Warszawa

Przełom Białki – Perełka w śmietniku

Przełom Białki – Perełka w śmietniku

Podczas tegorocznych wakacji wybrałam się z dzieckiem do pamiętanego przeze mnie z czasów dzieciństwa wspaniałego miejsca w okolicach Białki Tatrzańskiej – do Przełomu Białki.


Wycieczka nie obyła się bez problemów, bo pomimo tego, że już tam kiedyś byłam, nie potrafiłam trafić.


Miejsce nie jest w żaden sposób oznakowane. W okolicy rezerwatu nie ma żadnych drogowskazów. Nie pomogło nawet wertowanie map w sklepie z pamiątkami w Białce Tatrzańskiej. Rezerwatu nie było na żadnej mapie!
Co dziwne mało kto z miejscowej ludności wie gdzie to jest i jak pokierować turystę. Zanim tam trafiliśmy pytałam kilkanaście osób. Najśmieszniejsze, że o jego istnieniu nie wiedzieli nawet ludzie, którzy pluskali się w rzece w okolicy mostu kilkaset metrów dalej.


W końcu trafiłam jednak na sprzedawczynię oscypków, która wiedziała.
- To tam gdzie kręcili Janosika?
- Możliwe że tak - uśmiecham się.
- Pani kochana, to nie w Białce tylko przed. Jadąc od nas na rozwidleniu w prawo i potem znów w prawo.
- Skąd będę wiedziała, że trafiłam skoro nie ma żadnych oznaczeń?
-Oznaczeń nie ma. Jak zobaczy pani parking otoczony drewnianą zagrodą i siedzącą tam starą babcię, to będzie pani wiedzieć, że trafiła.


Było dokładnie tak jak powiedziała moja informatorka. Tak blisko drogi na Białkę, a tak daleko, że nikt o tym miejscu nie wie…


Drewniana zagroda w połowie zapełniona samochodami. Starsza, miła i gadatliwa kobieta kasująca 4 zł za parking. Dopiero tam tablica informacyjna z mapką. Wchodzimy na ścieżkę. Od razu widać, że raczej nikogo to miejsce nie obchodzi. Nie to zapamiętałam z czasów dzieciństwa.


Ziemia wokół terenu zryta kołami traktora, błoto, chwasty, śmieci. 
Nie zrażając się brniemy jednak dalej. Skałki! Są, jednak się ostały. Jaskinia w której kiedyś robiłam sobie zdjęcia zabezpieczona taśmą. Wstęp wzbroniony – wykopy. Dalej napotykamy amatorów wspinaczki eksplorujących ściankę i jamę, w której również pełno śmieci. Dalej bagienko pełne traszek, żab i unoszących się nad nim ważek. W trawie jaszczurki. Czarne z żółtymi plamami – czyżby to salamandry? Po spacerku po skałkach idziemy w stronę rzeki. Od skałek prowadzi do niej kamienista plaża, która w okresie deszczowej pogody pewnie też zalewana jest rzeczną wodą. Żeby pobyć tu dłużej trzeba wziąć karimatę i jakie koce, bo trudno wysiedzieć dłużej na kamieniach.

 

Ciąg dalszy na drugiej stronie

 

 

 


W upalny dzień pewno tu ludzi. Z rozmów wywnioskowałam, że to w większości okolicznych mieszkańcy. Panie opalają się na stojaka, dzieci budują tamy i zasieki z kamieni. Łapią małe rybki i żaby. Panowie jak zwykle próbują imponować hartem i próbują pływać w lodowatej rwącej wodzie pośrodku rzeki.
Syn był tym miejscem zachwycony! Głównie rzeką. Do tego stopnia, że byliśmy tam jeszcze 2 razy. Do zabawy w takiej rzece trzeba się również przygotować. Boso chodzić się tam nie da. Dno rzeki jest niewygodne do chodzenia, kamienie śliskie.  Optymalnym rozwiązaniem są klapki basenowe z paskiem na piętę (rzeka rwąca więc uciekają z mokrych stóp). Wybierający się tam w lecie, powinni zabrać ze sobą oprócz tego ręczniki, kapelusze z szerokim rondem i kremy z filtrem, bo nad rzeką nie ma cienia, a żadne dziecko nie da się stamtąd szybko wyciągnąć.


Miejsce jest malownicze, ale nazwa rezerwat to chyba kpina. Tyle tam pozostawionych butelek, papierów i innych śmieci, że żal patrzeć.  Nikt tego miejsca nie nadzoruje i nie sprząta, a szkoda, bo to istna perełka. Perełka w śmietniku.

 

Autor : Mama Małgorzata

1/7
1/7
2/7
2/7
3/7
3/7
4/7
4/7
5/7
5/7
6/7
6/7
7/7
7/7

Komentarze

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć