Warszawa

Parva sed apta - mała lecz przydatna

Parva sed apta - mała lecz przydatna

Przedstawiamy przepiękną opowieść o bezdomnej myszce Dusi. Autorka opowiadania, Pani Barbara Madejska, otrzymała nagrodę główną w naszym konkursie: "Warszawskie bajanie - konkurs świąteczny".

 

W warszawskiej dzielnicy Wola żyła mała myszka, która miała na imię Dusia. Była bezdomna. Miała swoją rodzinę - mamę, tatę i trzech braci, ale nigdy ich nie poznała. Kiedy tylko się urodziła w wielkiej piwnicy, niegrzeczna dziewczynka Alicja zaniosła ją na ulicę i tam zostawiła.

Na szczęście w tym okresie, gdy trafiła na ulicę maleńka myszka było ciepło. Rodzina małej myszki żyje do dziś w tej samej piwnicy domu Alicji i wierzy że Dusia kiedyś do nich wróci. Ale czy tak się stanie? Dowie się tego na pewno ten, kto posłucha do końca tej arcyciekawej bajki...


Mała myszka Dusia przyzwyczaiła się już do życia na ulicy, której szum bardzo polubiła. Od małego nauczyła się też dawać sobie ze wszystkim radę sama. Jedynym jej schronieniem od wiatru, śniegu i zimna, a także słońca, był wielki czerwony parasol, który znalazła kiedyś na śmietniku. To był jej domek.
Kiedy nadeszło lato i czas wakacji, a Dusia miała już rok, na Wolę przyjechali rodzice z dziećmi. Dzieci bardzo lubią tę dzielnicę, bo jest w niej wiele parków gdzie można się wyhasać.


Myszka nie chciała się zaprzyjaźnić z dziećmi, nawet grzecznymi, bo się ich bała. Bała się też dorosłych i w ogóle unikała wszystkich ludzi i zwierząt. Tak bardzo chciała żyć, że wydawało jej się, że najbezpieczniej będzie pozostać samotną. Może dlatego chciała uchronić swoje życie, że marzyła zobaczyć swoich braci? A może po prostu bała się ludzi z powodu niegrzecznej Alicji?


Alicja już dawno o myszce zapomniała. Była to ciemnowłosa dziewczynka, która nie lubiła zwierzątek ani w ogóle stworzeń słabszych i mniejszych od siebie.
Ludzie, którzy odpoczywali na Woli nie wiedzieli, że pod czerwonym parasolem mieszka mała myszka, dlatego udało jej się przeżyć jedno lato, jesień, zimę, wiosnę, drugie lato, nową jesień i oto, co się wydarzyło...


Tego wieczoru, a było to już późną jesienią, myszka spacerowała sobie ulicą Żelazną z nowym aparatem fotograficznym który kupiła sobie za grosiki znalezione na ulicy. Zbliżał się zachód słońca, który szczególnie podobał się myszce i który szybko sfotografowała.


Było jej smutno, bo kropił deszczyk, wiał wiatr a to była zapowiedź nadchodzących problemów z jej domkiem – parasolem, który i tak ledwo się trzymał.


Nagle, w tej smutnej chwili, kiedy do jej oczek napłynęły łezki, a przyroda stała się wroga, Dusia zobaczyła wielki napis „Parva sed apta”. Takich słów nigdy wcześniej nie widziała na żadnym budynku. Odskoczyła na bok, aby jeszcze raz przyjrzeć się, czy dobrze odczytała ten dziwny napis. Gdy odeszła ujrzała tuż przed sobą wielki, błyszczący, żółty Pałacyk Bogusławskiego. Nigdy wcześniej takiego pięknego pałacyku nie widziała.


Podeszła teraz bliżej, dotknęła go… to nie był sen, był to najprawdziwszy pałacyk! Skąd on się tutaj nagle wziął sam jeden? – pomyślała mała myszka, a gdy zrobiła znowu kilka kroków do tyłu ujrzała figurę Matki Boskiej. Nie potrafiła pojąć co to wszystko może znaczyć, ale bardzo się zaciekawiła. Zrobiła kilka zdjęć. Od  pałacyku do „domku” Dusi pod parasolem było dość daleko, w dodatku padał duży deszcz, ale udało się myszce zanieść aparat pod parasol.


