Książki dla dzieci » Aru Shah i koniec czasu

Aru Shah i koniec czasu
PATRONAT CzasDzieci.pl

Aru Shah i koniec czasu

Wyd.: Galeria Książki
Wiek dziecka: od 6 do 12 lat
Ocena: 5.0/5 od 5 os.
ISBN: 978-83-65534-82-8

ARU SHAH ma tendencję do naciągania prawdy – robi to, by zyskać sympatię w prywatnej szkole, do której uczęszcza. Kiedy jej koledzy z klasy latają prywatnymi odrzutowcami na egzotyczne wakacje, ona spędza wolny czas w Muzeum Starożytnej Sztuki i Kultury Indyjskiej, którego kustoszem jest jej mama. Czy to zatem dziwne, że Aru zmyśla opowieści o tym, że pochodzi z rodziny królewskiej, podróżuje do Paryża i ma własnego szofera?


Pewnego dnia trójka jej kolegów zjawia się w domu Aru, żeby przyłapać ją na kłamstwie. Nie wierzą w jej opowieść o tym, że znajdująca się w muzeum lampa Bharaty jest przeklęta, wyzywają więc Aru, by to udowodniła.

„Zapalę ją tylko na moment” – myśli Aru. A potem już nigdy przenigdy nie będzie łgać.
Ale zapalenie lampy rodzi poważne konsekwencje. Aru niechcący uwalnia Śpiącego, starożytnego demona, który planuje obudzić Boga Zniszczenia. Jej koledzy i mama zostają zamrożeni, a Aru musi ich uratować.

 


Jedynym sposobem na to, żeby powstrzymać demona, jest odnaleźć legendarnych braci Pandawów i złożyć wizytę w Królestwie Śmierci. Ale jak dziewczynka w piżamie ze Spider-Manem ma tego wszystkiego dokonać?

 

Percy Jackson spotyka Czarodziejkę z Księżyca w powieści, która rozpoczyna cykl „Rick Riordan Przedstawia” i jest zwariowaną – zwariowanie zabawną – historią opartą na mitologii hinduskiej.

Pełna wyobraźni powieść, której główne bohaterki to silne dziewczyny.
“Entertainment Weekly”

 

ROSHANI CHOKSHI jest autorką bestsellerowej powieści „New York Timesa” zatytułowanej The Star-Touched Queen oraz jej kontynuacji A Crown of Wishes. Studiowała baśnie i ma przynoszącego szczęście smoka, który wygląda jak pirenejski pies pasterski. "Aru Shah i koniec czasu", debiut Chokshi dla młodzieży, został zainspirowany opowieściami jej babci, a także wielką miłością do Czarodziejki z Księżyca. Roshani mieszka w Georgii. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej, odwiedźcie witrynę autorki: www.roshanichokshi.com. Możecie ją też śledzić na Twitterze: @Roshani_Chokshi.

RICK RIORDAN, nazwany przez „Publishers Weekly” „opowiadaczem bogów”, jest autorem pięciu serii z pierwszego miejsca list bestsellerów „New York Timesa”, m.in. „Percy’ego Jacksona i Bogów Olimpijskich”, która przybliżyła współczesnym czytelnikom grecką mitologię. Miliony fanów na całym świecie uwielbiają skrzące się akcją i zabawne przygody Percy’ego.


Serię „Rick Riordan Przedstawia” mają tworzyć przygodowe opowieści napisane przez autorów pochodzących z kultur rzadziej prezentowanych w popularnych książkach, co pozwoli im opowiedzieć własne historie inspirowane ich narodową mitologią, folklorem i kulturą. Rick jest na Twitterze jako @camphalfblood.

 

 

KUP TERAZ

Recenzje książki (Aru Shah i koniec czasu)

