Książki dla dzieci » Jaśki
JaśkiWydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak ISBN: 978-83-240-1450-7 tagi: humor dla młodzieży |
Nowi kumple Mikołajka!
Kiedy w rodzinie ma się sześciu chłopaków, nie da się nudzić nawet przez sekundę. Zwłaszcza z Janem-A, który zawsze chce być szefem, z klubem tajnych agentów Jana-B, Janem-C, który nigdy nic nie rozumie, z Janem-D zwanym Demolką, złotymi rybkami Jana-E, i Janem-F, który nie przestaje płakać... Nie mówiąc już o przeprowadzce, bijatykach
z bandą Castorsów i kuzynami Fougasse'ami
o odstających uszach... Na całe szczęście tata to złota rączka, a mama jest bardzo zorganizowana!
Książka Arrou-Vignoda to świetna zabawa dla całej rodziny. Perypetie Jaśków na pewno rozbawią wszystkich fanów Mikołajka.
Ponad 300 000 egzemplarzy opowiadań sprzedanych we Francji.
cena: 34,90 zł
Recenzje książki (Jaśki)
Książka opowiada o nowych kumplach Mikołajka. Jest ich pięciu, są braćmi, mają trochę dziwnych rodziców, a mama właśnie spodziewa się kolejnego dziecka. Rodzice nie mają zbyt wielkiej wyobraźni. Wszystkich synów nazywają tak samo, po tacie – Jan. Dla rozróżnienia oznaczają ich kolejnymi literami alfabetu. Historię tej rodziny opowiada jeden z Jaśków, Jan B. Opisuje głównie ich życie w domu i na wakacjach, wśród rodziny. Rzadko w szkole. Chłopcy różnią się wiekiem i charakterami – Jan A. zawsze chce być szefem, Jan B. marzy o tym, żeby zostać tajnym agentem, ale na razie to troszkę za dużo je. Jan C. nigdy nie wie co się dzieje. Jan D. nazywany jest Janem Demolką. Jan E. sepleni – pozostali bracie twierdzą, że to z powodu włosów na języku. Problemem rodziny Janów jest to, że nie mieszczą się w swoim domu. Dlatego też, kiedy mama rodzi kolejne, szóste dziecko, rodzice postanawiają się przeprowadzić. Rysunki są proste, tak jak w „Mikołajku”. Książka jest całą historią. Fajna. Dobrze się przy niej odpoczywa.„Jaśki” to książka trochę bardziej dla chłopców, ale także dla tych, którzy mają trochę „za dużo” rodzeństwa.
Przygody sześciu sympatycznych i niegrzecznych zarazem chłopaków, dostarczają wiele uciechy i emocji. "Jaśki", to jedna z tych książek, które poszerzają horyzonty dzieciom, jednocześnie nie odstraszając nudną.
Jaśki, Jaśki, Jaśki …
„Bartusiu, co dziś czytamy na dobranoc?” – pytam wieczorem. „Jaśków”. Kolejny wieczór: „Co czytamy?”. „Jaśków”. Następnego wieczoru dla odmiany odpowiedź brzmi: „Jaśki”. Dalej … chyba wiadomo.
Odkąd „Jaśki” są u nas, czytaliśmy tylko tę książkę – dopóki nie skończyliśmy (a właściwie nawet dłużej, bo z powtórkami niektórych fragmentów), a normalnie synek lubi zmieniać lektury (w czytaniu równocześnie są średnio trzy). No, to o co chodzi?
Pierwszym magnesem było to, że jest pięciu Janów (począwszy od Jana-A skończywszy na Janie-E) - z komentarzem synka: Ale jakby było pięć Helenek to na pewno miałyby gorzej. A szkoda, że u nas nie ma Bartusia-A, Bartusia-B, Bartusia-C, bo jakbyś nas wołała to wszyscy by naraz przychodzili i byłoby śmiesznie. Okładka książki oglądana i czytana była chyba z milion razy, bo jest na niej rysunek z opisem sześciu chłopców: „A czemu sześciu, jak jest ich pięciu?”. No właśnie, czemu?
Bowiem książka składa się z kilku części, a każda z nich poświęcona jest nowym etapom życia Jaśków i opisuje mnóstwo przygód chłopców. Jaśki to fantastyczni chłopcy niezmiernie do siebie podobni wyglądem, o różnych zainteresowaniach i przydomkach, za to z głowami pełnymi pomysłów, przeżywający mnóstwo szalonych, nieprzewidywalnych przygód i pakujący się w nie lada tarapaty, przy czym do odpowiedzialności najczęściej pociągani są najstarsi. Wyprawa w góry z rodzicami, obóz harcerski, pierwsze śledztwo detektywów Jana-A i Jana-B, wakacje i wiele innych różnorakich niezwykłych wydarzeń. Wśród nich też narodziny siostry, która okazała się jednak następnym bratem – mimo, że Tata, bardzo dobry lekarz autorytatywnie stwierdził, że będzie dziewczynka i nawet jako świetny majsterkowicz pokój dla dziecka pomalował na różowo.