Kiedy zapadła noc, a na uspokojonym niebie zaświecił wielki jasny księżyc, myszka nie mogła zasnąć, chociaż była bardzo zmęczona. Zakopała swój aparat do ziemi aby nikt go nie zobaczył, przykryła parasolem i udała się znów w stronę pałacyku. Usiadła na schodkach i patrzyła, czekała na kogoś lub coś ale nie wiedziała na co ani na kogo czeka. 


Tak minęło kilka kolejnych dni, które myszka spędziła siedząc na schodkach lub pod schodkami pałacyku. Codziennie, gdy wyruszała podziwiać pałacyk odkopywała aparat fotograficzny, aby móc  sfotografować ten piękny budyneczek o różnych porach.


Któregoś dnia, zupełnie zasmucona tym, że nikt z tego pałacyku nie wychodzi ani nikt do niego nie wchodzi, powróciła do swojego parasola. Wzięła do ręki aparat i zaczęła przeglądać zdjęcia pałacyku. Zdziwiła się, że nie świecił żółtym blaskiem, jak dawniej. Postanowiła go umyć. Udała się więc z malutkim wiaderkiem po wodę w stronę studni oligoceńskiej. Właśnie zerwał się  wiatr i zaczęło padać.
Gdy stanęła znów samotnie na ulicy Żelaznej, ujrzała dzieci... małe, duże i całkiem wielkie.


Co mam teraz zrobić? – pomyślała mała myszka. Jak mam umyć sama tak wielki pałacyk? Mam tylko jedno małe wiaderko... Nagle stojąc tak zakłopotana zobaczyła idącego w swoim kierunku gołębia. Nie był to zwykły gołąb, był to Gołąb Pokoju. Szedł coraz szybciej do myszki, która stała z wiaderkiem wody, zmartwiona i bardzo smutna.


Myszka bardzo się przestraszyła Gołębia Pokoju i zrobiła coś bardzo zabawnego - wskoczyła wprost do kałuży. O mało nie utonęła, bo zupełnie nie umiała pływać. Na szczęście Gołąb Pokoju uratował Dusię w ostatniej chwili, co nie było takie łatwe. Położył ją delikatnie na trawie i przyglądał się jej. Myszka udawała nieprzytomną i chociaż było jej zimno i była cała mokra, nie ruszała się. Gołąb Pokoju zaczął bardzo płakać. Narobił takiego hałasu, że przyleciały wszystkie gołębie z ulicy Żelaznej, a widząc zamknięte oczy Dusi także zaczęły bardzo płakać ze smutku. Gołąb Pokoju, który uratował myszkę był najstarszy, a także najmądrzejszy ze wszystkich wolskich ptaków. Wszyscy go szanowali. Zakomunikował płaczliwym głosem:
- Myszka odeszła.
Dusia słysząc to otworzyła delikatnie jedno oko, a potem drugie i krzyknęła: Nie! Gołębie się ucieszyły. Deszcz ustał.
Jak możemy ci pomóc? – spytał Gołąb Pokoju, ten sam, który uratował Dusię przed utonięciem w kałuży. Myszka odpowiedziała - Nie potrzebuję żadnej pomocy, mam trzech braci, jeden jest lotnikiem i siedzi w tej chwili w kokpicie samolotu, drugi jest rybakiem, właśnie płynie kutrem po Wiśle i martwię się o jego życie, chociaż jest dzielny i niedługo zjemy pyszną rybną kolacyjkę, a mój trzeci brat jest cukiernikiem i właśnie piecze ciastka dla Wedla - wczoraj dostałam od niego paczkę słodyczy, a w niej aż sto dwadzieścia czekoladek  i prawie tyle samo orzeszków!
Gołębie wiedziały, że jest to nieprawda.
– Przecież mieszkasz tu zupełnie sama! – odważył się powiedzieć Gołąb Pokoju.
– Tak, mieszkam sama, ale to dlatego, że moi bracia są ciągle zajęci pracą i nie mają czasu mnie odwiedzić! Ale kiedy wrócą, zobaczycie jacy są dzielni!
W tym momencie myszka upadła i zasnęła, nie skończywszy swojej wymyślonej opowieści, bo była bardzo zmęczona i głodna.