Recenzja młodego czytelnika
To wspaniały prezent dla każdej nastolatk

Bohaterką książki jest dwunastoletnia Aru Shah. Aru większość czasu spędza w Muzeum Starożytnej Sztuki i Kultury Indyjskiej, w którym mieszka razem ze swoją mamą (kustoszem muzeum). Dziewczynka uczęszcza do prywatnej szkoły, w której pełno jest bogatych nastolatków. Chcąc się do nich dopasować Aru często nagina prawdę na swój temat. Pewnego dnia trójka jej kolegów zjawia się w muzeum by przyłapać ją na kłamstwie. Nie wierzą w opowieść o przeklętej lampie Bharaty. Wyzywają ją by to udowodniła. Aru godzi się, chociaż wie, że mama zabroniła jej tego robić. Na jej nieszczęście legenda okazuje się prawdziwa. Aru niechcący uwalnia Śpiącego- starożytnego demona, który planuje obudzić Boga Zniszczenia i doprowadzić do końca świata. Aru dowiaduje się, że jest wcieleniem duszy jednego z braci Pandawów i że jej przeznaczeniem jest pokonać Śpiącego. Dziewczyna ma tylko 10 dni aby uratować mamę, kolegów i cały świat. W tej trudnej misji towarzyszy jej nowo poznana "duchowa" siostra Mini (także Pandawa) oraz Bu - mityczny strażnik.
Akcja książki jest bardzo dynamiczna. Dziewczynki podróżują po całym świecie, tym prawdziwym i tym mitycznym. Odwiedzają Królestwo Śmierci, poznają hinduskie legendy, bóstwa, demonów a nawet swoich mitycznych ojców. Czytając książkę nie da się przy niej nudzić - cały czas coś się dzieje, a każda ekscytująca przygoda prowadzi do następnej. Mimo iż jest ona całkiem obszerna (ponad 400 stron) to czyta się ją lekko i z dużym zainteresowaniem. Autorka w bardzo ciekawy i przystępny sposób przybliża czytelnikowi temat hinduskiej mitologii. Przepięknie ilustrowana okładka zachęca, aby od razu chwycić za książkę. Dodatkowo na końcu zamieszczono słowniczek wszystkich bohaterów, z którymi Aru ma styczność, co zdecydowanie ułatwia czytelnikowi odnaleźć się w mitologicznym świecie.
Zdecydowanie polecam ją przeczytać. To wspaniały prezent dla każdej nastolatki.

 

Barbara Klisiewicz i Adam Klisiewicz (syn)

Fragmenty książki (Aru Shah i koniec czasu)

ROZDZIAŁ 1. W którym Aru żałuje, że otwarła drzwi

Problem z dorastaniem wśród bardzo niebezpiecznych rzeczy polega na tym, że po jakimś czasie po prostu się do nich przyzwyczajasz.

