zjawiskiem, które nie ma znaczenia uniwersalnego. W każdej kulturze postrzega się je w zupełnie odmienny sposób. To, jak dzieciństwo jest rozumiane w konkretnym czasie, zależy od charakteru epoki i funkcjonujących wówczas stosunków społecznych.

 

Ciekawą tezę postawił psychohistoryk Lloyd deMause, który twierdził, że sposób postrzegania dzieci przez dorosłych ewoluuje od okrucieństwa do empatii. Wskazuje także na sześć okresów dzieciństwa w historii: rodzicielstwo dzieciobójcze (antyk do IV w.), rodzicielstwo porzucające (do XIII w.), rodzicielstwo ambiwalentne (XIV – XVII w.), rodzicielstwo natrętne, intruzywne (XVIII w.), rodzicielstwo socjalizujące (XIX w. i pierwsza połowa XX w.), rodzicielstwo pomocne, wspierające (od drugiej połowy XX w.).

 

Na podstawie tego podziału, można stwierdzić, że dzieciństwo „nie istniało od zawsze”. W czasach antyku aż do IV wieku naszej ery bardzo powszechnym zjawiskiem było dzieciobójstwo, kazirodztwo czy wykorzystywanie seksualne dzieci. Badacz deMause nazywa ten okres rodzicielstwem dzieciobójczym. Prawo ius vitae et necis, a więc prawo przysługujące ojcu do decydowania o życiu i śmierci dzieci, zniesiono dopiero w 365 roku naszej ery. Mimo to ojciec nadal mógł porzucić swoje chore czy słabe dziecko, oddać je w niewolę albo sprzedać. Prawdziwą plagą tamtych czasów było notoryczne porzucanie noworodków, które zwykle padały ofiarą wyziębienia lub dzikich zwierząt. Jeżeli chodzi o wykorzystywanie dzieci to flagowym przykładem może tu być starożytna Grecja, gdzie istniały związki pomiędzy dorosłymi mężczyznami a siedmioletnimi chłopcami. Dochodziło także do napaści ze strony rodziców, którzy dokonywali okaleczeń genitaliów dzieci.

 

Powszechną praktyką wczesnych społeczeństw było też rytualne poświęcanie dzieci. Na wielkim cmentarzu Tophet odkryto 20 tysięcy urn ze szczątkami dzieci zamordowanych przez rodziców w zamian za okazanie przez bogów przychylności (choć naukowcy wciąż debatują, czy rzeczywiście było to miejsce, gdzie spoczywają ofiary mordów czy szczątki dzieci zmarłe w naturalny sposób).

 

Takim mordom towarzyszyły często tańce, muzyka oraz orgie. Kapłani – według doniesień Plutarcha – podrzynali wówczas dzieciom gardła, a rodzice patrzyli na to bez większych emocji. Niemal w każdym starożytnym mieście istniały także dziecięce domy publiczne oraz erotyczne wypożyczalnie dzieci.

 

Zmniejszenie zjawiska zabijania i torturowania dzieci następuje dopiero pod rządami chrześcijaństwa. Ludzie zaczynają wierzyć, że dziecko posiada duszę wobec tego proceder odbierania im życia zmniejsza się. Powszechną praktyką staje się natomiast porzucanie dzieci albo oddawanie ich do klasztorów czy przytułków. Chrześcijaństwo przynosi ludziom jednak informację o innym zagrożeniu. Otóż, dziecko jest podatne na to, by paść ofiarą złego uroku. Z tego powodu może stać się „odmieńcem”, czyli – jak twierdził św. Augustyn – kimś, kto „cierpi na demona”. Trzciny, pasy, pogrzebacze, ościenie i inne narzędzia służą więc do tego, by walczyć ze „złem”, które jest w dziecku. Źródła historyczne wskazują na bicie, które doprowadza do krwawienia całego ciała. Dziecko jest bite w okolicach genitaliów oraz na nagie ciało. Nierzadko dzieci umierają z powodu przemocy fizycznej.

W Polsce aż do XVI wieku bezkarne było zakatowanie dziecka na śmierć. Zmiany w tym zakresie pojawiły się dopiero pod koniec XVI wieku.

 

Prawo w XIII wieku mówiło nawet: „Gdy ktoś bije dziecko do krwi, popamięta ono, lecz gdy bije je do śmierci, popamięta prawo”.