Gołębie zaniosły ją pod parasol, wiedziały, że tam właśnie mieszka i że jest bardzo biedna, bo żywi się tym co znajdzie na ulicy. Myszka słodko spała całą noc, a gdy się obudziła i przetarła oczy dotarło do niej, że leży w wielkim pałacowym łóżku z pałacowym baldachimem, przykryta pałacową kołderką!
To gołębie zbudowały jej mini Pałacyk Bogusławskiego, dokładnie taki, o jakim marzyła i który stał na ulicy Żelaznej. Zrobiły to w jedną noc! Ten piękny żółty pałac gołębie zbudowały jednak na ulicy. Mógł go ktoś zniszczyć, o czym zupełnie nie myślała Dusia. Tak się jej spodobał pałac w środku, że postanowiła już zawsze w nim przebywać i w ogóle z niego nie wychodzić.


Rozkoszowała się teraz życiem w swoim pałacyku. Miała w nim wszystko. W pałacykowej lodówce znajdowały się najsmaczniejsze sery, po pałacykowych schodkach schodziła ze swej sypialni do piwnicy po nowe zapasy jedzienia.
Któregoś dnia stało się jednak coś dziwnego. Myszka zleciała ze swego wygodnego pałacowego łóżka.
- Co się dzieje? – pomyślała Dusia. Otworzyła pałacykowe okiennice i ujrzała drzewa, które podskakiwały. Wszystko co widziała za oknem dosłownie tańczyło. Myszce zaczęło się kręcić od tego widoku w głowie, usiadła na podłodze i pomyślała:
- To widocznie trzęsienie ziemi, które dotarło na Wolę z jakiegoś odległego kraju.
Zapanowała całkowita ciemność i cisza, a po długiej ciszy myszka usłyszała tylko głuchy dźwięk jadącego samochodu. Pobiegła do kuchni i otworzyła lodówkę. Jedynie stamtąd wydobywało się światło.
Zjadła smaczny ser i czekała co dalej będzie, czy tym razem przeżyje.
Zdziwiła się, że ktoś po chwili dosłownie wytrząsł ją z jej pałacu. Spadła teraz wprost na podłogę salonu, trzymając  w buzi swój ulubiony ser z dziurami.
- No tak... pomyślała... ludzie.... któż inny mógłby mi zrobić taką niemiłą niespodziankę...
- To ta sama myszka, którą wyrzuciłam na ulicę!  Poznałam ją! Ta okropna myszka urodziła się w naszej piwnicy koło mojego roweru! Ma to samo znamię na brzuszku! – krzyknęła rozczochrana Alicja.


Faktycznie myszka Dusia miała malutkie znamię w kształcie bazgrołka na brzuszku. Ale o tym wiedziała jedynie Alicja. To dla niej tata, który zwykle biegał o świcie przywiózł tę piękną replikę Pałacyku Bogusławskiego, przypadkiem znalazł go na ulicy Żelaznej. Dla Alicji myszka Dusia nie liczyła się, chciała ją rozdusić na podłodze wpatrując się w niejasny napis na pałacyku „Parva sed apta”. Zatrzymał ją jednak tatuś.