Odkąd Aru sięgała pamięcią, mieszkała w Muzeum Starożytnej Sztuki i Kultury Indyjskiej. I wiedziała doskonale, że lampy na końcu Sali Bogów nie należy dotykać.
Mogłaby wspomnieć o „lampie zniszczenia” w taki sam sposób jak pirat, który oswoił morskiego potwora, mówi od niechcenia: „Och, masz na myśli starego Ralpha?”. Ale mimo że przywykła do lampy, nigdy, przenigdy jej nie zapaliła. To byłoby wbrew regulaminowi. Regulaminowi, który przerabiała każdej soboty, kiedy miała oprowadzać popołudniowych zwiedzających.
Wielu ludzi nie lubi pracować w weekend, ale Aru nie uważała oprowadzania za pracę.
To było raczej jak ceremoniał.
Albo tajemnica.
Zakładała wtedy swoją jaskrawoszkarłatną kamizelkę z trzema guzikami w kształcie pszczół. Naśladowała sposób, w jaki mówiła jej matka – kustosz muzeum – a ludzie (to było w tym wszystkim najlepsze) słuchali. Ani na moment nie spuszczali z Aru wzroku. Zwłaszcza kiedy opowiadała o przeklętej lampie.
Czasami wydawało jej się, że jest to najbardziej fascynująca rzecz, o jakiej mogła rozmawiać. Przeklęta lampa jest przecież dużo ciekawsza niż taka na przykład wizyta u dentysty. Chociaż można by uznać, że obie są przeklęte.
Aru mieszkała w muzeum od tak dawna, że nie miało ono już przed nią sekretów. Czytała lektury i odrabiała zadania u stóp ogromnego kamiennego słonia przy wejściu. Nierzadko zasypiała w sali wykładowej i budziła się tuż przed tym, jak skrzeczący głos nagranego przewodnika oznajmiał, że Indie wyzwoliły się spod panowania Wielkiej Brytanii w roku 1947. Zdarzało jej się nawet często ukrywać zapas cukierków w pysku czterechsetletniego posągu smoka morskiego (nazywała go Steve) w zachodnim skrzydle. Aru wiedziała wszystko o wszystkim w tym muzeum. Z wyjątkiem jednej rzeczy…
Lampy. Ona zasadniczo pozostawała tajemnicą. – To nie jest zwykła lampa – powiedziała dr K.P. Shah, jej matka, a poza tym ceniona archeolog i kustosz, kiedy po raz pierwszy pokazała zabytek Aru. – Nazywamy ją dija.
Aru pamiętała, jak przytyka nos do szklanej witryny, wpatrując się w bryłkę gliny. W porównaniu z innymi przeklętymi przedmiotami ten wyglądał na wyjątkowo nudny. Miał kształt zgniecionego krążka hokejowego. Brzegi upstrzone były małymi znaczkami, jakby od ugryzień. A mimo to, przy całej jej normalności, nawet posągi wypełniające Salę Bogów wydawały się odsuwać od lampy, tworząc wokół niej wielką pustą przestrzeń.
– Dlaczego nie możemy jej zapalić? – zapytała matkę. Matka nie patrzyła na nią.
– Światło oświetla czasem rzeczy, które powinny raczej pozostać w ciemności. A poza tym nigdy nie wiesz, kto patrzy.
No dobra, Aru patrzyła. Patrzyła przez całe swoje życie. Codziennie po szkole wracała do domu, zawieszała plecak na trąbie kamiennego słonia i podkradała się ku Sali Bogów.
Było to najpopularniejsze pomieszczenie w muzeum, pełne posągów najróżniejszych hinduskich bogów. Jej matka wyłożyła ściany wysokimi lustrami, żeby zwiedzający mogli oglądać zabytki z różnych perspektyw. Lustra były „staroświeckie” (tym samym słówkiem posłużyła się Aru, kiedy wymieniała z Burtonem Praterem pozieleniałego pensa na nowiutką dwudolarówkę i pół batonika). Ponieważ za oknami rosły wysokie lagerstremie i wiązy, światło wpadające do Sali Bogów było zawsze nieco przyćmione. Niemalże przymglone. Jakby posągi nosiły świetliste wieńce.
Aru stawała w wejściu, zatrzymując wzrok na ulubionych rzeźbach: boga Indry, króla niebios, trzymającego w ręku piorun, Pana Kriszny grającego na flecie, Buddy siedzącego w medytacyjnej pozie – z wyprostowanymi plecami i splecionymi nogami. A potem jej wzrok wędrował nieuchronnie ku szklanej witrynie z lampą zwaną diją.
Stała tak przez kilka minut, jakby czekała na coś… cokolwiek, co sprawi, że kolejny dzień w szkole okaże się ciekawszy niż poprzednie albo że ludzie zauważą, że ona, Aru Shah, nie jest po prostu zwykłą uczennicą, ale kimś niezwyczajnym…
Aru czekała na magię.
A kolejne dni przynosiły rozczarowanie.
– Zróbcie coś – szepnęła do posągów bogów. Był poniedziałkowy ranek, a ona wciąż miała na sobie piżamę.
