Warszawa

Wyobraźnia - największa broń w walce z ponurą rzeczywistością

Wyobraźnia - największa broń w walce z ponurą rzeczywistością

Dotrwaliśmy do czasów, w których zmaganie z rzeczywistością stało się czymś normalnym. Jest to swego rodzaju codzienność,  którą przestaliśmy odnotowywać. Natomiast, czy nam się to podoba, czy nie – męczy nas ona zarówno fizycznie jak i psychicznie.

 

Najprostszym rozwiązaniem jest w takim przypadku chwila relaksu w naszym własnym, prywatnym świecie wyobraźni. Jak zawsze do walki ze złym nastrojem proponujemy książki i historie w nich zamknięte. Czym jednak byłaby opowieści dla dzieci bez towarzyszących im ilustracji? Czy kreacje wielu postaci w naszych myślach wyglądałyby tak samo? Na szczęście nie musimy się nad tym zastanawiać, ponieważ świat pełen jest takich kreatorów wyobraźni. Dziś, wraz z Żydowskim Muzeum Galicja chcielibyśmy przypomnieć sylwetkę jednego z nich – Jana Marcina Szancera, którego wielu z Was zna, choćby z książek o Panu Kleksie!  

 

© Oficyna Wydawnicza G&P

 

Kim był Jan Marcin Szancer?


To pytanie na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością jednak był to artysta, który w czasach trudnych i mało barwnych starał się swoją twórczością przekazać odrobinę optymizmu i koloru. 


Urodził  się w 1902 roku w Krakowie. Pochodził z żydowskiej rodziny. Już od najmłodszych lat uczył się rysunku, przez co stało się to jego pasją. Później, mimo niechęci rodziców podjął studia w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dał się poznać jako pierwszy dyrektor artystyczny magazynu "Świerszczyk" oraz pierwszy autor jego okładek. To jednak był zaledwie zaczątek jako wielkiej kariery ilustratorskiej. Zasłynął jako ilustrator ponad 200 książek! Wszyscy znamy jego kreskę z "Akademii Pana Kleksa" lub "Pinokia". Niewiele osób jednak wie, że najstarsza zilustrowana przez niego pozycja miała tytuł „Nasze miasto” i została wydana w roku 1935. 


Co wyróżniało artystę? 


Przede wszystkim optymizm i barwność jego ilustracji. Niestety prawda jest też dużo bardziej przygnębiająca niż wszyscy chcielibyśmy przyznać. Artysta tworzył w czasach wojennych, szczególnie trudnych dla osób pochodzenia żydowskiego. Był to jednak okres, w którym jego aktywność artystyczna nie zmalała. Odzwierciedlenie tego można dostrzec w jego pracach z tego okresu. Mianowicie mimo niepewnych i mało radosnych lat w jego życiu, to właśnie wtedy powstały najbardziej barwne i pełne szczęścia ilustracje. To jak zmieniała się twórczość tego mistrza rysunku na przestrzeni całego jego życia będziecie mieli okazję zobaczyć. Bo od 1 lipca 2020 w Żydowskim Muzeum Galicja możecie dosłownie wejść do ilustracji i tym samym nieco poznać myśli artysty!

 


Wystawa w Żydowskim Muzeum Galicja – "Szancer, wyobraź sobie!"


Wszystkie szczegóły i informacje dotyczące wystawy możecie znaleźć tutaj


Wystawa jest niesamowitą furtką do przeniesienia się w zupełnie inne – baśniowe miejsce.

 

Najlepiej jednak opowie o niej sam główny kurator wystawy, Pan Tomasz Strug, w krótkim wywiadzie:

 

 

  • Dlaczego akurat wystawa dotycząca Jana Marcina Szancera?

 

Od kilku lat muzeum regularnie organizuje szereg programów dla rodzin z dziećmi i naszych najmłodszych gości. Warsztaty, bajkoczytania, projekcje dobranocek – niekoniecznie znanych kreskówek z rozmaitych zakątków świata, cieszą się każdego roku bardzo dużym zainteresowaniem. 
Nie stworzyliśmy jednak dotychczas wystawy, która byłaby przeznaczona przede wszystkim dla dzieci. O takiej wystawie myśleliśmy od dłuższego czasu i zastanawiając się, czemu mogłaby być poświęcona. Bardzo szybko zwróciliśmy swoją uwagę na postać najwybitniejszego być może polskiego ilustratora książek dla dzieci – Jana Marcina Szancera. 


Na jego ilustracjach wychowywały się wszystkie powojenne pokolenia – czasami nie zdając sobie sprawy, kto jest ich autorem. Wynika to po części z samej jakości literatury, którą Szancer ilustrował, czyli wybitnych tekstów Tuwima, Brzechwy, Konopnickiej… Te ostatnie nazwiska kojarzą wszyscy, Szancera – nie zawsze. Szancer obecny jest w domowych biblioteczkach także dzisiaj, ale zdarza się, że ginie w zalewie setek publikowanych rokrocznie książek dla dzieci. 