- Nie rób tego! To dzięki tej myszce znalazłem ten piękny pałacyk. Dziś są twoje urodziny, niedługo pójdziesz do szkoły, a jesteś wciąż taka niegrzeczna! Wstyd mi za ciebie! Jak można straszyć tak piękne stworzenie?
- Piękne? – zachichotała Alicja.
- ... zobacz jaki masz pałacyk dzięki niej.
- Dzięki tej brzydkiej, małej myszce mam ten piękny pałacyk? – zdziwiła się Alicja, która nigdy nie czesała swoich czarnych włosów, nie lubiła stworzeń mniejszych od siebie i była bardzo niegrzeczna.
- Tak, dzięki niej. Biegłem ulicą Żelazną, tak jak co dzień, słońce właśnie wstało. Nade mną latał jakiś wielki gołąb. Przystanąłem, a wtedy on usiadł mi wprost na ramię. Chciałem go przegonić, ale wyszeptał mi do ucha, że mam zajrzeć pod czerwony parasol, który mijałem. Kiedy tam podszedłem gołąb chwycił parasol i moim oczom ukazał się nagle mały pałacyk, ten sam z ulicy Żelaznej.
Wtedy wielki biały gołąb powiedział mi, że jeśli znajdę tam myszkę mam zabrać pałacyk i myszkę do domu i dać to w prezencie urodzinowym swojej córeczce Alicji…


Myszka odezwała się:
- To jest mój pałacyk! Wybudowały go dla mnie gołębie, które ulitowały się nad moim losem. Byłam bezdomna, mieszkałam na ulicy pod wielkim czerwonym parasolem, przez ciebie dziewczynko cierpiałam głód, chłód i tęsknotę, bo kiedy byłam jeszcze ślepa i tylko się urodziłam, zaniosłaś mnie na ulicę i tam zostawiłaś na pastwę losu, odłączając od moich braci, tatusia i mamusi!


Tato Alicji nie wiedział, że tak się stało. Był lepszego zdania o swojej córeczce. Zrobiło mu się przykro, że tak nieładnie się zachowała jego jedyna córeczka, którą bardzo kochał. Zaproponował myszce Dusi mieszkanie w piwnicy, ale myszka się nie zgodziła. Przyzwyczaiła się już do warunków pałacowych i wiedziała, że będzie jej trudno mieszkać wśród rupieci w piwnicy.


- Myszka będzie mieszkać w piwnicy dotąd, aż ja nie nacieszę się pałacykiem! W pałacyku odtąd będą mieszkać moje lalki! A kiedy mi się znudzi, wyrzucę go do piwnicy i rób sobie z nim co chcesz brzydka myszko! – wykrzyknęła Alicja.


Wzięła pałacyk i pobiegła do swojego pokoju pełnego zabawek, z których żadna nie cieszyła się z takiego obrotu sprawy. Wszystkie zabawki Alicji miały dobre serce i bardzo współczuły Dusi. Nawet najcierpliwszy Krasnoludek Adaś uciekł pod łóżko, aby Alicja nie mogła go znaleźć przed wyjściem do przedszkola. Żadna lalka nie chciała mieszkać w pałacyku, bo wiedziała, że należy on do Dusi, która nie ze swojej winy znalazła się na ulicy bez domku.


Myszka zeszła z tatą do piwnicy. Tam się z nim szybko pożegnała, bo szedł do pracy. Umówili się jednak po cichu, że zmienią krnąbrny charakter Alicji, bo nie może być tak niegrzeczna. Myszka lubiła Alicję, nie była wcale taka zła. Była jeszcze przecież małą dziewczynką, miała prawo robić w życiu błędy i nie zawsze postępować sprawiedliwie.