– Macie mnóstwo czasu na to, żeby dokonać czegoś niesamowitego, ponieważ teraz jest przerwa jesienna.
Posągi nie zrobiły nic.
Aru wzruszyła ramionami i wyjrzała przez okno. Drzewa w Atlancie w stanie Georgia nie zorientowały się jeszcze, że jest październik. Tylko ich wierzchołki przybrały już szkarłatnozłoty odcień, jakby ktoś zanurzył je do połowy w wiadrze z ogniem, a następnie ustawił z powrotem na trawniku.
Zgodnie z przewidywaniami Aru dzień zapowiadał się na zwyczajny. To powinno stanowić pierwsze ostrzeżenie. Świat lubi oszukiwać ludzi. Sprawia, że dzień wydaje się leniwy i jasny, niczym ogrzany na słońcu miód spływający ze słoika i tylko czekający na chwilę twojej nieuwagi…
I wtedy uderza.
Tuż przed tym jak zadźwięczał dzwonek, mama Aru prześlizgiwała się przez ich zagracone dwupokojowe mieszkanko przy muzeum. Sprawiała wrażenie, jakby czytała trzy książki naraz, rozmawiając jednocześnie przez telefon w języku, który brzmiał jak orkiestra maleńkich dzwoneczków. Aru natomiast leżała na brzuchu na kanapie i rzucała w mamę popcornem, usiłując zwrócić na siebie uwagę.
– Mamo, nie mów nic, jeśli możesz wziąć mnie do kina. Jej mama zaśmiała się wdzięcznie do telefonu. Aru skrzywiła się. Dlaczego ona nie umie tak się śmiać? Kiedy Aru się śmiała, brzmiało to tak, jakby krztusiła się powietrzem.
– Mamo, nie mów nic, jeśli mogłybyśmy wziąć psa. Pirenejskiego psa górskiego. Możemy dać mu na imię Pan Mihau! Teraz mama kiwała głową z zamkniętymi oczami, co oznaczało, że słucha uważnie. Tyle że nie Aru.
– Mamo, nie mów nic, jeśli…
Dzyń!
Dzyń!
Dzyń!
Matka uniosła wąską brew i spojrzała na Aru. „Wiesz, co robić”. Aru wiedziała. Tyle że nie miała ochoty tego robić.
Zsunęła się z kanapy i niczym Spider-Man przepełzła po podłodze, po raz ostatni usiłując zwrócić na siebie uwagę matki. Było to niełatwym zadaniem, ponieważ podłogę zastawiono książkami i niedopitymi kubkami ćaju. Zerknęła za siebie i zobaczyła, że mama notuje coś na kartce. Aru powlekła się przygarbiona do drzwi i zwróciła kroki ku schodom.
Poniedziałkowe popołudnia w muzeum są spokojne. Nawet Sherrilyn, szefowa muzealnej ochrony i nieszczęsna opiekunka Aru w weekendy, nie przychodziła w poniedziałki. W każdy inny dzień – z wyjątkiem niedzieli, kiedy muzeum było zamknięte – Aru pomagała rozdawać zwiedzającym bilety. Kierowała ich do konkretnych zabytków i wskazywała drogę do toalety. Raz nawet zdarzyło jej się nakrzyczeć na kogoś, kto głaskał kamiennego słonia, przy którym widniał bardzo czytelny znak „Nie dotykać” (zdaniem Aru odnoszący się do wszystkich poza nią). W poniedziałki można się było spodziewać przypadkowych gości szukających schronienia przed deszczem. Albo takich, którzy przychodzili wyrazić (najgrzeczniej, jak się dało) swoje zaniepokojenie tym, że Muzeum Starożytnej Sztuki i Kultury Indyjskiej czci szatana. A czasem po prostu kuriera, któremu trzeba było zaparafować odbiór paczki.
Natomiast nie mogła się spodziewać, że kiedy otworzy drzwi, żeby powitać nowych gości, zobaczy trójkę uczniów z Augustus Day School. Aru poczuła się niczym w zbyt szybko zatrzymującej się windzie. Żołądek ścisnął się jej od nagłego uderzenia paniki, kiedy troje uczniów patrzyło na nią i jej piżamę ze Spider-Manem.
Pierwsza z nich, Poppy Lopez, skrzyżowała opalone, piegowate ramiona na piersi. Ciemne włosy miała związane z tyłu głowy jak baletnica. Drugi, Burton Prater, wyciągnął przed siebie rękę z brzydką pensówką na dłoni. Burton był niski i blady, a w koszulce w czarno-żółte paski wyglądał jak żałosny trzmiel. Trzecia, Arielle Reddy – najładniejsza dziewczyna w ich klasie, mająca ciemnobrązową skórę i lśniące czarne włosy – po prostu rzuciła jej wściekłe spojrzenie.
– Wiedziałam – oznajmiła triumfalnie Poppy.
– Powiedziałaś wszystkim na matmie, że mama zabiera cię na ferie do Francji. „Mama mi to obiecała” – pomyślała Aru.
Zeszłego lata mama Aru zwinęła się na kanapie, wyczerpana kolejną podróżą międzykontynentalną. Zanim zasnęła, ścisnęła rękę Aru i powiedziała: „Może zabiorę cię jesienią do Paryża, Aru. Nad Sekwaną jest kawiarnia, gdzie słychać pojawiające się gwiazdy, zanim zaczną tańczyć na nocnym niebie. Będziemy chodzić po piekarniach i muzeach, sączyć kawę z maleńkich filiżanek i spędzać całe godziny w ogrodach”.