Książkę czyta się naprawdę świetnie, lekko i przyjemnie, jest pełna przezabawnych historii. Choć porównywana jest humorem do słynnego Mikołajka, moim zdaniem to jest jednak zupełnie odmienna, ciekawa historia widziana innymi oczyma, bardziej dla mnie skłaniająca do refleksji. Bardzo przypadł mi do gustu czas akcji - lata 60-te, brak telewizora, czas kiedy nikt nawet nie myślał o komputerach czy internecie – pewnie dzięki temu chłopcy mieli pełno pomysłów, bo coś z czasem trzeba robić. Polecam tę lekturę, a jedyne zastrzeżenie mam do języka, ale to chyba już ma związek z tłumaczeniem, bowiem czytając ją mojemu synowi musiałam używałam zamienników bądź w ogóle opuszczałam słowa „kretyn”, „debil”, których nieco za dużo. A wystarczyłoby napisać np. pajac i zupełnie inaczej by to brzmiało. Miłej lektury!
Po sześciokroć Jan
Książka na wskroś familijna. Po pierwsze dlatego, że świetnie będą się przy niej bawić i czytelnicy młodzi, i ci starsi – rodzice, może też dziadkowie. Po drugie, ponieważ opowiada o perypetiach niemałej wcale rodzinki...
Pięciu braci nie tylko z takimi samymi imionami, ale też „takimi samymi okrągłymi gębami i odstającymi uszami” na pierwszych stronach książki czeka, wraz ze swoimi rodzicami na … siostrę. Taką przynajmniej mają nadzieję. Cóż, całkowicie zrozumiałą przy tylu chłopakach – przydałaby się jakaś odmiana! Helena okazuje się urodzić jednak jako kolejny Jasiek.
Jaśkowa gromadka to nie lada wyzwanie dla rodziców: mamy, która jest uosobieniem cierpliwości, spokoju i dobrej organizacji i taty – lekarza marynarki, „złotej rączki”, który pomimo swego też przecież gołębiego serca, próbuje czasem dyscyplinować rozbrykaną po sześciokroć gromadkę różnymi metodami – np. groźbami zapisania do szkoły marynarki wojennej z internatem (wysuwa ją zawsze, gdy jest wściekły), klapsami, które „spadły jak pociski”. Cóż, w owych czasach – końcówce lat 60-tych – warsztaty z umiejętności wychowawczych i komunikacji nie były przecież „rozrywką” na porządku dziennym... Poza tym – okiełznanie takiej ekipy wydaje się być zadaniem nie do wykonania!
Jaśki – od A do F mają też babcię... oczywiście o oryginalnym imieniu Janeczka i dziadunia, dla odmiany... Jana. Mają też, ku ich utrapieniu, kuzynów – Piotrów (tym razem czterech czyli od A do D), z którymi, łagodnie mówiąc, trochę się nie lubią (Jaśki potrafią zjednoczyć się wobec tego poczwórnego „wroga” - nie tylko w potyczkach słownych, ale i czynach uznanych za czynną bijatykę)
Pomimo podobnej fizjonomii i identycznych imion chłopcy przecież się różnią: charakterami, przyzwyczajeniami, wiekiem (najstarszy – Jan-A jest dziesięciolatkiem, kolejni „panowie” rodzili się co 2 lata ). Ten lubi rządzić, mądrzyć się, tamten jeść, inny ciągle się gubi... Następny to Jan Demolka, kolejny sepleni, najmłodszy, cóż, robi jeszcze w pieluchy... Ta mieszanka indywidualności nie może się przecież obyć bez kłótni, przekomarzania, przezywania, poszturchiwania. Ta gromada Janów przeżywa różne perypetie, świetne przygody – zawsze i wszędzie: czy to w domu, czy na wakacjach, przy przeprowadzce, czy na basenie. W czasie pięknej pogody i kiedy pada. Marzą nie tylko o psie, zostaniu detektywem, ale i … o telewizorze. Historie opowiada Jan – B – ten, który lubi jeść i ma „trochę za dużą pupę”.
Wciągający dowcip, klimat porównywany z „Mikołajkiem” (książka również jest „pochodzenia” francuskiego), lekkość – wszystkie te atuty powodują, że po blisko czterystu stronach książki … chce się jeszcze!
| KOMENTARZE: |



























