Strefa rodzica » Okiem rodzica » Pożegnanie ze smoczkiem...
Rodzice recenzują (18) | |
Rodzice relacjonują (36) | Rodzice piszą (128) |
powiększPożegnanie ze smoczkiem...
Choć pożegnanie ze smoczkiem było przemyślane
To maleństwo ochoczo nie przystało na tą zmianę!
Nie obyło się bez ocząt maleńkich, załzawionych,
Do snu tęsknot za smokiem w matczynych rękach długo tulonych...
Tak jak wspomniałam w ułożonym przeze mnie - dla Państwa krótkim wierszyku, pomimo przygotowań do rozstania naszej córeczki ze smokiem - nie było to łatwe rozstanie. Mała nie poddała się bez walki, a jej bojowe okrzyki przez całe dwa dni dało się usłyszeć w całym bloku:). Jednak słuchając opowieści innych Mam i widząc ich o wiele starsze dzieci ze smokiem w buzi, to myślę, że nie było aż tak źle.
Zajmowaliśmy córeczce czas, o wiele intensywniej, niż zwykłego dnia. Staraliśmy się, aby cały dzień miała jakieś zajęcie. Wymyślaliśmy zabawy, zabieraliśmy na spacery, czytaliśmy bajki. Gdy tylko usłyszeliśmy jej magiczne słowo "Dyda"- tak nazywała swój smoczek:) to natychmiast reagowaliśmy odwracając jej uwagę nawet najprostszymi sposobami jak: "o! Zobacz! Ptaszek!" Ale najbardziej skuteczne okazywało się dawanie wtedy przekąsek. W pogotowiu było zawsze jabłuszko, chrupki kukurydziane, biszkopciki- w ten prosty sposób zajmowała ręce, buzię oraz myśli czymś innym niż jej "dydek".
Najtrudniejszy był moment zasypiania. Córeczka była tak przyzwyczajona do usypiania ze smokiem, że przez pierwsze dwa dni było naprawdę ciężko. Pomagało śpiewanie kołysanek, tulenie, mizianie, branie na ręce, czytanie bajek - po prostu robiliśmy wszystko, co tylko nam przyszło do głowy. Dodatkowo zostawialiśmy na początku włączoną lampkę nocną, aby mała przyzwyczajona do tego, że gdy się przebudzi sama uspokaja się ssąc smoka nie bała się i czuła się bezpieczniej- nawet pomimo braku jej niezawodnego uspokajacza- Dyda.
Pomysłem trafionym w dziesiątkę uważam kupno w tym czasie nowej zabawki (najlepiej przytulanki) to takie zastępstwo dla smoczka:). Co prawda nie wkłada się jej do buzi, ale równie fajnie się z nią zasypia :).
Najgorsze były tylko dwa dni- następne to było tylko sporadyczne, ale już bez histerii przypominanie sobie, o tym, że czegoś jej brakuje. W gruncie rzeczy byliśmy zdziwieni, że poszło tak łatwo:).
Życzę rodzicom, których problem rozstania ze smokiem jest jeszcze przed nimi, aby poszło gładko i miło:). A wszystkim rodzicom, w tym również mnie samej, abyśmy potrafili zawsze mądrze, skutecznie i bezstresowo rozwiązywać wszystkie problemy rodzicielskie :).
| KOMENTARZE: |
Na majówkę nawet w zimie!
Ferie w mieście
Pięć lat i wolontariat
Symfonia na fasolę, małe stopy i didgeridoo
Dzień Dobry, Świnko!
Pierwsze dni z noworodkiem, czyli jak nie zwariować po powrocie ze szpitala
Czas na nocnik!
Sylwester na sportowo
Urządzamy rodzinne bale w karnawale
Zima zła! - krótki przewodnik dla niepoprawnych pedagogicznie
Święta bez komputera i TV?
Magiczny czas
W poszukiwaniu magii i sensu świąt...
Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Na dworze u króla
Zima lubi dzieci najbardziej na świecie
Nasze świąteczne dekorowanie
Kiedy piszę ten tekst, sypie śnieg...
Blisko, coraz bliżej...
Zimowe zabawy



