W piwnicy, którą od razu poznała Dusia, panował większy ład, niż wtedy, kiedy się tam urodziła. Minął już bowiem cały rok i kilka miesięcy. Dusia usiadła na drewnianej podłodze i się rozpłakała - nie było to miejsce w którym chciała pozostać. Wtedy nagle, zza miotły, wyszła cała rodzina Dusi. Od razu rozpoznała swoich bliskich. Widocznie serce podpowiedziało to, czego oczy nigdy nie widziały. Bo przecież gdy się urodziła, była jeszcze ślepa. Tak bardzo się teraz cieszyła, że widzi swoją mamusię, tatusia i braciszków, że zapomniała o tym, gdzie się znajduje, Zapomniała też o swoim pałacyku, który utraciła.
Wieczorem wrócił tatuś Alicji i zeszli razem do piwnicy. Dowiedzieli się, że myszki, pomimo trudnych warunków, mieszkały u nich w piwnicy, nieraz cierpiąc głód, zimno i tęsknotę za Dusią. Dzięki nadziei, że Dusia kiedyś do nich wróci, udało im się z trudem przeżyć ten długi okres rozłąki. Alicja zamyśliła się nad opowieścią myszek, bo jej nigdy nic nie brakowało, spała pod ciepłą kołderką, na śniadanie jadła pyszne płatki z mlekiem, miała książeczki i zabawki i nigdy nie było jej zimno. Stał się cud i Alicja sama postanowiła całą rodzinę myszek wziąć do siebie do pokoju.


Zamieszkały one w Pałacyku Bogusławskiego. Dziewczynka codziennie się nimi opiekowała, kupowała im najsmaczniejsze sery i zawsze dbała o to, żeby miały co pić. A Dusia opowiadała wszystkim na dobranoc piękne bajki o ulicy Żelaznej, którą bardzo dobrze poznała. Mamusia Dusi czesała włosy Alicji, których nikomu innemu wcześniej nie pozwalała dotykać. Jej włosy stały się równe równiusieńkie, a we włosach miała wpięte spinki z truskawkami z modeliny. Braciszkowie Dusi pomagali składać zabawki, a za to Alicja trzymała ich w swoim rękawie, co bardzo lubiły, bo było tam tak cieplutko.


Wszyscy razem zgodną rodziną, gdy nastało znowu lato, udali się na ulicę Żelazną. Spotkali wielkiego Gołębia Pokoju i jego przyjaciółki. Gołąb nadal, aż do dziś opiekuje się tymi, którzy są biedni, opuszczeni i samotni, nie zważając czy są to ludzie, czy małe zwierzątka.


Mała myszka Dusia pokochała tego niezwykłego gołębia. Nazwała go Latające Serce i gdy troszkę podrosła nauczyła się biegać, aby widywać go codziennie. Pasją biegania zaraził Dusię tato Alicji, który cieszył się, że teraz codziennie o świcie wyruszał z domu w towarzystwie Dusi, a Latające Serce zawsze im towarzyszył.


Alicja podrosła, sama teraz dba o swoje uczesanie i nadal wpina we włosy pachnące truskawki. Trzej bracia Dusi pomagają jej robić smaczne koktajle truskawkowe, które uwielbia... tylko czerwony parasol, pod którym mieszkała myszka Dusia, przedziurawił się. Ale to nie szkodzi, bo stał się sławnym domkiem myszki Dusi. Gdy Alicja będzie staruszką ten parasol stanie w gablocie Muzeum Parasoli na Woli otwartym w roku 2086 w 76 rocznicę narodzin Dusi, tam codziennie będą go oglądały dzieci z całej Warszawy i z innych miast w Polsce. Usłyszą one bajki o tym, jak bezdomna myszka dzięki życzliwości gołębi i ludzi spełniła swoje marzenie... a to wszystko dlatego, że Pałacyk Bogusławskiego ma moc spełniania marzeń i wszyscy, którzy osobiście przyjdą na ulicę Żelazną aby go zobaczyć, będą szczęśliwi i sprawią szczęście innym.


Alicja odkąd zobaczyła Pałacyk Bogusławskiego jest bardzo dobrą dziewczynką, w nagrodę Latające Serce podarował jej piękną wstążkę na której jest napisane „Parva sed apta”. Jest to to ulubiona wstążka Alicji, spina nią zawsze swoje równo uczesane włosy. I wy, drogie dzieci biegnijcie z tatą lub z mamą zobaczyć Pałacyk Bogusławskiego przy ulicy Żelaznej, na pewno przytrafi się wam szczęście i spełnią się wasze marzenia!

 

Barbara Medajska

 

fot. wikipedia.org.

 

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Wiadomości lokalne

Warto zobaczyć