Warszawa

Z dzieckiem do restauracji

Z dzieckiem do restauracji

Najeżone trudnościami logistycznymi eskapady do miejsc, gdzie najmłodsi nie są mile widziani, a może alternatywa niedzielnego obiadu, równie nudna jak on sam? Już nie! przekonują restauratorzy, a także rodzice, którzy takie wyprawy bardzo sobie chwalą.

 

Gratka dla niejadka


Jeśli nasza pociecha to klasyczny przykład małego niejadka i czasem brakuje nam już sił/pomysłów, jak nakłonić ją do jedzenia, z pomocą przychodzą nam właśnie restauracje. Nawet gdy malcowi znudzą się dobrze znane dania made by mama, to te serwowane przez profesjonalnych kucharzy z pewnością go oczarują. Nie da się ukryć, dla kilkulatków z wybrednym podniebieniem domowa kuchnia często nie jest aż tak atrakcyjna jak ta współtworzona przez kulinarnych fachowców i speców od dobrego smaku. Zdarza się też tak, że to, czego brzdące nie tkną w domu, w lokalu „kupują” w całości. Nieważne, czy kuchmistrz wspiął się na wyżyny kulinarnego geniuszu, czy nie. Nagle może się okazać, że szpinak jest „pycha”, pomidory „mniam-mniam”, a brokuły znikają z talerza z prędkością światła. Dlaczego tak się dzieje?


Wyjaśnienie jest bardzo proste. Wyjście do restauracji z mamą i tatą to przede wszystkim nie lada atrakcja! Już samo wspólne przeglądanie karty jest interesujące (zwłaszcza gdy ta będzie kolorowa, ciesząca oko i zawierająca pozycje dedykowane dzieciom), podobnie jak nowe miejsce oraz towarzystwo innych ludzi (nic tak bowiem nie zachęca do pałaszowania, jak obecność innych jedzących!) Do nadzwyczaj nęcących elementów gastronomicznego świata zaliczyć można też możliwość zobaczenia kuchni… od kuchni – być może obsługa lokalu pozwoli maluchom zobaczyć, jak się robi pizzę, albo jak powstają desery?


Savoir-vivre 


W domowym zaciszu, co zrozumiałe, często jada się „po domowemu”  i choć nie ma w tym nic dziwnego, to zbyt luźne podejście do tematu zachowania się przy stole, może być przyczyną i prognozą przyszłych trudności, bo dziecku przyzwyczajonemu do skądinąd wygodnej konsumpcji przy użyciu jednego sztućca nie będzie łatwo się przestawić.  Czasem zapobiegliwi rodzice przykładają bardzo dużą wagę do nauki dobrych manier, z dobrym skutkiem, a niekiedy efektem takich wysiłków jest wyłącznie zniechęcenie.


Jeszcze inaczej wygląda „lekcja savoir-vivre’u” przy restauracyjnym stoliku – pewne miejsca w bardzo naturalny sposób wymuszają pewne zachowania, a mali klienci prędzej czy później sami zaczną się interesować, do czego służą te wszystkie sztućce, jak za ich pomocą zasygnalizować zakończenie posiłku czy też wycisnąć cytrynę. I nie chodzi tu o to, aby dzielić posiłki na „swojskie”, gdzie „etykieta” jest jakoby nieważna oraz „restauracyjne”, gdzie trzeba się już trochę bardziej postarać. Kluczem jest przenoszenie dobrych nawyków – dziecko konsekwentnie uczone, że nie trzyma się łokci na stole ani nie mówi z pełną buzią, poza domem też będzie się pilnować. Jeśli zabieramy malca w różne miejsca ma on okazję do przyswajania prawidłowych wzorców zachowań i gdziekolwiek w przyszłości się wybierze – będzie umiało się odnaleźć.

 

Nowe smaki


Choćbyśmy byli kulinarnymi mistrzami zasługującymi na osobistą gwiazdkę Michelin, to i tak pewnych specjałów nigdy dziecku nie zaserwujemy, choćby z powodu braku czasu – któż z nas może sobie pozwolić na pracochłonne przyrządzanie dwukolorowej zupy i konstrukcję misternych różyczek z łososia jednocześnie? Mamy odwagę na kuchenne eksperymenty z kalmarami w roli głównej (taka ambicja wymaga też kreatywności i pochłania sporo czasu) czy wolimy postawić na proste, sprawdzone dania, które na pewno nie okażą się niezjadliwym niewypałem? W restauracji nasza pociecha ma okazję odkrywać coraz to nowe smaki i przysmaki, o których istnieniu nawet jej się nie śniło. Może kosztować potraw z różnych zakątków świata i zaznajamiać się ze zwyczajami odległych kultur (np. jedzenia pałeczkami!) Ma to z pewnością walor poznawczy, pobudza zmysły i daje mnóstwo radości. Spożywanie posiłków w restauracji to więcej niż tylko dostarczanie przyjemności podniebieniu, a organizmowi niezbędnych składników. I wbrew pozorom nie musimy wcale wydawać fortuny, zwłaszcza jeśli nie planujemy się tam stołować codziennie. Jeśli dobrze poszukamy, z pewnością znajdziemy lokal na naszą kieszeń.


Mały klient


Wymagania małych klientów (a może raczej ich rodziców) wcale nie są wygórowane. Czy dana restauracja to rzeczywiście miejsce przyjazne najmłodszym? Na co zwrócić uwagę? Jeśli mamy małe dziecko upewnijmy się, że na miejscu dostępny jest przewijak, krzesełko do karmienia, dyskretne pomieszczenie dla mamy z dzieckiem. Gdy towarzyszy nam kilkulatek z pewnością byłoby dobrze, gdyby mógł, jeśli zechce, zająć miejsce przy malutkim stoliku, wybrać sobie danie z menu dziecięcego, a po posiłku udać się do kącika lub sali zabaw. Jeśli lokal faktycznie dysponuje tym wszystkim – potwierdza swoją renomę.

 

Bardzo ważne jest też pozytywne nastawienie personelu (czasem w jego skład wchodzą też animatorzy dziecięcych zabaw), miła atmosfera i przystępne ceny  - gdy i o to nie musimy się martwić, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wydeptać ścieżkę z domu do restauracji!

 

Komentarze

Więcej

Warto zobaczyć