Książki dla dzieci » Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę
Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkęWydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B. Wiek dziecka: od 4 lat |
Groszka ma miłych rodziców i wygodny dom, ale nie jest szczęśliwa. Wciąż marzy o własnym ludziątku. Wszystkie jej koleżanki i koledzy mają własną dziewczynkę lub własnego chłopczyka! Marudzi tak długo, aż wreszcie dostaje od rodziców wymarzoną towarzyszkę zabaw. Tylko jak się nią zająć? Czy można dać jej na imię Burek? Czym ją karmić, gdy nie chce jeść psiej karmy? I gdzie ma spać, skoro nie podoba jej się w budzie? Wspólne życie psów i ludzi bywa czasami trudne. Groszka też wpada przez swoją dziewczynkę w nie lada tarapaty. A mimo to nikt nie ma wątpliwości, że ją i małą Dominikę łączy prawdziwa przyjaźń. I właściwie nie ma znaczenia, kto kogo wychowuje.
Książka fińskiej pisarki Sari Peltoniemi to czarująca opowieść o przyjaźni psa i dziecka, którą powinien przeczytać każdy, niezależnie od wieku.
Recenzje książki (Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę)
Na ogół w życiu jest tak, że to dzieci pragną pieska. W tej książce jest inaczej ...
Na ogół w życiu jest tak, że to dzieci pragną pieska. W tej książce jest inaczej – piesek pragnie mieć pana, czy używając terminologii z opowieści – poszukuje ludziątka. Wybiera sobie Dominikę , z którą przeżywa wiele przygód. Książkę przeczytała moja córka – uczennica pierwszej klasy – i ku mojemu zaskoczeniu – z chęcią sięgała po lekturę. W ciągu 3 dni, głównie czytając „do poduszki” pokonała ponad 100 stron. Do tej pory nic takiego jej się nie zdarzyło, bo córka nie przepada za czytaniem. Powiedziała, że najbardziej spodobały jej się te odwrócone role – piesek występuje tutaj w roli pana, a dziewczynka w roli przyjaciela. „Groszka (…)” to ciepła opowieść o tym, że w życiu liczy się tak naprawdę przyjaźń i o tym, że nigdy nie wiemy w jakiej roli kto kiedy w życiu wystąpi. Czasami mogą być one zamienione…I czasami warto spojrzeć na życie od tej drugiej strony…
Jak wytresować człowieka
Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę.
Tytuł na tyle tajemniczy, że wywołał w biurze portalu ożywioną dyskuję. Wreszcie książka przyszła i … acha, po pierwszych linijkach wszystko stało się jasne. Zdradzam tajemnicę, bo myślę, że książka zdecydowanie lepsza niż tytuł. Otóż Groszka to przede wszystkim ona – urocza mała sunia, która uwielbia zabawę, kości i inne psy ale przede wszystkim chciałaby mieć kogoś tylko dla siebie, kogoś do kochania całym psim serduszkiem. Cóż stoi na przeszkodzie? Jak to zwykle w świecie dzieci bywa – rodzice. Nie martwcie się jednak, wszysko dobrze się kończy, bo jak to z kolei z rodzicami bywa zawsze ostatecznie dają się „uprosić”. Dominika zamieszkuje w budzie... ale tylko na chwilę, bo jak się okazuje posiadanie członieka nie jest takie proste. Zamysł przewrotny a książka ciekawa, doskonała dla wszystkich dzieci które też chciały by mieć kogoś, o kogo mogłyby się troszczyć. W ciepłej, zabawnej historyjce dostajemy lekcję odpowiedzialności i obserwujemy ewolucję relacji: z czystej zabawy, poszukiwania własnej przestrzeni i odrębności rodzi się odpowiedzialność, przywiązanie, oddanie, poczucie, że najwspanialej na świecie jest opiekować się kimś bliskim.
Fragmenty książki (Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę)
Rozdział pierwszy
w którym czytelnik poznaje Groszkę i dowiaduje się, co takiego mają wszystkie jej koleżanki
Groszka była małym czarnym pieskiem. Mieszkała na wsi razem z mamą i tatą. Teraz mieszka już gdzie indziej.
