Kraków

Poskramiacze tajemnic, czyli mali detektywi na tropie duchów

Poskramiacze tajemnic, czyli mali detektywi na tropie duchów

Kim były Kasylda i Leonora? Jak odgaduje się ukryte hasła? Co mieściło się na starej mapie, a co oznaczały tajemnicze cyfry w notesie? My już wiemy, bo byliśmy na spacerze detektywistycznym z Fishką!

 

W chłodny sobotni ranek, kiedy pół miasta marzyła o wygrzaniu się z kotem pod ciepłym kocykiem, grupa małych detektywów wyruszyła na spacer, aby odnaleźć duchy miasta.


Młodzi odkrywcy zaczęli swoją przygodę od Klasztoru Dominikanów. Nasza przewodniczka z Fishki, pani Łucja, otworzyła swoją tajemniczą srebną walizeczkę i wyciagnęła z niej: mały notesik, kartkę z dziurkami, przewodnik po Krakowie i starą mapę. Dzieci z zaangażowaniem rozwiązywały zagadki i z zainteresowaniem słuchały legend o krakowskich duchach, m.in. o Kasyldzie z kościoła św. Andrzeja i Leonorze z kaplicy rodziny Lubomirskich. Z pomocą mnicha z Klasztoru Dominikanów udało się zlokalizować kaplicę rodu Lubomirskich, gdzie straszy Leonora. Dzieci odgadywały hasło przy użyciu tajemniczego notesika i tablicy przed kaplicą.


Następnym przystankiem był Kościół Mariacki, gdzie na fasadzie znajdowała się tablica, będąca jedną ze wskazówek w rozwiązywanych zagadkach. Dzieci były bardzo podekscytowane. Ogrom pomysłów i zaangażowanie zaskakiwały rodziców. Z ochotą pobiegły zatem do kolejnego punktu spaceru, a mianowicie do podziemi Pałacu Krzysztofory.


Zanim jednak zeszły do podziemi, nastąpiła krótka przerwa na regenerację, czyli przerwa na posiłek. Dzieci pośpiesznie skonsumowały suchy prowiant, bo przecież przygoda czekała! Zeszły do podziemi zaopatrzone w lupy, które potrzebne im były do odnalezienia hasła. Znów tajny notesik i stara mapa. Tajemnice. Zapiski i rysunki. Deszyfracja notatek w notesiku.


Odgadnięte hasło mówiło o bagnach i świetle. Wywiązała się dyskusja, jak je zinterpretować. Czy powinni iść na bagna, czy nie powinni. Czy powinni zapalić światło, zgasić je, czy iść w stronę światła. Ostatecznie ustalono, że na żadne bagna nie idą, ponieważ już ich dawno nie ma w miejscu, do którego prowadziła mapa.
Spacer zakończył się na Placu Szczepańskim, ale zdawało się, że dzieci rozochocone legendami krakowskimi mogłyby zaraz wyruszyć na kolejną wyprawę. Tylu emocji, radości, wiedzy i tajemnic pewnie już dawno nie doświadczyły. Imponująca była współpraca dzieci z sobą. Każdy wiedział co ma robić. Pani Łucja stanęła na wysokości zadania i tak wkręciła małych detektywów, że ich ciekawskie natury wręcz piszczały o jeszcze.


Spacery z Fishką, to bardzo ciekawa i niekonwencjonalna propozycja zwiedzania Krakowa. Dla dzieci, to był początek przygody. Czuję, że wrócą po jeszcze!

 

1/5
1/5

fot. Marta Tymowska-Malec

2/5
2/5

fot. Marta Tymowska-Malec

3/5
3/5

fot. Marta Tymowska-Malec

4/5
4/5

fot. Marta Tymowska-Malec

5/5
5/5

fot. Marta Tymowska-Malec

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Wiadomości lokalne

Warto zobaczyć