Poprzez wystawę chcemy więc uhonorować mistrza polskiej ilustracji, który jak nikt inny w ostatnich 80 latach kreował fantastyczne wizualne światy.  Ale to nie jedyny powód, dla którego poświęcamy wystawę właśnie Szancerowi. Istotne był dla nas również fakt, że artysta pochodził z Krakowa i właśnie tutaj stawiał swoje pierwsze artystyczne kroki. Studiował również Malarstwo na krakowskiej ASP. Wreszcie – istotny jest dla nas w biografii Jana Marcina Szancera wątek żydowski – mimo, iż wychowywany był w tradycji katolickiej, jego rodzina miała żydowskie korzenie. Polskimi Żydami byli również najważniejsi pisarze, z którymi Szancer współpracował – Julian Tuwim i Jan Brzechwa.

 

  • Jan Marcin Szancer zilustrował ponad 200 książek. Wiele osób ma w domu egzemplarze pełne jego ilustracji, często nie wiedząc jaka perełka stoi na półce. Jego prace są obecne w naszej świadomości – co nowego będzie można odkryć na przygotowanej przez Państwa Wystawie?

 

„Nowe” na tej wystawie można rozumieć w dwojaki sposób. Po pierwsze chodzi o samą formę wystawy. Nie będzie to wystawa skonstruowana z oprawionych w ramy oryginalnych prac Szancera – chociaż oczywiście i one pojawią się na wystawie. Zamiast tego, wykorzystaliśmy ilustracje Szancera do stworzenia bajkowego świata – wypełnionej jego przeskalowanymi ilustracjami przestrzeni pełnej skrytek i zakamarków, które najmłodsi odwiedzający wystawę będą mogli eksplorować. Także główna narracja wystawy została przygotowana z myślą o dzieciach – ma ona formę bajki napisanej na podstawie autobiografii Szancera i przenoszącej ową autobiografię na kanwę fantastycznej opowieści o małym Jasiu, Janku i Janie (postacie odnoszące się do Szancera) oraz jego przyjaciołach – Dobrym (Tuwim) i Szerszeniu (Brzechwa). 


Po drugie – tworząc wystawę, nie zapomnieliśmy również o dorosłych – rodzicach i dziadkach naszych najmłodszych gości. Dla nich wystawa będzie miała charakter sentymentalny, ale będą również mogli poznać dzięki niej biografię Jana Marcina Szancera w kontekście czasów, w których przyszło mu żyć. W publicznej świadomości funkcjonuje niewiele informacji o jego życiu. Na wystawie odwiedzający będą mogli dowiedzieć się na przykład o jego współpracy z warszawskim podziemiem w czasie II wojny światowej – Szancer ilustrował druki ulotne. Albo o jego zaangażowaniu w tworzenie się po wojnie polskiej telewizji. Lub o jego roli w jednym z powojennych polskich filmów.

 

  • W opisie Wystawy czytamy, że będzie można w niej aktywnie uczestniczyć - nie tylko ją oglądać. Czy zdradzi Pan co dokładnie to znaczy?

 

Wystawa ma tytuł „Szancer, wyobraź sobie!” nieprzypadkowo. Chcemy, żeby to właśnie dziecięca wyobraźnia była najważniejszą postacią tej wystawy. Celowo zrezygnowaliśmy z nowoczesnych rozwiązań multimedialnych. Wystawa jest w pełni analogowa, a każdego jej elementu będzie można dotknąć. Niektórych także użyć. W wystawowej przestrzeni przewidzieliśmy szereg „ćwiczeń na wyobraźnię”, które dzieciaki będą mogły wykonać same, z opiekunami lub przyjaciółmi. Teatrzyk cieni, prawdziwa mała scena teatralna z kostiumami, tajemnicze przejście na dnie szafy, olbrzymie kolorowe puzzle – to tylko kilka z niespodzianek, które przygotowywaliśmy na wystawie. A ponad głowami odwiedzających będzie pędziła prawdziwa lokomotywa, ta ze słynnego wiersza Tuwima.


Szancer – ilustrator dla wszystkich 


Czy wiecie dlaczego naszym zdaniem wystawa „Szancer, wyobraź sobie” jest tak dużym fenomenem? 


Ponieważ niemal każdy z nas odnajdzie u siebie w domu co najmniej jedną książkę, której autorem ilustracji jest Szancer. Mało tego – z pewnością zaskoczy Was odkrywanie tych skarbów na półkach Waszych lub Waszych rodziców. Przygotowując materiał do artykułu, przypomniałam sobie od razu o "Panu Kleksie" oraz fantastycznych ilustracjach w "Pinokiu".

 

 

Przeglądając jednak moje książki dalej – odkryłam, że w rzeczywistości było tego zdecydowanie więcej. Szybki research mojej literatury z dzieciństwa pozwolił mi odnaleźć i spojrzeć na nowo na prace ukryte w "Dziadku do orzechów". Dając się pochłonąć ilustracji na nowo można odkryć tę piękną historię!

 

Być możne widzieliście także "Konika Garbuska" wydanego w 1990? W zachwyt wprowadzają tam zarówno ilustracje czarno-białe, jak i te kolorowe zajmujące dwie strony. Do dziś pamiętam swoją radość z możliwości dosłownego przeniesienia się w historię dzięki temu zabiegowi!

 

 

Na koniec nie mogę zapomnieć o  absolutnie zachwycającej ilustracji króla Błystka z książki „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”. 

 


Tak więc zafundujcie sobie podróż w przeszłość! Nie tylko w świat Waszego dzieciństwa, ale także do czasów samego Jana Marcina Szancera, którego ilustracje mówią o nim samym więcej niż moglibyśmy się spodziewać. 
 

Polecamy

Więcej z działu: Artykuły

Warto zobaczyć