 

O skali wykorzystywania seksualnego dzieci może świadczyć chociażby fakt, że w 1603 roku mały Ludwik XIII był zabierany przez opiekunów do łóżka jako maskotka do „spełniania ich potrzeb seksualnych”. Co więcej, wszystkie dworzanki całowały go w genitalia oraz sutki.

 

Dzieci były zmuszane także do oglądania publicznych egzekucji. Nawet humaniści opowiadali się za tym, by pokazywać maluchom takie sceny. Nie pozostawało to bez wpływu na psychikę dzieci. Pewien chłopiec po obejrzeniu wieszania, budził się w nocy z krzykiem, a także bawił się w wieszanie kota. Znane są także przypadki, gdy matki zmuszały swoje potomstwo do tego, by dla przykładu oglądały zwłoki innych dzieci.

 

Przemoc psychiczna była na porządku dziennym. Wykorzystywano do tego postacie straszące. Dorośli nawet przebierali się za potwory, by straszyć dzieci. Opisana została sytuacja z 1882 roku, kiedy to opiekunka dziecka chcąc zostawić je samo w domu wmówiła dziewczynce, że straszny Czarny Lud ukrył się w pokoju i porwie ją, gdy tylko wstanie. Nad łóżeczkiem zamontowała dużą kukłę potwora. Gdy wróciła, zastała dziecko w pozycji siedzącej z rękami zaplątanymi we włosy, umarłe ze strachu.

 

Przemoc wobec dzieci akceptowano bardzo długo. Jako przykład może służyć tu XIX-wieczna Anglia. Każdego, kto trafiał do sądu Old Bailey za zgwałcenie dziewczynki wypuszczano, o ile wierzył, że krzywda została wyrządzona dziecku w celu wyleczenia choroby wenerycznej. Co więcej, wielu rodziców wykorzystywało wówczas swoje dzieci do tego, by pozbyć się choroby. Angielscy lekarze znajdowali potem ślady choroby nie tylko u chorego rodzica, ale też w okolicach ust, genitaliów i odbytu dziecka. Ta wiara funkcjonuje nadal w wielu krajach afrykańskich, gdzie do dnia dzisiejszego chorzy np. na AIDS wierzą, że mogą w taki sposób pozbyć się tego schorzenia.

 

Nie można zapomnieć również o ciemnym okresie w historii, gdy dzieci pracowały w fabrykach. W krajach azjatyckich nadal najmłodsi są wykorzystywani do pracy.

 

Akty agresji wobec dziec nie ominęły również ziem polskich. W 1830 roku w Królestwie Polskim co siódma kobieta przebywająca w areszcie, dopuściła się dzieciobójstwa. Znacznie częściej na porzucenie lub zabicie dzieci decydowały się matki niezamężne. Zazwyczaj dzieciobójstwo było przejawem desperacji kobiet, które nie miały z czego żyć. Przykry los spotykał zwykle dzieci kobiet z marginesu społecznego i z warstw najuboższych: robotnic, prostytutek czy kobiet wynajmowanych do karmienia obcych dzieci. Od połowy XIX wieku istniały miejsca, gdzie oddawano niechciane dzieci tzw. opiekunkom. Przylgnęło do nich wymowne miano „fabrykantek aniołków”, ponieważ dziecko, które szło pod opiekę do takiej osoby miało nikłą szansę przeżycia z uwagi na marne pożywienie i warunki mieszkaniowe. Co więcej, znane są w procesy takich opiekunek wprost oskarżanych o liczne dzieciobójstwa. Niekiedy matki, które zostawiały dzieci pod opieką takich kobiet nie zdawały sobie sprawy z położenia potomstwa, nierzadko jednak z ulgą przyjmowały informację o śmierci niemowlęcia, ponieważ często musiały one opłacać pobyt dziecka w takim domu. Aby spłacić swoje zobowiązania zatrudniały się w domach bogatych kobiet w charakterze mamek, kobiet karmiących dzieci elity. Opinia publiczna popierała ten proceder, choć wielu pedagogów – jak np. Janusz Korczak – wprost krytykowało ten zawód. Podwójne standardy moralne społeczeństwa powodowały, że zarówno panny z dzieckiem, jak i dzieci nieślubne były przez długi czas społecznie odrzucane.

