Warszawa

Relaks - razem i osobno

Relaks - razem i osobno

Jako samotna pracująca mama nie mam zbyt wiele wolnego czasu ;-) ba, powiedziałabym, że nie mam go wcale. Owszem, Synek korzysta ze żłobka, kiedy ja jestem w pracy, ale jako stęskniona i chorobliwie zakochana w nim, prosto z pracy gnam po niego jak na skrzydłach, aby nie był tam ani minuty dłużej niż to konieczne ;-) Opieka dziadków i babć nie wchodzi w grę, bo jedni bardzo dużo pracują zawodowo, a drudzy mieszkają 100km od nas. Ojciec dziecka zajmuje się Synkiem średnio 1 raz w miesiącu 1-2 dni. A czasami wcale. Wtedy ja i tak mam powyżej uszu takich spraw jak mycie okien, szorowanie podłóg i inne zajęcia, które trudno mi w obecności Synka wykonać. Więc czasu mam mało, mniej, coraz mniej... i najzwyczajniej w świecie szkoda mi go "poświęcać" dla siebie.

 

Ale powtarzając sobie głośno i wielokrotnie zasadę "szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko"  sporadycznie, jak któraś z ciotek (moich sióstr) weźmie Młodzieńca na spacer na przykład, czasami niemal na siłę się uszczęśliwiam relaksem ;-) A czym aktualnie jest dla mnie relaks? To miniaturowe domowe SPA (w ciągu 1,5 godziny załatwiam: peeling, scrub, dwie maseczki, kąpiel, odżywkę i serum na włosy, manicure, pedicure i masło do ciała - a wszystko w zapachu lawendy bo nie dość, że to mój ulubiony to jeszcze relaksująco - uspokajający zapach!). To także zapadnięcie się w głęboki fotel z robótką w ręku (uwielbiam dziergać na drutach - oczywiście tu też nie myślę o sobie tylko dziergam sweterki i czapeczki dla Synka) i oglądanie seriali kryminalnych.

 

Mam jeszcze dwie formy relaksu, w których na szczęście mogę (i robię to!) uczestniczyć razem z Synkiem. To gotowanie (wspólne kucharzenie, wymyślanie potraw i wyczarowywanie ich wspólnie z małymi łapkami mojego Synka a potem zajadanie się nimi). I koncerty (głównie muzyka klasyczna, ale nie tylko, na szczęście Syn lubi i świetnie się na nich czuje, obecnie wybieram te bardziej skierowane do dzieci, ale stopniowo będziemy się rozwijać w tym zakresie).

 

Jest jeszcze tylko jedno co mnie niesamowicie relaksuje, a na razie nie mam szans na taką formę... kocham chodzić na mecze. Namiętnie kibicuję Legii Warszawa, przed ciążą (a nawet i później, w 8 miesiącu ciąży też!) szalałam na trybunach dopingując (nie, nie, to nie ja rzucam race i wyzwiska...! ja z tych kibiców, nie kiboli!). Synek niestety nie odziedziczył (jak na razie) mojej pasji, piłki nożnej nie lubi, meczu nawet w tv nie chce obejrzeć, a co dopiero zaciągnąć go na stadion... a nie mam komu go powierzyć na czas meczu... może kiedyś, za parę lat...

 

Mama Ania

Komentarze

Więcej

Warto zobaczyć