Była wesoła i zadowolona z życia, ale miała jedno wielkie marzenie. Tak jak wiele innych małych piesków bardzo chciała mieć swojego przyjaciela.
Często chodziła za mamą i tatą i prosiła:
- Może byśmy sobie wzięli do domu dziecko?
Tata nawet nie chciał o tym słyszeć:
- Dzieci hałasują i bałaganią. Nie ma mowy.
Mama też tak uważała.
- W naszej budzie nie starczy miejsca dla żadnego dziecka - tłumaczyła.
- Mogłabym je trzymać u siebie na górze - obiecała Groszka, ale rodzice i tak nie chcieli się zgodzić. Tata twierdził, że jest uczulony na ludzi.
Groszka nie przestała jednak marzyć o własnym ludziątku. Byłaby to mała dziewczynka, tak samo jak ona. Ktoś kiedyś powiedział, że ludzkie dziewczynki są spokojniejsze i bardziej posłuszne od ludzkich chłopczyków.
Groszka postawiłaby dla niej przy łóżku koszyk do spania. Kupiłaby jej miskę i kosteczki do gryzienia.
Za każdym razem, kiedy wracałaby do domu, dziewczynka przybiegałaby do niej, żeby się przywitać, wesoło poszczekując, i lizała ją po mordce. Ach, jak wspaniale byłoby mieć własną dziewczynkę!
Groszka każdego dnia mówiła o dziewczynce. Wierzyła, że mama i tata kiedyś się wreszcie zgodzą, ale na razie wciąż mieli wątpliwości.
- Czy ty chociaż znasz się wystarczająco na ludziach? - zapytała mama. - Wiesz, czego taki człowiek potrzebuje, ile je?
Mała tylko machnęła łapką.
- Będzie mogła zjadać po mnie resztki.
Mama nie wydawała się jednak przekonana.
Natomiast tata zapytał:
- A czy w ogóle będzie ci się chciało nią zajmować? Ludzie bez przerwy muszą coś robić. A jeśli pojedziemy w podróż, to co wtedy? Nie pomyślałaś o tym?
- Mogę się nią opiekować przez cały czas. To właśnie byłoby najcudowniejsze! - zawołała podekscytowana Groszka. - A jak wyjedziemy, to po prostu zostawimy ją babci.
Tata burknął gniewnie:
- Dzieci trzeba wychowywać, żeby nie nabrały złych nawyków. Na pewno dasz sobie z tym radę?
- Wychowywać?
Akurat to nie przyszło Groszce do głowy. Zawsze myślała, że z dziewczynką wystarczy się bawić.
- Właśnie. Taka dziewczynka musi umieć się zachować. Nie może krzyczeć do przechodniów ani gryźć obcych w kostkę. Będzie musiała się ciebie słuchać, kiedy jej coś rozkażesz.
- Poproszę koleżanki, żeby mi pożyczyły poradnik - postanowiła Groszka i dodała: - Czy już wam mówiłam, że wszyscy moi znajomi mają własną dziewczynkę albo własnego chłopca?
- Co ty nie powiesz. - Mama uśmiechnęła się. - Zjedz teraz ładnie swoją karmę i biegnij się pobawić.
Ale Groszka nie dawała tak łatwo za wygraną:
- Musicie mi to obiecać! Czy nie mogłabym dostać dziewczynki na urodziny?
- Zobaczymy - odparli rodzice.
Rozdział drugi
w którym Groszka obchodzi urodziny i zastanawia się, co zrobić z zapłakanym ludziątkiem
I tak się złożyło, że mama i tata mieli już dość Groszkowego marudzenia. Kiedy nadszedł dzień jej urodzin i Groszka przebudziła się z samego rana, zobaczyła przy swoim koszu wielkie pudło.
- Sto lat, sto lat! - wyszczekiwali mama i tata, ale Groszka nie miała czasu ich słuchać. Szybko zdjęła pokrywę z pudła.
W środku siedziała śliczna ciemnowłosa dziewczynka. Groszka polizała ją po buzi i dziewczynka wstała.
- Cudowna! - pisnęła Groszka. - Dam jej na imię Burek!
- Nie wydaje mi się, żeby to było dobre imię dla dziewczynki - stwierdziła mama.