 

W 1900 roku ponad 90 proc. niemowląt we Francji wywożono na wieś do mamek. Rodzice natomiast – wedle przekazów – mogli cieszyć się spokojem. Tym samym niektórzy autorzy twierdzą, że tzw. instynkt macierzyński to nie naturalny instynkt, lecz osiągnięcie nowoczesności.

 

Według statystyk w starożytności zabijana przez rodziców była mniej więcej połowa dzieci. W średniowieczu liczba ta wynosi już 1/3, a w czasach nowożytnych 1 procent.

 

Tak więc przemoc przechodziła z pokolenia na pokolenie. Ofiary stawały się sprawcami wychowującymi kolejnych sprawców. W Polsce całkowity zakaz kar cielesnych wobec dzieci obowiązuje dopiero od 2010 roku. Mimo to współcześnie wiele osób nadal akceptuje bicie najmłodszych. Tymczasem przemoc fizyczna wywołuje nieodwracalne zmiany w mózgu w obszarach odpowiadających za wyższe myślenie, co przekłada się na dalsze funkcjonowanie dziecka.

 

Kim jest dziecko – podróż przez stulecia

 

Dzieciństwo przez większą część historii nie było istotnym okresem w życiu człowieka. Zwłaszcza, że większość dzieci – z uwagi na wysoką śmiertelność – nigdy z niego nie wyrastała. Dla ludzi średniowiecza był to czas szybko przemijający, nie wart nawet odnotowania. Dopiero XII wiek przynosi zmiany w tej materii. Wówczas dziecko w pracach plastycznych staje się alegorią niewinności. Artyści zaczynają przedstawiać je jako czyste duszyczki, aniołki czy Dzieciątko Jezus. Mimo to emocje dorosłych wciąż są zarezerwowane jedynie dla małego Jezusa.

 

Jak podaje Monika Obrębska w swojej publikacji „Semantyka dzieciństwa: od nieobecności do odrębności”, w XVI wieku pojawia się potrzeba utrwalenia rysów zmarłego dziecka. To pokazuje, że wówczas przestano traktować zjawisko umierania dzieci jako coś nieuchronnego, ale dostrzeżono potrzebę zapamiętania małego człowieka.

 

W XVI wieku dzieci zyskują charakterystyczne dla okresu dzieciństwa stroje. Wcześniej nosiły ubrania jak dla „małych” dorosłych, teraz to się zmienia. Transformację przechodzi również stosunek emocjonalny wobec dziecka. Pojawia się czułość i zachwyt nad naiwnością i wdziękiem maluchów.

 

Dzieci uczestniczą w tych samych rozrywkach, co dorośli. Dziecko przestaje być anonimowe. Dla dorosłych staje się źródłem rozrywki i przyjemności. Dzieciństwo trwało jednak krótko. Gdy maluchy kończyły 5 czy 7 lat już przestawały być dostrzegane i „rozpływały się w tłumie dorosłym”.

 

Kolejne wieki przynoszą zgoła odmienne postrzeganie dzieciństwa. Dziecko jawi się jako człowiek niedojrzały, a jednocześnie niedoskonały, który potrzebuje sformalizowanego wychowania oraz dyscypliny. Miejscem, gdzie dzieci mają się kształcić są szkoły i kolegia. Czas dzieciństwa zostaje wydłużony o lata edukacji szkolnej.

 

Regularne kształcenie odnosiło się do płci męskiej, ponieważ dziewczynki, które w przyszłości miały pełnić rolę gospodyń domowych, były edukowane w ograniczonym zakresie. Klasztory, do których oddawano dziewczęta, by tam pobierały nauki, także traktowały tę kwestię w nienależyty sposób, niejednokrotnie zastępując przekazywanie wiedzy praktykami religijnymi.

 

W XVII wieku pojawia się również literatura pedagogiczna dla rodziców i wychowawców. Krytykuje się obojętność wobec najmłodszych, ale również nadmierną pobłażliwość czy czynienie z dziecka zabawki. Emocjonalne zbliżenie członków rodziny do dzieci powoduje, że zanika obyczaj oddawania dzieci na wychowanie. Znaczenia nabiera rola guwernantek czy piastunek.

 

Wraz z postępującym rozwojem społeczeństw rodzina przestaje być instytucją prawa spadkowego, a staje się wspólnotą, którego fundamentem są relacje pomiędzy jej członkami.