Tamtej nocy Aru nie mogła zasnąć, marząc o wąskich, krętych uliczkach i ogrodach tak niezwykłych, że nawet kwiaty wyglądały w nich wyniośle. Mając w pamięci słowa mamy, Aru bez szemrania posprzątała swój pokój i zmyła naczynia. A w szkole ta obietnica stała się jej zbroją. Wszyscy uczniowie z Augustus Day School spędzali wakacje w miejscach takich jak Malediwy albo Prowansja i narzekali, kiedy ich jachty miały iść do remontu. Obietnica Paryża sprawiła, że Aru zrobiła mały kroczek ku przynależności do grupy. A teraz usiłowała nie skurczyć się pod spojrzeniem niebieskich oczu Poppy.
– Mama ma supersekretną misję z muzeum. Nie mogła mnie zabrać. To była po części prawda. Mama nigdy nie zabierała jej w podróże służbowe. Burton rzucił na ziemię pozieleniałego pensa.
– Oszukałaś mnie. Dałem ci dwa dolce! – I dostałeś starą monetę… – zaczęła Aru. Arielle przerwała jej.
– Wiemy, że kłamiesz, Aru Shah. Tym właśnie jesteś: kłamczuchą. I kiedy wrócimy do szkoły, powiemy wszystkim…
Wnętrzności Aru skręciły się. Kiedy w zeszłym miesiącu przyszła do Augustus Day School, była pełna nadziei. To jednak trwało krótko.
W przeciwieństwie do innych uczniów nie podjeżdżała do szkoły smukłą czarną limuzyną. Nie miała domu na wybrzeżu. Nie miała pokoju do nauki oraz pokoju do wypoczynku, ale po prostu pokój, a nawet ona zdawała sobie sprawę, że ten jej pokój jest raczej szafą, która tylko w jej głowie urosła do rangi czegoś więcej.
Ale tym, co miała, była wyobraźnia. Aru snuła marzenia na jawie przez całe swoje życie. W każdy weekend, kiedy czekała, aż mama wróci do domu, wymyślała historię: jej mama była szpiegiem, wydziedziczoną księżniczką, czarodziejką.
Matka zawsze jej powtarzała, że nie ma ochoty na wyjazdy służbowe, ale były one konieczne, żeby muzeum działało. A kiedy przyjeżdżała do domu i o wszystkim zapominała – na przykład o zawodach szachowych albo o próbie chóru Aru – to nie dlatego że jej to nie obchodziło, ale że była zbyt zajęta permanentnym stanem wojny, pokoju i sztuki.
Dlatego jeśli jakieś dzieci w Augustus Day School zadawały pytania, Aru opowiadała im różne historie. Podobne do tych, które tworzyła dla samej siebie. Opowiadała o miastach, w których nigdy nie była, i o potrawach, których nigdy nie kosztowała. Jeśli przychodziła w zdartych butach, to dlatego że poprzednia para została wysłana do Włoch do naprawy. Przyswoiła sobie to subtelne uniesienie brwi, które wszyscy inni stosowali, i celowo niepoprawnie wymawiała nazwy popularnych sieciówek, gdzie kupowała ubrania, jakby to były francuskie butiki. A kiedy to nie skutkowało, prychała i mówiła:
– No tak, oczywiście nie rozpoznajecie marki.
W ten sposób zdołała się dostosować.
Przez jakiś czas te kłamstwa działały. Została nawet zaproszona na weekend nad jeziorem w towarzystwie Poppy i Arielle. Ale zaprzepaściła wszystko, kiedy pewnego dnia zobaczono ją przemykającą się z parkingu. Arielle zapytała, który samochód należy do niej. Aru wskazała na pierwszy lepszy i uśmiech znikł z twarzy Arielle.
– Tak się składa, że to jest samochód mojego szofera. Teraz Arielle spoglądała na Aru z tą samą pogardą.
– Mówiłaś nam, że masz słonia – powiedziała Poppy. Aru wskazała na kamiennego słonia za jej plecami.
– Bo mam! – Mówiłaś, że został uratowany w Indiach!
– No, mama powiedziała, że ocalał ze zrujnowanej świątyni, a to coś w rodzaju ratunku…
– Podobno masz też jakąś przeklętą lampę – przerwała jej Arielle.
Aru zobaczyła czerwone światełko na telefonie Burtona: świeciło bez przerwy, nie migając. On ją nagrywał! Spanikowała. Co jeśli to nagranie znajdzie się w sieci? Miała dwie możliwości do wyboru: 1) mieć nadzieję, że wszechświat się nad nią zlituje i pozwoli jej zniknąć przed godziną wychowawczą, 2) zmienić imię i nazwisko, zapuścić brodę i przeprowadzić się.
No chyba żeby całkowicie uniknąć obciachu… mogła pokazać im coś zaskakującego.
– Przeklęta lampa jest prawdziwa – oznajmiła. – Mogę to udowodnić.