Dziewczynka też tak uważała:
- Nie chcę być Burkiem. Wymyśl coś innego.
- Azor? - zaproponowała nieśmiało Groszka. Dziewczynka pokręciła głową.
Groszce przychodziły na myśl tylko psie imiona, aż wreszcie ją olśniło:
- Tajfun! To nie jest imię dla psa, prawda?
Dziewczynka skrzywiła się.
- A nie możesz mówić na mnie Dominika?
Groszka zgodziła się i od razu zapragnęła pobawić się z Dominiką. Wybiegły na dwór, żeby się wyszaleć. Dziewczynka była cudowna, ale nie miała siły, żeby bawić się zbyt długo. Po jakimś czasie usiadła na ziemi i zaczęła otrzepywać swoją sukienkę z piasku.
- Chce mi się pić - oświadczyła.
Groszka zaprowadziła ją szybko do swojej miski z wodą, ale Dominika nie wyglądała na zachwyconą.
- Chcę pić z kubka. I wolałabym mleko zamiast wody.
Mama to przewidziała. Przygotowała już kubek z mlekiem.
Po chwili Dominika znów czuła się na siłach aportować piłkę, którą Groszka zanosiła jej w różne miejsca. A potem ona rzucała piłkę Groszce.
Wieczorem wyszło na jaw, że Dominika nie chce jeść kiełbasy dla psa ani też najlepszej karmy. Na to nie wpadła nawet mama.
- No to co byś chciała? - zapytała.
- Kaszę! - zawołała Dominika.
Było już ciemno, ale tata musiał wyjść z budy. Może jakiś sklep będzie jeszcze otwarty.
Groszka próbowała pocieszyć dziewczynkę:
- Zaraz dostaniesz swoją kaszę.
Polizała ją po buzi i poklepała przyjaźnie łapą po głowie. Dominika trochę się uspokoiła i zaczęła robić się senna. Po chwili spała już z palcem w buzi.
W środku nocy całą rodzinę obudził przeraźliwy krzyk. Groszka pędem pobiegła do Dominiki.
- Co się stało, maleńka?
- Ja chcę do mamy i taty! - krzyczała Dominika. Łzy spływały jej po buzi strumieniami - w dodatku tak szybko, że Groszka nie nadążała ich zlizywać.
- Teraz ja jestem twoją mamą - powiedziała ostrożnie.
- Wcale nie! - darła się wniebogłosy Dominika.
- Groszko, czy twój poradnik mówi, co należy robić w takim przypadku? - zapytał tata.
Groszka zawstydziła się. Nie chciało jej się czytać całego poradnika, który był bardzo gruby i na pewno okropnie nudny.
- Chcę do domu! - wyła Dominika.
Groszce też zaczęło zbierać się na płacz.
- Teraz to jest twój dom - bąknęła cicho, ale Dominika w ogóle nie zwracała na nią uwagi.
Wreszcie tata wpadł w złość.
- Ładne rzeczy, jest gorzej, niż myślałem! Czy będziemy teraz co noc słuchać wrzasków tego szczeniaka? A gdybym tak dał jej małego klapsa?
Groszka stanowczo się temu sprzeciwiła. Mama miała inną propozycję:
- Zaprowadzę Dominikę na noc do jej starego domu. Niech na razie pomieszkuje u nas w ciągu dnia i powoli się przyzwyczaja.
Groszce coraz bardziej chciało się płakać.
- Dominika mnie nie lubi, chociaż ja tak bardzo ją kocham!
Mama zaprowadziła dziewczynkę do jej rodziców, a tata przytulił do siebie Groszkę.
- Posłuchaj, córeczko - powiedział. - Pomyśl, jak ty byś się czuła, gdybyś znalazła się na miejscu Dominiki. Wyobraź sobie, że musisz zostawić mnie i mamę i odejść do jakichś zupełnie obcych ludzi.
Groszka musiała przyznać, że pewnie też by płakała.
- A jeśli Dominika już nie będzie chciała do nas wrócić?
- Na pewno będzie chciała - westchnął tata. - Niestety...
| KOMENTARZE: |




























