Wrocław

Z wizytą w Hydropolis

Z wizytą w Hydropolis

 

Na wycieczkę do Hydropolis należy zarezerwować sobie przynajmniej dwie godziny. Ilość informacji zebranych w jednym miejscu, poszeregowanych tematycznie może przyprawić o zawrót głowy.

 

Już przy wejściu zwiedzających wita wir wodny. Pierwsze kroki kierujemy w stronę sali, po której środku  obraca się sporej wielkości kula ziemska. Z głośników spokojny, jakby skądś znajomy głos, opowiada krótką historię, zapraszając na koniec do zwiedzania. Drzwi wyjściowe z tej sali pozwalają iść w różne strony, niestety  akurat, kiedy my zwiedzaliśmy, jedne z drzwi były zamknięte. Powędrowaliśmy więc drugą dostępną ścieżką, którą wyznacza jakby rzeka przepływająca podłogą.

 

Przeszliśmy przez głębiny, żeby natknąć się na uciekającą przed rekinami ławicę ryb. W strefie relaksu akurat relaksowała się grupa kolonijna, trafiliśmy więc do przestrzeni dedykowanej relacji człowieka i wody. Ciekawe było miejsce, gdzie eksponowany był związek religii i wody. No dobrze, największe wrażenie zrobił na nas multimedialny stół, na który kapały prawdziwe krople. I jeszcze podświetlane cytaty w różnych językach. Nie sposób opisać pięknego błękitu, którym mieniły się napisy.

 

Niemałe wrażenie zrobił też dział opowiadający historię inżynierii wodnej, a także namacalna możliwość uruchomienia kilku wynalazków. Na dziecięcych twarzach widać prawdziwą radość. 

 

Wystawę wieńczy przestrzeń nazwana „stany wody“, która opowiada trochę o burzy śnieżnej, można posłuchać odgłosów burzy wydobywającej się z artystycznej instalacji (może zawieszonej ciut za wysoko dla dzieci). Na odchodnym poznaliśmy jeszcze kształty chmur.

 

Jednak zawsze musi się znaleźć łyżka dziegciu. Pierwsza to słabo oznaczony parking. Jechaliśmy od strony ulicy Międzyrzeckiej i parking oczywiście przejechaliśmy. Drugim minusem, w ocenie dorosłych, było uczucie fragmentarycznego ujęcia poszczególnych tematów i mało płynnego przejścia z jednej sfery do innej. Woda, jako myśl przewodnia jest świetna, jednak to właśnie płynności najbardziej brakowało nam przy indywidualnym zwiedzaniu wystawy.

 

Jednak minusy nie mogą przesłonić plusów. Kapitalne wrażenie robi rozsuwająca się przy wejściu kurtyna wodna. Wewnątrz – wspomniana kula ziemska. Wspomnieć należy nowoczesność i rozmach w aranżacji przestrzeni starego zbiornika wodnego. Z radosnych wieści dla rodziców malukich dzieci: w toalecie dla osób niepełnosprawnych jest przewijak i to wcale nie ukryty, tylko pięknie oznaczony piktogramem na drzwiach. Z wiadomości przydatnych: bilety można kupić przy bramie, jak również przez internet.

 

Naiwnie myśleliśmy, że w środku tygodnia, na wakacjach, miejsce nie będzie celem dla tłumów. A jednak, ilość zwiedzających oszałamiała. Dla indywidualnego zwiedzającego centrum może wydać się nieco chaotyczne i głośne. Teoretycznie przez wystawę prowadzi rzeka, ale znajdując się już w konkretnej sali można czuć się nieco zagubionym. Niestety, nie dane nam było zobaczyć eksperymentów  przy maszynach, które obsługuje jedynie pracownik muzeum. Być może zorganizowane grupy miały taką szansę.

 

Towarzyszący nam, ośmioletni dżentelmen zachwycony. Z przyjemnością obejrzy to miejsce ponownie. Zwłaszcza, że Hydropolis zwiedzał już kolejny raz z rzędu.

 

Strona centrum wiedzy o wodzie tutaj.

Komentarze

Więcej

Warto zobaczyć