Strefa rodzica » Okiem rodzica » Sama przygotuje, sama zjem - dziecko w kuchni...
Rodzice recenzują (18) | |
Rodzice relacjonują (36) | Rodzice piszą (128) |
powiększSama przygotuje, sama zjem - dziecko w kuchni...
Dzień dobry
Mam na imię Aneta jestem mamą prawie 4 letniej Juleczki.
Trudno odnieść się do tego czy nasze dziecko jest niejadkiem czy nie - już wyjaśniam. Nasze kłopoty z jedzeniem zaczęły się kiedy Jula skończyła półtora roku i trwają z przerwami do dziś i właściwie nie wiem kiedy się skończą. Być może to z nami rodzicami jest coś nie tak , mamy błędne wyobrażenie o tym ile małe dzieci maja zjeść i w jakich proporcjach. Ja kładłam zawsze nacisk na jedzenie mięsa i warzyw ( nacisk mojej Mamy na mnie ) a Julcia nie bardzo była zwolenniczką jadania mięsa. Kiedy była malutka to najbardziej sprawdził się sposób miksowania mięsa i warzyw szczególnie tych które nie chciała jeść w naturalnej wielkości (np. brokuły , groszek). Tak więc do gotowanej zupy dodawałam zmiksowane mięso i porcję warzyw i tak udawało nam się ja oszukać.
Niestety teraz (4 latka) Jula dalej nie przepada za mięsem w prawie żadnej postaci a o warzywach ,czy surówkach nawet nie wspomnę. Uważam ,że jest już za duża ,żeby dalej miksować różne składniki i w ten sposób ukrywać je w potrawach, tym bardziej ,że od września chodzi do przedszkola i tam przecież nikt nie stosuje żadnych sposobów ,żeby dziecko zjadło, więc początki były trudne. Jula była bardzo głodna , nie chciała jeść, nie mobilizowały jej nawet inne jedzące dzieci. Postanowiłam wprowadzić nową zasadę jedzenie samemu ( w miarę możliwości i czasu) i przygotowywania tego jedzenia czyli do miski w ciepłym mlekiem Jula sama nasypywała płatki, czy kroiła banana, smarowała bulkę nutellą, płukała obrane prze ze mnie ziemniaczki, ubijała tłuczkiem kotlety i tak ze wszystkim – sposób ten nie tylko przybliżył nas do siebie do tego stopnia, że jej udział w codziennym przygotowaniu posiłków i deserów urósł do rangi pomocnika, to również bardzo pomógł w lepszym jedzeniu przez nią - zawsze pyta czy jemy to co robiłyśmy razem. Drugi sposób jaki sprawdza się u nas to przygotowywanie tych potraw, które Julcia lubi, bo na szczęście ma swoje ulubione potrawy. Może ktoś powie, że to monotematyczne, ale zawsze coś. Jest to najlepszy sposób i u nas się sprawdza, bo nadal zauważam lepsze i gorsze okresy w jej jedzeniu, a zachęcanie do jedzenia, a przynajmniej do próbowania nowych potraw lub składników za którymi nie przepadała choć w rzeczywistości nigdy ich nie próbowała.
Mam jeszcze jedno spostrzeżenie, gdy jest lato łatwiej nam ją nakarmić – jemy często w plenerze nigdy nie wybieram się bez kanapki i pojemnika z pomidorem pokrojonym w kosteczkę.
Pozdrawiam wszystkich rodziców i życzę sobie i Wam wytrwałości w karmieniu naszych pociech.
Aneta Galant mama 4 letniej Julki
| KOMENTARZE: |
Na majówkę nawet w zimie!
Ferie w mieście
Pięć lat i wolontariat
Symfonia na fasolę, małe stopy i didgeridoo
Dzień Dobry, Świnko!
Pierwsze dni z noworodkiem, czyli jak nie zwariować po powrocie ze szpitala
Czas na nocnik!
Sylwester na sportowo
Urządzamy rodzinne bale w karnawale
Zima zła! - krótki przewodnik dla niepoprawnych pedagogicznie
Święta bez komputera i TV?
Magiczny czas
W poszukiwaniu magii i sensu świąt...
Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Na dworze u króla
Zima lubi dzieci najbardziej na świecie
Nasze świąteczne dekorowanie
Kiedy piszę ten tekst, sypie śnieg...
Blisko, coraz bliżej...
Zimowe zabawy



