Lubisz CzasDzieci.pl?
KOMENTARZE:

Napisz komentarz, pomóż innym, opiniuj treści
Treść:
Maksimum 1500 znaków.
Imię:
Kod z obrazka:

Książki dla dzieci

Recenzje książek

Do lasu marsz! - Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci.
Recenzja CzasDzieci.pl

Do lasu marsz! - Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci.

Książka: Nie ma złej pogody na spacer
Inspirująca
Recenzja rodzica

Inspirująca

Książka: Paw, co ogon miał z przyjaźni
Prawdziwa gratka dla miłośników metody Montessori
Recenzja CzasDzieci.pl (Agnieszka Szumańska)

Prawdziwa gratka dla miłośników metody Montessori

Książka: Montessori dla każdego. Samodzielnie odkryj świat
Nie macie wyjścia - ten tytuł to lektura obowiązkowa na mundial!
Recenzja młodego czytelnika

Nie macie wyjścia - ten tytuł to lektura obowiązkowa na mundial!

Książka: Goool! Przewodnik po mistrzostwach świata
Genialna w swojej prostocie
Recenzja rodzica

Genialna w swojej prostocie

Książka: A każdy widział kota
więcej recenzji

Książki nagrodzone

Dziura w gazecie

Dziura w gazecie

Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego
Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego »
Nominacja
Rok przyznania: 2018
Cuda-niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych

Cuda-niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych

Książka Roku - konkurs Polskiej Sekcji IBBY
Książka Roku - konkurs Polskiej Sekcji IBBY »
Honorowe wyróżnienie w kategorii grafika
Rok przyznania: 2017
12 półtonów. Książka o muzyce

12 półtonów. Książka o muzyce

Książka Roku - konkurs Polskiej Sekcji IBBY
Książka Roku - konkurs Polskiej Sekcji IBBY »
Honorowe wyróżnienie w kategorii grafika
Rok przyznania: 2017
Dom nie z tej ziemi

Dom nie z tej ziemi

Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego
Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego »
Nominacja
Rok przyznania: 2018
Szatan i spółka. Dalsze przygody szatana z siódmej klasy

Szatan i spółka. Dalsze przygody szatana z siódmej klasy

Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego
Nagroda im. Kornela Makuszyńskiego »
Nominacja
Rok przyznania: 2018
więcej nagrodzonych książek
Ubezpieczenie dzieci1 BacktoSchool1 Gry Nasza Księgarnia1 Niezapominajka1 Domowa Akademia1 Pierwsze Książeczki1 Prezenty1 Książki dla dzieci1
Ranking

Najlepsze książki dla czytelników 10+

Najlepsze książki dla czytelników 10+Dla przyjemności, dla namysłu, dla ważnych przeżyć
  • O chłopcu, który pływał z piraniami
    1.
  • Czasodzieje. Klucz czasu
    2.
  • Czarownica piętro niżej
    3.
  • Rico, Oskar i Głębocienie
    4.
  • Tomek Łebski – Geniusz (a przynajmniej tak mu się wydaje…). Tom 10
    5.
cały ranking »inne rankingi »

Sonda – Czas Dzieci

Czego powinno być więcej na portalu ?
Rozrywki dla dzieci on line
Rozrywki dla rodziców on line
Konkursów z nagrodami dla dzieci
Konkursów z nagrodami dla mam
Konkursów z nagrodami dla tatusiów
Inspiracji plastycznych dla dzieci
Żadne z powyższych mnie nie interesują. Szukam tu informacji nie rozrywki.


Kraków | Warszawa | Wrocław | Śląsk | Łódź | Poznań | Lublin | Trójmiasto | Bydgoszcz | Rzeszów | Szczecin

© Copyright by Czas Dzieci - Portal informacyjno-rozrywkowy 2006-2018