 

Dzieciństwo na ziemiach polskich – XVI – XVIII wiek

 

Zanim dziecko stało się członkiem społeczności, musiało przetrwać wszystkie niebezpieczeństwa, które czyhały zaraz po porodzie. Choroby zakaźne zbierały wówczas ogromne żniwo. Dodatkowo na śmiertelność dzieci wpływ miał nieodpowiedni sposób opieki, np. zbyt mocne zawiązywanie dzieci w powijakach. Dopiero po sześciu tygodniach izolacji z matką odbywał się uroczysty wywód. Towarzyszyły mu uroczystości kościelne oraz domowe. Chrzest był wstępem do życia rodzinnego i społecznego.

 

Jak podają autorki książki „Codzienność dziecięca opisana słowem i obrazem” Dorota Żołądź-Strzelczyk i Katarzyna Kabacińska-Łuczak, zwykle staropolska rodzina miała charakter nuklearny, a nie wielopokoleniowy. W każdej z nich było średnio 4-5 dzieci. Wysoka śmiertelność powodowała, że dorosłości dożywało jedynie 35 proc. wszystkich dzieci.
 

Bardzo ciekawym jest opis kąpieli dziecka z przełomu XVII/XVIII wieku:

„dzieci kąpie się w zimnej wodzie, dwa razy dziennie zaraz po urodzeniu przez więcej jak dwa lata. To jest przyczyną, że dzieci nie mają nigdy wyrzutów, ani na głowie, ani na twarzy, i że społeczeństwo zahartowane od wczesnej młodości staje się silne”.
 

Przez wiele stuleci, dzieci – bez względu na płeć – nosiły tzw. sukienki dziecinne. Buty natomiast były szyte pod wielkość stópek dzieci. Najmłodsi z uboższych warstw nosili ubrania po starszych. Zwyczajem było przerabianie np. koszul męskich na ubrania dla dzieci.

 

Dzieci nie miały specjalnie wydzielonego pomieszczenia. Najczęściej spały na wspólnym legowisku. Wyjątkiem są niemowlęta umieszczane w kołyskach. Popularne zabawki z tego okresu, wymieniane w inwentarzach, to tzw. ząbek dziecinny, czyli grzechotka z dzwoneczkami, małe powoziki, lalki czy koniki.

 

Mieszczanie chcąc zabezpieczyć przyszłość dzieci, spisywali testamenty. Zwykle jednak pomijali córki i skupiali się jedynie na synach.

 

Myśliciele Rzeczpospolitej krytykowali sposób wychowania dzieci szlacheckich. Wśród błędów wychowawczych wskazywali z jednej strony zaniedbywanie dzieci, a z drugiej ich nadmierne rozpieszczanie. Ich zdaniem dzieci szlacheckie wyrastały w warunkach cieplarnianych i były deprawowane od najmłodszych lat. Bliscy i znajomi wpajali im pychę. Od młodych ludzi stanu szlacheckiego nie wymagano umiejętności pisania i czytania. Natomiast bardzo istotne było, by potrafili rozróżniać godności sąsiadów.

 

Szkolnictwo na ziemiach polskich dobrze się rozwijało, jednakże było zarezerwowane dla mężczyzn. Nie można jednak pominąć faktu, że w wychowaniu domowym dziewcząt równie istotne było wykształcenie: umiejętność czytania, a nawet pisania. Pod koniec XVI wieku 4 proc. kobiet z Małopolski za sprawą nauczania domowego umiało pisać.

 

Historia dzieciństwa jest bardzo rozległym tematem. Wciąż pojawiają się nowe wątki w tej kwestii, warto więc śledzić rozwój relacji pomiędzy dorosłymi a dziećmi na przestrzeni wieków.


Źródła:

  • A. Golus, Dzieciństwo w cieniu rózgi. Historia i oblicza przemocy wobec dzieci, wyd. HELION, 2019.
  • https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25991668,dziecinstwo-to-koszmar-z-ktorego-zaczynamy-sie-budzic.html
  • M. Obrębska, Semantyka dzieciństwa: od nieobecności do odrębności, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Psychologii, https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/4366/1/2-obrebska.pdf 
  • D. Żołądź-Strzelczyk, Dzieciństwo w mieście na ziemiach polskich w XVI–XVIII wieku – możliwości źródłowe i perspektywy badawcze, https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/6869/1/1%20Zoladz-Strzelczyk.pdf

     

 

 

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć